Unoszeni przez miłość

Panna jest urocza. Prezentuje się awangardowo, ale i skromnie. Suknia do połowy łydek, krótka fryzura z grzywką i podkreślający oczy makijaż. Sukienkę, w której widzimy dziewczynę, można oglądać na kilku jej fotografiach.

Marc Chagall „Urodziny”, 1915, olej na tekturze, 80,6 x 99,7 cm, Museum of Modern Art, Nowy Jork, USA.Bella Rosenfeld – bo to ją sportretował w „Urodzinach” Marc Chagall – jest podobna do oryginału. Jej fruwającym partnerem jest… sam malarz. Tworzą wyjątkowo dynamiczny tandem. Ich ciała nie podlegają prawom grawitacji. Dziewczyna jeszcze dotyka podłogi czubkami pantofelków, ale on unosi się już w powietrzu! Po to, by okraść ukochaną z… pocałunku. „Urodziny”, jeden z najsłynniejszych obrazów Marca Chagalla (naprawdę nazywał się Mosze Segal), powstał trzy tygodnie przed ślubem z Bellą, najmłodszą córką Rosenfeldów. Nie była zaściankową panienką, bywała na zachodzie Europy, śledziła modę. Dobrze wiedziała, w czym wygląda twarzowo i… teatralnie.

Przecież planowała karierę aktorską. Czarna sukienka, biały kołnierz, takie pończoszki, przywodziły na myśl romantyzm, fryzura „na pazia” dodawała zaś jej nieco chłopięcości. Materia stroju seksownie podkreśla figurę panny; kołnierzyk-kryza obramowuje wycięty dekolt. Oto starannie wypracowany image mniszki-kusicielki. Skąd Bella czerpała wzorce? Zapewne z kina. Wystylizowała się na gwiazdę filmu niemego, coś między Polą Negri a Thedą Barą.

reklama

Siódmego lipca, w 23. urodziny, jak wspominał Marc Chagall, Bella odwiedziła go z kwiatami i smakołykami. Podobno to ona przearanżowała pracowniane wnętrze – narzuciła na tapczan egzotyczną narzutę, zawiesiła wschodni kilim. Na pewno było odświętnie, o czym świadczą arbuz i ciasto na stoliku. We wspomnieniach Belli wszystko wyglądało tak: ledwo weszła, Mosze wpadł w zachwyt nad jej wyglądem i zaczął rozglądać się za wolnym płótnem, nakazując pozostać jej w tym samym miejscu. Potem rzucił się na obraz, który „drżał pod jego ręką”. Dalej mowa o unoszeniu się ponad pokojem.

Marc Chagall odważył się użyć barw inaczej niż w tradycyjnej sztuce. Zastosował odcienie nieprawdziwe, szalone, oddające jego emocje. Do tego postawił na głowie proporcje, zakłócił prawo ciążenia, pożegnał się z anatomią…
W Paryżu Marc Chagall zadebiutował w 1912 roku na Salonie Niezależnych, potem była samodzielna wystawa w Berlinie w 1914 roku. André Breton, późniejszy „papież” surrealistów, zauważył: „Od tego momentu do nowoczesnego malarstwa wkroczyła metafora”. Kompozycje witebskiego artysty to przełożenie poetyckich przenośni na język malarstwa. Tak jak w „Urodzinach”, gdzie unoszący się w powietrzu zalotnik jest „uskrzydlony przez miłość”.

Ledwo zakończył się wernisaż berlińskiej wystawy, Mosze wskoczył do pociągu i pomknął do rodzinnego miasta. Spieszno mu było do narzeczonej, z którą postanowił jak najszybciej wziąć ślub. Bella stanowiła doskonałą partię i pod nieobecność artysty ktoś mógł go ubiec. Tymczasem on już odłożył trochę pieniędzy, kariera pięknie się zapowiadała, panna mu sprzyjała – mógł myśleć o małżeństwie. Bella tak jak on pochodziła z Witebska. Poznali się latem 1909 roku. Powiedziała mu, że ma 15 lat – on kończył 22 rok. Starszy o siedem lat, doskonale! Siódemka to wedle Biblii i kabały liczba magiczna, znamionująca szczęśliwy los. On miał trzy siódemki w dacie urodzin. Poza tym, w języku żydowskim powiedzenie „robić coś siedmioma palcami” oznaczało całkowite oddanie się danemu zajęciu. Na jednym z licznych autoportretów przedstawił siebie z siedmiopalczastą lewą dłonią – chciał podkreślić, że jest całkowicie oddany malarstwu, pewien sukcesów.

