Zdrowa miłość

Wszyscy mówią „kocham cię”, ale czasem kochają tylko siebie. Czym zdrowa miłość różni się od miłości toksycznej? I jak z tej toksycznej zrobić zdrową?

Jak toksyczną miłość przemienić w zdrową?Jeśli dojdziesz do ładu z samą sobą, twoja miłość też będzie zdrowa! Ale najpierw powinnaś odrzucić wszystkie wymyślone kobiece ideały i przestać starać się im sprostać. Musisz też wreszcie poznać i zaakceptować siebie.

Czy chciałabym się ze sobą ożenić?

Zanim Magda poznała Artura, czuła się samotna i nieważna. On był taki mądry i atrakcyjny, a wybrał właśnie ją! Od razu we własnych oczach stała się piękniejsza i mądrzejsza. Cudowne było też to, że mogła na nim polegać. Kiedy brali ślub, wiedziała, że nie będzie musiała się już martwić, skąd wziąć pieniądze, że dzieci będą chodzić do najlepszych szkół, że będą mieli dom, którego nikt nigdy im nie zabierze. Artur z kwartału na kwartał zarabiał coraz więcej. Kiedy więc szef wezwał Magdę na dywanik i zaczął rozmowę o tym, że zbyt często zawala terminy, przerwała mu w pół słowa: – Nie muszę tego wysłuchiwać! – rzuciła i wyszła, trzaskając drzwiami.

Dwa miesiące później firma Artura zbankrutowała, a on nie mógł znaleźć pracy. Kryzys pokazał zęby i pazury, a Artur okazał się nagle bezradny. Musieli przenieść się do mieszkania w bloku. Każdy kolejny dzień dzielił ich od siebie coraz bardziej. Magda nie czuła się już przy mężu bezpieczna, piękna i mądra. Rozpaczała, że przestał ją kochać… No i rok później odeszła do jego kolegi, który nadal był na fali sukcesu – pewna, że się w nim zakochała...

Czym jest miłość? Psycholog Karen Horney mówi, że to nie tylko zdolność do odbierania i dawania uczuć. Równie ważne jest to, dlaczego chcemy je przeżywać. Jeśli pragniemy miłości z lęku przed pełnym zagrożeń światem – nie jest to zdrowa motywacja. Miłością nazywamy wówczas troskę drugiej osoby, która gwarantuje nam bezpieczeństwo. Gdyby Magda zastanowiła się nad tym, co robi, musiałaby przyznać: „Ważne w miłości jest dla mnie tylko to, że czuję się zaopiekowana, że jestem w centrum uwagi. Dlatego najbardziej cenię poczucie bezpieczeństwa. Kiedy Artur przestał mi je dawać, poczułam się niekochana. Straciłam to, co było dla mnie miłością”.

reklama

– Jeśli chcemy być szczęśliwi razem, musimy wiedzieć, jak oboje rozumiemy miłość – mówi Krzysztof Wielgopolan, psychoterapeuta, wiceprezes Stowarzyszenia Psychoterapii Egzystencjalnej GLE-International. – I zastanowić się, czy na pewno do siebie pasujemy. Czy daję mu możliwość stanowienia o sobie, czy może go mimo woli ograniczam? Co mam mu do zaoferowania? Czy sama ze sobą chciałabym się ożenić?

David Schnarch, amerykański terapeuta par, mówi, że większość z nas wiąże się z kimś, by nie czuć pustki, samotności. Wówczas nie kochamy, ale używamy kogoś, by mieć się lepiej. Punktem wyjścia dla zdrowej miłości jest to, że nie musimy być z kimś, że bez niego też cieszymy się życiem. Wtedy wchodzimy w związek z wyboru, a nie z przymusu, bo nie potrafimy być sami. A więc jeśli dobrze czujesz się ze sobą, jeśli siebie lubisz – masz dużą szansę, że będziesz się też dobrze czuła z drugim człowiekiem.

Nie zmieniaj się, kochanie

Bognę martwiło i denerwowało, że Jan jest niewierzący. Żeby tylko! Kpił też z Kościoła i ludzi, którzy wierzą. A ona była coraz bardziej sfrustrowana. Kilka razy prosiła go, by przy niej nie poruszał takich tematów, bo ją to rani. Nie słuchał. A przecież liczyła na to, że po ślubie go zmieni, może nawet przekona do wiary? Nic z tego. Czuła się psychicznie gwałcona za każdym razem, kiedy temat wypływał. Zaczęła się więc zamykać i rezygnować z bliskości – także seksualnej. Do Jana nic nie trafiało, nawet gdy przyjaciele próbowali z nim rozmawiać, wyjaśniać, że skoro Bogna nie kpi z jego ateizmu, to on powinien uszanować jej wiarę. Ale Jan nie dawał innym prawa do bycia sobą na ich warunkach. Nie chciał szukać kompromisu, lecz sprawić, aby Bogna przestała wierzyć w te farmazony...

I Bogna, i Jan oczekiwali, że drugie zmieni się po ślubie. Taki brak szacunku dla kogoś, z kim chcemy być, to zła wróżba dla zdrowego bycia razem. Zdrowo kochając, nie wymagamy od partnera zmiany, ale z zaciekawieniem go poznajemy, przyglądamy się, jaki jest. Czy pociągający, czy fascynujący – swoją niepowtarzalnością, wyjątkowością. Jeśli myślimy tylko o tym, jak ukochanego przyciąć na swoją miarę, brniemy w toksyczny związek. Pozwolić drugiej osobie być taką, jaka jest – to wyraz zdrowej miłości. Gdy nam na kimś zależy, zawsze ścierają się dwie siły: pragnienie bliskości (to nadzwyczajne porozumienie ciał i dusz) z chęcią pozostania sobą.

Jeśli potrzeba bliskości jest zbyt duża, łatwo ulegamy zniewoleniu, nie stawiamy granic i nasz ukochany zaczyna dominować – nawet gdy nie ma na to ochoty. Gdy przesadnie chcemy zachować niezależność, zamiast granic wznosimy mury. Tak nie rozkwitnie zdrowa miłość. Granice muszą istnieć, ale powinny być elastyczne. Czasem pozwalamy je przekroczyć, czasem sami wchodzimy na teren drugiej osoby – zawsze na jej zasadach, za jej przyzwoleniem. Robiąc to za jej zgodą, stajemy się gościem, a nie intruzem.

Źródło: Wróżka nr 2/2013
Tagi:
Już w kioskach: 2020
Wydanie specjalne 1/2022

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

sklep.astromagia.pl