Malarstwo piękniejsze niż kłamstwo

Kees van Dongen miał swoją receptę na portretowanie kobiet. W czasach, gdy nikomu nie śniło się o photoshopie, wyszczuplał je i wydłużał szyje, talie oraz nogi. I ozdabiał ogromną biżuterią, uzyskując zachwycające proporcje.

Kees van Dongen „Tango Archanioła”, 1922-1935, olej na płótnie, Nouveau Musée de MonacoAch, żeby choć raz w życiu przeżyć takie uniesienie! Zatańczyć „Tango archanioła”, jak para z obrazu Keesa van Dongena. Skrzydlaty wysłannik nieba nie ma w sobie nic ze świętości. To uwodziciel, istota rozpalająca zmysły towarzyszącej mu damy. Paraduje we fraku i lakierkach na gigantycznych obcasach. Za nim falują imponujących rozmiarów srebrzyste skrzydła. Jego twarzy nie widać, pozostaje zagadkowy. Obnażona jest ona!

Zrzuciła sukienkę, bieliznę i oto wtula się w swojego anioła golutka. On nie tylko dyktuje rytm jej krokom. Na smukłej, wygiętej szyi składa pocałunki. Pewnie za chwilę jego pieszczoty staną się odważniejsze. Ona też wie, co to kokieteria. Buzia upiększona makijażem, we włosach kwiat, na nogach jedwabne pończochy z podwiązką; stopy w pantoflach na wysokim obcasie. Obuwie sprzed 90 lat, a zaskakująco współczesne: czerwono-zielone, ozdobione klejnotem.

Ta scena to nie tylko znakomita metafora szalonych lat 20. To również poetyckie wyobrażenie tańca, uwodzenia, prowokacji. Każda kobieta w tangu wydaje się naga i rozpalona. A każdy wytrawny tancerz potrafi sprawić, że pofrunie.

reklama

„Tango archanioła” to jeden z najsłynniejszych obrazów w dorobku malarza, który – choć z pochodzenia Holender – jest uosobieniem Paryża lat jazzu. Cornelis Theodorus Maria van Dongen, zwany Keesem lub po prostu van Dongenem (we francuskiej transkrypcji – Donżen, co przy szybkiej wymowie brzmiało jak Don Juan) był nad Sekwaną najbardziej wziętym portrecistą. Nie tylko malował panie, także współtworzył modę, kreował wzorzec urody. Jak Andy Warhol w latach 60. w Nowym Jorku, tak Kees wpłynął na styl płci pięknej w Paryżu 30 lat wcześniej.

„Uwielbiam epokę, w której żyję”, mówił, „…jest tak ożywiona, gorączkowa, pasjonująca. Życie jest piękniejsze niż malarstwo”. Przez ponad pół wieku Dongena inspirowały damy, damulki i damy-nie-damy. W swojej sztuce lansował nowy wzorzec kobiety – wyzwolonej seksualnie i obyczajowo, decydującej o sobie, z wyzywającym makijażem.

Na obrazach Keesa make-up modelek wydaje się przesadny: powieki pokryte błękitnymi cieniami, oczy podkreślone czernią, karminowe usteczka. Reszta postaci – to czysty seks. „Któż inny tak jak on potrafi ukazać te niedostrzegalne przejścia od szyi do ramienia, te miejsca, gdzie pod naskórkiem wyczuwalny jest układ kostny, te cudowne szczupłości, które każą myśleć o nieuchwytnej warstewce wody biegnącej po kamykach” – opisywał dziennikarz „Gazette du Bon-Ton” bohaterki van Dongena.

Synuś dobrze sytuowanej rodziny „burżujów” spod Rotterdamu wybrał artystyczne studia w Akademii Sztuk Pięknych. W wieku 22 lat wyrwał się do Paryża. Był rok 1899, belle époque w rozkwicie. Koniec stulecia przynosił skrajne nastroje, od euforycznych po depresyjne. Przeczuwano, że nadciąga coś nowego. Najwcześniej rewolucja nadeszła w sztuce. Zaczęło się od ataku fowistów, czyli „dzikich”. Kees był urodzonym fowistą, malował czystymi, krzykliwymi kolorami, kontrastowanymi czernią. Nie bawił się w nadmiar detali, walił pędzlem po wielkich płótnach, improwizował.

