Mój magiczny ogród

Ogród jest naszym letnim azylem. Nie wystarczy urządzić go według gotowego wzoru. Trzeba to zrobić tak, by odnalazła się w nim nasza dusza.

Mój magiczny ogródPrzez kawał życia prześladowało mnie koszmarne wspomnienie z dzieciństwa. Upragniona niedziela (bo, drogie roczniki '70 wzwyż, w owych czasach soboty były pracujące) i nie wiadomo, co tu najpierw fajnego zrobić. Ale nic z tego! – Jedziemy na działkę po gruszki! – zarządza mama. Działka pod miastem, daleko od dworca (bo, drogie roczniki jw., w owych czasach samochód nie był dobrem powszechnym). Jednym słowem: wyprawa na cały boży dzień. Z perspektywą poniedziałkowego popołudnia i wieczoru, kiedy trzeba będzie te gruszki zakląć w przetwory. Przez myśl mi wtedy nie przeszło, że po 30 latach będę ten koszmar wspominać z nostalgią i tęsknie rozglądać się za kawałkiem zieleni, któremu mogłabym poświęcić swoją uwagę i swój czas. Skąd się to we mnie wzięł­o?

Wcześniej obserwowałam tę magiczną przemianę u mojej o 10 lat starszej kuzynki Ewy. Widziałam, jak ta wychowana w bloku dziewczyna, a potem żona i matka, znika na całe dnie wśród grządek i rabatek. – Wie, że teraz nie zawojuje świata, więc zaszyła się z maluchami na działce. Przejdzie jej, jak odchowa dzieci – myślałam. Ale się pomyliłam. – Po co ci to? – pytałam ją. – Bo ja wiem? Malcy już mnie tak bardzo nie potrzebują… a te roślinki – i owszem. I na dodatek tak cieszą oczy!

Dziś wiem, że moja kuzynka trafiła w sedno. Wymieniła potrzeby – i zdolności! – które szczególnie nas, kobiety, popychają do „grzebania w ziemi”. Dla nas to bardzo ważne, by być blisko natury. Mamy pierwotną potrzebę opiekowania się wszystkim, co żyje i instynkt upiększania świata.

reklama

Dla każdego coś miłego

– Trochę mamy inny gust z mężem – uśmiecha się Ewa. – Dlatego działkę podzieliliśmy na pół. I każdy urządza swoją część, jak chce.

Łączy je trawnik z kamiennym stołem, ławką i składzikiem, za którym mieści się kompost. Dla Marka to po prostu śmietnik na odpadki organiczne. Ale dla Ewki nawet on jest czymś więcej. – Cokolwiek tam wyrzucam, przypomina mi to, że nawet coś negatywnego może się przekształcić w piękno – uśmiecha się. – To dla mnie symbol odcinania się od przeszłości, od tego, co zbędne.

Marek na swoim kawałku ziemi pracuje – jak mówi – bezrefleksyjnie. Ot, po prostu sadzi warzywa, drzewka owocowe, krzewy. Natomiast część Ewki to jej sekretny azyl. Od mężowskiego poletka oddziela ją szpaler róż. – Uwielbiam te kwiaty, są takie jak ja: delikatne i wrażliwe – dotyka nieśmiało rozkwitających płatków – ale mają ostre kolce. Ja też potrafię być niemiła i twardo stawiać warunki. Kiedy więc zachwycam się nimi, to trochę jakbym się zachwycała sobą. Gdy o nie dbam, to czuję, że zajmuję się swoim prawdziwym ja. To taki mój sposób na poprawienie sobie humoru.

Ewka woli światło od cienia, co odzwierciedla jej ogród. By skryć się przed intensywnym słońcem, stawia parasol. Wcześniej eksperymentowała z zamontowanym na stałe daszkiem, ale to było rozwiązanie sprzeczne z jej potrzebą ruchu, zmiany. – Gdy jestem zmęczona, lubię patrzeć na pomarańczowe kwiaty, czerpię z nich energię – mówi. – Jeśli natomiast chcę zagłębić się we własnych myślach, przestawiam parasol, by mieć przed oczyma zieleń albo rabatki w barwach błękitu i fioletu.

Zdarza się, że coś, co zachwyca na zdjęciu, nie pasuje do nas. Jeśli chcemy, by ogród był nasz, nie możemy przeszczepiać gotowych wzorców. Ewa przekonała się o tym, gdy zafascynowana japońskimi ogrodami, pokusiła się o źródełko i drzewka bonsai. Nie umiała zaakceptować widoku malutkich sosenek. Co z tego, że wydała na nie fortunę, gdy kojarzyły jej się z... okaleczonymi dziećmi. Dalekowschodnie kompozycje uwodzą egzotyką, ale jeśli nie możesz pochwalić się Japończykiem w poprzednim wcieleniu, to raczej się w tym nie odnajdziesz. – Z mojej japońskości zostało mi tylko źródełko – śmieje się Ewa. – Dobrze mi się przy nim odpoczywa.

Nic dziwnego – woda w źródełku symbolizuje oczyszczenie. A że krąży w obiegu zamkniętym, więc się nie marnuje. Jeśli nie mamy źródełka, umieśćmy w ogrodzie choć zbiorniki na deszczówkę (zwłaszcza jeśli nie ma w okolicy rzeki, jeziora czy stawu, a ty jesteś spod znaku zodiaku związanego z Wodą)! Spryskiwacze też pomogą – nie tylko przeżyć trawie, ale i nam – uwolnić się od złych emocji.

Źródło: Wróżka nr 6/2013
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020