Przy pierwszym spotkaniu panna skłamała. Liczyła sobie niespełna 14 lat, choć wyglądała na starszą. Wróciła właśnie z Wiednia i Berlina, i aż paliła się, żeby podzielić się wrażeniami z przyjaciółką Teją Brachman. Teja zaś czasami pozowała gratis młodemu Chagallowi (wtedy jeszcze Segalowi), którego nie stać było na wynajęcie modelki. Malarz szkicował właśnie Teję, gdy sesję przerwało wtargnięcie Belli. Między młodymi natychmiast zaiskrzyło. Bella zapamiętała tę chwilę ze szczegółami: „Jego oczy były niezwykłe, inne niż u pozostałych ludzi – jak migdały. Nigdy wcześniej nie widziałam takich oczu, jedynie na ilustracjach do bajek. (…) Podchodził coraz bliżej do mnie. Od razu pokochałam jego oczy. Żadne z nas nie potrzebowało słów. Słyszeliśmy bijące jak oszalałe nasze serca”.

Mosze też czuje, że są sobie przeznaczeni, że rozumieją się bez słów. W lipcu 1915 roku stają pod chupą (ślubnym baldachimem). Chagall zamierzał zaraz po ślubie wyjechać do Paryża, jednak pierwsza wojna i sytuacja w Rosji przekreślają te plany. Para zostaje uwięziona w Witebsku, choć przez jakiś czas wydaje się to szczęśliwym trafem. Mosze zostaje komisarzem do sztuk pięknych, potem dyrektorem Ludowej Szkoły Sztuki. Konflikt ze zwolennikami konstruktywizmu sprawia, że Chagallowie w 1920 roku przeprowadzają się do Moskwy. Dopiero po trzech latach, przy pomocy francuskich przyjaciół, udaje się wrócić nad Sekwanę. Małżeństwo Belli i Marca było idealne. W 1916 roku przyszła na świat Ida, ich jedyne dziecko. Malowanie także idzie Chagallowi jak po maśle. Każdy obraz i rysunek pierwsza ogląda Bella. Jest muzą i modelką męża; jej dedykuje większość płócien z tego okresu.

Szczęście nie opuszcza Chagalla także w czasie drugiej wojny. W 1941 roku cała rodzina emigruje do Stanów Zjednoczonych. Ale nie zamierzają zostawać na zawsze. Trzy lata później, po wyzwoleniu Paryża, chcą wrócić do Francji. I wtedy spada niespodziewany cios. Kilka dni przed planowanym wyjazdem Bella zapada na zdrowiu. Umiera 2 września 1944 roku. Chagall na znak żałoby odwraca wszystkie obrazy licami do ściany. „Wszystko stało się ciemnością”, mówi. Przed dziewięć miesięcy nie sięga po pędzle. Jednak to nie koniec historii.

Cztery lata później Chagall, krzepki 65-latek, poznaje kobietę drugiej połowy życia – Valentinę „Vavę” Brodski. Ślub odbył się kilka miesięcy po spotkaniu, rzecz jasna w lipcu, w 1952 roku. Artysta spędził z Vavą kolejne trzy dekady pełne miłości i sukcesów. Zmarł dwa lata przed setnymi urodzinami. Doprawdy – siedmiopalczasty szczęściarz.


Monika Małkowska
Marc Chagall „Urodziny”, 1915, olej na tekturze, 80,6 x 99,7 cm, Museum of Modern Art, Nowy Jork, USA.

Źródło: Wróżka nr 5/2013
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020