W 1904 roku zamieszkał w słynnej czynszówce Bateau-Lavoir. Sąsiadował z Picassem, sportretował nawet Fernande Olivier, jego ówczesną „narzeczoną”. Fernande bez oporów pozowała do aktu przystojnemu Holendrowi. Nie tylko zresztą ona. Kees cieszył się względami płci pięknej: wysoki blondas, uosabiał siłę i radość życia. Szybko odniósł sukces artystyczno-towarzysko-finansowy. Przed wybuchem pierwszej wojny światowej przeprowadził się na Montparnasse i zaczął wieść żywot światowca. Zasłynął z ekstrawaganckich przyjęć-maskarad, na których spotykał się „cały Paryż”.

Cieszyła go renoma malarza elegancji i mody. Baby były najbliższe jego sercu. Miał swoją receptę na sukces: „Sprawą priorytetową jest wyszczuplenie kobiety na obrazie; wydłużenie jej szyi, talii, nóg. Potem należy ją ozdobić biżuterią, maksymalnie powiększoną. Każdą klientkę zachwycają takie proporcje”. I dodawał: „malarstwo jest piękniejsze niż kłamstwa”.

„Kobieta w błękicie”, portret pierwszej żony Keesa van Dongena, malarki Guus Preitinger (1911)A jak wyglądały jego związki z kobietami? Pierwszą żonę, malarkę Augustę Preitinger zwaną Guus, poznał jeszcze na studiach w Rotterdamie. To jej śladem ruszył do Paryża. Pobrali się w 1901 roku; w 1905 urodziła im się córka Dolly. Do rozstania przyczyniła się pierwsza wojna, ale także – kolejne flamy malarza. Nie stronił od romansów. Latem 1914 roku Guus z córką wyjechały na wakacje do Holandii; Kees dołączył do nich z dużymi trudnościami, z jeszcze większymi kłopotami wrócił do Paryża.

Tam związał się z kochanką Leą „Jasmy” Jacob, szefową działu sprzedaży paryskiego domu mody Jenny. Przez ponad dziesięć laty tworzyli parę. Jasmy należała do nowego gatunku kobiet: bizneswomen o silnej osobowości. To ona pomogła Keesowi wejść w kręgi „beautiful people”. Dla niej zmienił tryb życia, kontakty, przyzwyczajenia. Gdy Guus z Dolly wróciły do Francji, nie chciał ich nawet widzieć. Rozwód ogłoszono w 1921 roku. W 1938 roku, już po sześćdziesiątce, malarz znów się zakochał. W dużo młodszej Marie-Claire Huguen.

W 1940 roku van Dongen przyjął zaproszenie Goebbelsa na wycieczkę do Berlina, aby malować tam „elitę” intelektualną i artystyczną. Skutki tego odczuł po wojnie. Dopiero wielka wystawa „Fowizm francuski i początki impresjonizmu” w 1959 roku pomogła mu odbudować reputację. Rok później zamówiono u niego portret Brigitte Bardot na okładkę magazynu „Life”. Przyjęto go jednak z umiarkowanym entuzjazmem. Osiem lat później 91-letni malarz zmarł w swoim domu w Monte Carlo. Jego śmierć przeszła niezauważona – w maju 1968 roku uwaga Francji koncentrowała się na młodzieżowej rewolcie.

Niespodziewanie, po kilku dekadach, upomnieli się o niego… kreatorzy mody. W 2006 roku, na 60-lecie domu mody Diora, John Galliano przygotował kolekcję „ożywiającą” na modelkach obrazy Keesa. I ruszyła prawdziwa lawina mniejszych i większych pokazów jego twórczości. Wybaczono mu wojenny konformizm. A „Tango archanioła” może dziś mieć każdy – za pośrednictwem Amazon, za niecałe 10 dolarów. Skrzydlaty tancerz-uwodziciel sfrunął na… kubki do kawy i inne przedmioty codziennego użytku. Oto prawdziwy popkulturowy awans.


Monika Małkowska
fot. BE&W, forum


Źródło: Wróżka nr 1/2013
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020