Joanna od miłości

Przychodzą do niej ludzie ze złamanymi sercami. Samotni. Porzuceni. A Joanna Wiśniewska rozkłada karty i pokazuje, gdzie iść, by spotkać miłość życia. Ufnie idą. I spotykają.

Joanna Wiśniewska rozkłada karty i pokazuje, gdzie iść, by spotkać miłość życiaJoanna roztacza wokół siebie dobrą energię. Ma jasne spojrzenie. Patrzy ludziom w oczy, a potem własnym szyfrem otwiera drzwi ich duszy i prowadzi przez magiczny korytarz, w którym wiele rzeczy staje się prostych. I budzi się nadzieja, że miłość może przybrać w końcu realną postać.

– Wypatruję jej nie tylko w kartach tarota – mówi Joanna, która już jako siedmiolatka bawiła się cygańską talią mamy. – Zaglądam w runy, robię portret numerologiczny. Potwierdzają moje wizje. A widzę czasem rzeczy dziwne. Ale i piękne. Widzę miłość, która choć wielka, nie może się spełnić. Widzę ludzi, którzy już dawno powinni być ze sobą, ale stają im na drodze życiowe przeszkody. Są i tacy, którzy nie powinni się byli wiązać, i teraz z tego powodu cierpią.

Do rosołu dosyp lubczyku

Czyta rozłożone obrazy kart jak powieść. Mówi, co było. Odkrywa tęsknoty, wyjaśnia zdarzenia. I prorokuje, co może się dobrego zdarzyć, a czemu czasem musimy pomóc. To, że potrafi podejrzeć przeszłość i przyszłość, to dar, ale i ciężka praca. – Zaczęłam, gdy miałam 18 lat – opowiada. – Fascynował mnie tarot, ale ta pierwsza talia, którą udało mi się kupić, budziła we mnie lęk. Powinnam to była potraktować jak ostrzeżenie. A jednak tego nie zrobiłam. Coraz głębiej wchodziłam w ten świat, ale byłam zbyt młoda i niedoświadczona. Zaczęły mnie straszyć dziwne postacie, czułam się źle. Na szczęście szybko połączyłam mój stan z kartami, i odłożyłam tarota na cztery lata.

reklama

Przez ten czas Joanna – jak przyznaje – dorosła, dojrzała. Przeczytała wiele książek ezoterycznych. Stawiała znajomym karty klasyczne. Nauczyła się tego od mamy. – W naszym domu ludowa, biała magia była od zawsze. Gdy byłam dziewczynką, często się zastanawiałam, dlaczego na framugach drzwi są znaki krzyża narysowane popiołem. Później dowiedziałam się, że mama okadzała dom białą szałwią i jałowcem, a palcem zanurzonym w popiele rysowała krzyże, które chroniły domowników przed złymi energiami. Ma zdolności wizjonerskie. Czasem, mieszając coś w garnku, rzucała mimochodem: „Coś mi się zdaje, Asia, że ten chłopak to nie dla ciebie. W ten czwartek się przekonasz”. I rzeczywiście, przekonywałam się. Albo ni z tego, ni z owego mówiła, że za tydzień stanie się to i to. Zawsze się sprawdzało.

Mama powoli wprowadzała Asię do swojego świata ludowej magii. – „Tu dosyp lubczyku”, mówiła, gdy gotowałyśmy rosół – opowiada Joanna. – „A teraz pójdziemy ściąć do lasu gałązki na święto Łucji. To na dobrobyt”. A ja jej słuchałam. Słuchała także moja siostra, Beata. Ona odkryła i rozwijała w sobie zdolności bioenergoterapeutyczne, mnie zaś ciągnęło do tego, by zaglądać w ludzkie losy i pomagać prostować często pogmatwane ścieżki.

Niemal równocześnie z tarotem Joanna zaczęła zgłębiać numerologię i runy. Te ostatnie ją zachwyciły. – Może byłam kiedyś Wikingiem? – zastanawia się. – Lubię spać na skórach zwierzęcych. No i to magiczne pismo jest mi tak bliskie i łatwe do odczytania, jakbym się nim kiedyś posługiwała na co dzień.

Joanna tworzy specjalne skrypty runiczne. To ciąg run, które emanują odpowiednią wibracją i przyciągają to, czego nam brakuje. Miłości, pieniędzy, przyjaciół. – Zanim zaczęłam je tworzyć dla obcych, przetestowałam na sobie, rodzinie i znajomych. Zawsze działało. Kiedy szukałam dobrej pracy, stworzyłam indywidualny skrypt na jej przyciągnięcie. I dostałam niemal od ręki! Uczę historii i muzyki w szkole podstawowej, i kocham to, co robię. A bycie wróżką to moje drugie, fascynujące życie.

A karty nic, tylko powrót i powrót

Poznaje tyle historii, że można by nakręcić film. Na przykład o dziewczynie, która zakochała się we własnym ojcu. 23 lata trwała w przekonaniu, że jej biologiczny ojciec nie żyje. Wychowywała ją tylko matka, surowa i wymagająca. Zmarła, zanim dziewczyna skończyła studia.

Poznała go nad morzem. Lubiła przychodzić na plażę o świcie, kiedy było jeszcze pusto. Spacerowała brzegiem, a codziennie mijał ją mężczyzna. Biegł, a ona z zachwytem patrzyła na jego wysportowaną sylwetkę. Zawsze miał ciemne okulary i bejsbolówkę. Aż kiedyś spotkali się twarzą w twarz. Miał siwiejące skronie, ale piękne rysy twarzy. Poczuła magnetyczne przyciąganie. Miłość spadła na nich nagle, jak letni deszcz.

Źródło: Wróżka nr 2/2013
Tagi:
Komentarzy: 1
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020