Krwawe dni

W tym okresie kobieta ma się oszczędzać. Bo takie na przykład pranie może mieć poważne skutki. Zwłaszcza jeśli pierze z inną kobietą...

Krwawe dniNie wiadomo, jak biblijna Ewa doświadczyła swojego przejścia w kobiecość i jak przekazała to potomnym. Ukraińskie podania ludowe mówią, że do czasu narodzin Chrystusa kobiety nie miały krwawień miesięcznych, a jedynie poporodowe oczyszczenia. Ale jak widać, stać się musiało to, co się stało: Maryja, matka Jezusa, po porodzie poprosiła ponoć służącą o wyrzucenie do rzeki koszuli zabrudzonej krwią. Przestrzegła jednak przed jej rozwijaniem. Ciekawska kobieta nie posłuchała Maryi, która rozgniewana, zesłała na cały niewieści ród comiesięczne „czyszczenia”. Stąd też Rusini nazywają miesiączkę „soroczką”, czyli koszulą.

Przestrzegają przed nią już poradniki z czasów naszych praprababek. „Zaczynają one (dziewczęta – red.) być mdłemi czasem bardzo młodo i na kilka lat przed nastaniem miesiąców. Mdłość ta czyni je gnuśnemi. Apetyt się im psuje, zwyczajne im pokarmy nie smakują, udają się częstokroć do najdziwaczniejszych wymysłów, które do szczętu żołądek, strawność i zdrowie ruinują. Wieśniaczki po męzku pospolicie chowane nie tak są temu złemu podległe jak miejskie panienki” – pouczał w 1785 roku profesor Szymon Andrzej Tyssot.

Cóż… na wsi na mdłości i humory nigdy miejsca nie było. Pozostawało więc podporządkować się pewnym regułom. Przede wszystkim – „szanować się”: nie szwendać się po okolicy i uważać, żeby się nie przeziębić. Mogłoby to stać się przyczyną „zboczeń” miesiączki, czyli nadmiernego krwawienia albo też jego zatrzymania.

reklama

Krwawe pranie

Głównym powodem zbyt często powtarzającej się przypadłości było „zapranie się”, czyli wspólne pranie kobiecych koszul przez wieśniaczki. Wówczas jedna z nich mogła dostać czyszczenia „za dwie”. Jeżeli w praniu we wspólnej wodzie brała udział większa grupa kobiet, wówczas miesiączka z wszystkich przechodziła na jedną nieszczęśniczkę.

Ale nie wszystko było stracone, jeżeli znało się odpowiednie zabiegi odczyniające! Wystarczyło „zrobić odpływ”, czyli wodę ze wspólnego prania odlać po trzy razy ręką na prawo i lewo, wypowiadając słowa: „ty cudza idź na lewo, ty moja na prawo”! Groźba nadmiernych krwotoków znacznie się też oddalała, gdy kobiece łaszki poprzedzielano męskimi ciuchami.

Znacznie gorzej było, kiedy jedna kobieta prała „w te dni” bieliznę w rzece, a druga przyszła akurat po wodę. Pierwszej groziła wysypka skórna i aby się od niej uchronić, powinna wylać pomyje do mysiej nory. Dla tej drugiej oznaczało to jednak zahamowanie krwawień i – w konsekwencji – śmierć! Mogła jednak jeszcze spróbować uciec Kostusze spod kosy...

Czyszczące mikstury

Gdyby udało się takiej nieszczęśniczce wywołać krwawienie, byłaby uratowana! Nic więc dziwnego, że imała się przedziwnych i ryzykownych sposobów: piła sproszkowane korale, siadała na miejscu ogrzanym przez świeżo wyjęty z pieca bochenek chleba, a nawet piła wódkę wymieszaną z sadzą uskrobaną z komina. Jeśliby to nie pomogło, pozostawała jeszcze jedna metoda.

Dowiadujemy się o niej z rozdziału „O zatrzymaniu miesięcznego odchodzenia” w „Compendium medicum auctum” z 1789 roku: „Leczenie tej choroby zaczynać się ma od upuszczenia krwi z nogi, z żyły nad kostką, i z powtórzeniem drugiego albo trzeciego dnia z drugiej nogi, jeżeli siły pozwalają, po tym dawać purganie wolne”. Dla każdej odważnej, albo raczej zdesperowanej, dołączono przepis na „pigułki otwierające, purgujące i miesiące poruszające”, na bazie aloesu, szafranu, olejku anyżkowego i jeszcze kilku trudniej dostępnych składników. Z licznych przepisów z tego samego źródła bez obaw można polecić najprostszy: „Weź bylice wierzchołków, rozwierć, przyday trochę czosnku, przyłóż na pępek”.

Przyczyn zatrzymania comiesięcznych czyszczeń może być wiele. „Lekarz dla włościan” wyliczał: „zwykłe życie próżniackie i na siedzenie trawione, wikt czy strawa gruba, surowa, letnych rzeczy picie, małe napojów używanie, nabiałów zbyteczne jadanie lub pijanie, nóg zziąbianie zwłaszcza mokre, ściskanie się zbyteczne sukniami lub sznurówkami, robaki w kiszkach, smutek długi i miłość tłumiona”. Z pewnością nie były to „wieśniacze” problemy! Kto by tam spędzał życie na siedzeniu, smutkach i tłumieniu miłości. Wprost przeciwnie!

A jak wiadomo, bujne życie towarzyskie może prowadzić do zatrzymania krwawień. I to na kilka miesięcy...

Zaklęcia antykoncepcyjne

By nie zajść w ciążę, kobiety garść przędzy skropioną krwią menstruacyjną starannie zwijały i nosiły wytrwale: dziewięć dni pod prawym ramieniem i dziewięć dni pod lewym kolanem. Potem zakopywały przędzę w kącie izby, trzykrotnie wypowiadając zaklęcie: „nie zakopuję cię na rok, ale na zawsze!”.

Kobitki w gorącej wodzie kąpane wybierały szybszy sposób: wodę z bielizny wypranej w czasie krwawienia miesięcznego wylewały na gorący piec lub... do kłódki. Następnie wrzucały kłódkę do studni i liczyły na potęgę magii.


Joanna Typek 
fot. Be&W

Źródło: Wróżka nr 3/2013
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube