Przygoda z kamieniami

Zawsze zbierałam kamienie. Nie miałam więc wątpliwości, że jeśli wróżby, to z run. Znaki wyryte na kamieniach z chłodnym dystansem opowiadają o naszych sprawach.

Znaki wyryte na kamieniach opowiadają o naszych sprawachChłód kamieni pod palcami koi myśli, uspokaja. Daje na nowo poczucie związku z ziemią, związku, którego tak nam brakuje. Zawsze zbierałam kamienie. W trakcie górskich wędrówek potrafiłam kilometrami nosić dodatkowe kilogramy w plecaku, byle tylko cząstkę gór przywieźć ze sobą i postawić w swoim domu.

Pewnie dlatego, ilekroć myślałam, by zająć się wróżbami, do głowy przychodziły mi runy. Z wielkim zapałem przeczytałam kilka książek o nich i, uzbrojona w nową wiedzę, wybrałam się do sklepu. Zaczęłam przeglądać zestawy. Zbyt agresywne rysunki symboli, kamienie półszlachetne – za drogie i niezbyt ładne. Poza tym byłam przekonana, że runy powinny do mnie przemówić, a nic takiego nie nastąpiło.

Mocno sfrustrowana wróciłam do domu. A gdyby tak samej zrobić wróżbickie kamienie? Myśl kusząca. Przejrzałam swoją kolekcję drobnych kamyków. Znaleźć w niej 24 w miarę zbliżone wielkością – nie było szans. Na szczęście kilka dni później byłam w Gorcach. Łakomie wpatrywałam się w kamyki w potokach, wybierałam, chowałam do plecaka. Przedostatniego dnia przyjrzałam się swojej kolekcji. Kamienie były śliczne, różnobarwne, różnokształtne i za duże. A runy powinny się zmieścić w zamkniętej dłoni.

Poszłyśmy z koleżankami na Lubań. Cudowne słońce, delikatne, już lekko jesienne zatrzymało nas na uroczej polance. Leniwie przeciągnęłam się, leżąc na trawie. Moje palce natrafiły na skalne okruchy. Białe, niewielkie, podobne do siebie. Podziękowałam górom za ofiarowany mi dar i starannie uzbierałam pokaźny woreczek. Teraz mogłam już wracać do domu.

reklama

Ułożyłam sakiewkę z kamieniami pod poduszką, aby nawiązać z nimi kontakt. Któregoś wieczoru rozłożyłam kamienie, wybrałam najrówniejsze. Wyjęłam przygotowany wcześniej atrament. Chwila medytacji, otwarta ściąga z runami. Zanurzyłam pędzelek w atramencie, pierwszy znak. I... porażka. Atrament rozlał się po kamieniu.

Kolejne próby nie dały lepszego efektu. W końcu pędzelek powędrował do pudełka, a zbawieniem okazała się wykałaczka. Udało mi się stworzyć runy. Dałam im porządnie wyschnąć i już następnego dnia zabrałam się do wróżenia. Na czarnej chuście wyrysowałam okręgi symbolizujące trzy poziomy (tak najczęściej się je rzuca): materialny, emocjonalno-duchowy oraz relacji międzyludzkich. Rzuciłam runy i z książką w ręku zaczęłam interpretować.

Analizowałam własną sytuację. I ogarnęło mnie totalne zniechęcenie – za dużo szukania, sprawdzania. Pochłonięta analizowaniem każdej runy, nawet nie umiałam powiedzieć, czy wróżby są trafne – nie pamiętałam ich. Któregoś dnia koleżanka poprosiła mnie o wróżbę. Jak na złość ściąga mi się gdzieś zawieruszyła. Rzuciłam runy na bandamkę rozłożoną na trawie. Zaczęłam odczytywać znaczenie. I widzieć. Symbolika run podsuwała mi obrazy. Opisywałam je na głos. Kilka miesięcy później dziewczyna poprosiła mnie o kolejną wróżbę, bo poprzednia była bardzo trafna...

Nabierałam wprawy, ale moje runy stawały się coraz mniej czytelne. Atrament ścierał się z nich w błyskawicznym tempie. Naprawdę długo służyły mi dopiero runy, które powstały w sposób mało romantyczny – wyrysowałam znaki markerem. Z chustą rozstałam się znacznie szybciej, bo nie była zbyt poręczna. Staram się jednak mieć kawałek jednolitej płaskiej powierzchni. Często więc zwykła bandamka pełni tę rolę, zwłaszcza gdy rzucam runy na trawie czy piasku. Zanim rzucę, dokładnie opisuję na głos, który obszar odpowiada za co: plan ziemski, duchowy – wymieniam wszystkie poziomy wchodzące w rzucany układ.

Po jakimś czasie, kiedy już wróżyłam regularnie, dostałam runy – złote symbole wyrysowane na ametystach. Nie zapałałam do nich miłością od pierwszego wejrzenia. Nadal używałam swojego starego zestawu. Ale nadszedł dzień, gdy rzucałam runy ofiarodawczyni. Nie mogłam nie użyć kamieni od niej. Wzięłam je w dłoń. Poczułam przyjemny chłód. I ich energię. Energię przyjaźni. Od tego czasu używam tylko tego zestawu.

Źródło: Wróżka nr 2/2013
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019