Ostoja bogów, czarów i upałów

Sycylia oprócz mafii i kuchni ma wiele sekretów. A każdego dnia wszystko smakuje tu inaczej.

W Mondello góry spotykają się z morzem. To właśnie tu od miejskiego zgiełku uciekają mieszkańcy pobliskiego PalermoPo dawnych cywilizacjach nie pozostały jedynie kamienne ruiny – powiedział mi Luigi Nello, nauczyciel historii z Palermo. Ale sens jego słów pojąłem dopiero dwa dni później w Dolinie Świątyń w Agrigento. Starożytny poeta nazwał to miejsce „najpiękniejszym miastem zbudowanym przez śmiertelnych”. Z dawnych wspaniałości do naszych czasów nie przetrwało nic poza murami i kolumnami kilkunastu świątyń. Przed jedną z nich namiętnie fotografowały się zakochane pary i nowożeńcy. Po zapozowaniu do zdjęć kładli dłonie na kolumnach i coś szeptali.

Stara wiara

– To świątynia Konkordii, bogini zgody. Przyjechaliśmy tu prosić, by w naszej rodzinie nigdy nie zabrakło miłości – wyjaśnili dopiero co poślubieni Flavia i Antonio. W ten sposób trafiłem na pierwszy ślad vecchia religione, czyli tajemniczej starej religii. Nietrudno się domyślić, że wszystko, co się z nią wiąże, podlega omercie, czyli nakazowi milczenia (nawet w obliczu zagrożenia życia). Szczęśliwie ta zasłona nie jest tak szczelna, jak obowiązująca w mafii.

Stara religia to, najogólniej mówiąc, wierzenia i obrzędy, które ukształtowały się jeszcze przed chrześcijaństwem. Kościół nazywa je po prostu magią i oficjalnie potępia. Ale na tym koniec, bo księża przymykają oko na „niecne” praktyki, uznając, że nie da się zwalczyć tego, co przetrwało setki czy tysiące lat. „Wiele się musi zmienić, aby wszystko pozostało po staremu”, pisał w powieści „Lampart” pochodzący z Palermo Giuseppe Tomasi di Lampedusa. Na Sycylii ta zasada jednak nie obowiązuje. Tu działa się w myśl innej: co masz zrobić dziś, możesz zrobić jutro. Sycylijczycy bardziej od dolce vita (słodkiego życia) kochają bowiem dolce far niente, czyli słodkie nieróbstwo.

reklama

Zaczarowany świat

Grecy, Fenicjanie, Rzymianie, Bizantyjczycy, Arabowie, Normanowie (czyli potomkowie wikingów), Francuzi, Hiszpanie – każdy kolejny lud, który brał we władanie Sycylię, dodawał do tutejszej mozaiki kulturowej nowe elementy, m.in. wierzenia i obrzędy. Pozostały po niej kościoły z kopułami à la meczety, katolickie katedry z mozaikami niczym w prawosławnych cerkwiach, pałace jakby żywcem przeniesione z opowieści o Sindbadzie Żeglarzu czy królu Arturze. Przewodnicy oryginalność i niepowtarzalność sycylijskich cudów tłumaczą tym, że projektowali je włoscy architekci, budowali greccy kamieniarze, ozdabiali arabscy dekoratorzy, a wykańczali hiszpańscy rzeźbiarze.

Brzmi to przekonująco, ale nie wyjaśnia, dlaczego na przykościelnych straganach obok krzyżyków i medalików leżą srebrne rogi i głowy mitycznej Meduzy. Z jakiego powodu na placu przed katedrą w Katanii zamiast posągów świętych postawiono czarnego słonia? Im lepiej poznawałem Sycylię, tym więcej miałem pytań. Aż wreszcie w kawiarence nad Morzem Tyrreńskim usłyszałem tajemnicze słowo benedicaria. W pierwszej chwili nie wiedziałem, o co chodzi, ale po powrocie ponownie spotkałem się z Luigim.

– Benedicaria to po włosku „droga błogosławieństw”. Możesz na niej szukać pomocy, jeśli będziesz cierpiał na ciele albo duszy – mówił ściszonym głosem. A ja patrzyłem na niego baranim wzrokiem, bo wciąż nie rozumiałem, co ma na myśli. – Na Sycylii pewnych słów nie wypowiada się głośno – tłumaczył. – Dlatego zamiast mówić mafia, wolimy „bezpieczne” określenie cosa nostra (czyli „nasza sprawa”). Benedicaria też jest takim zastępczym słowem. Tak naprawdę chodzi bowiem nie tyle o błogosławieństwo, co o magię. Ludzi, którzy ją praktykują, nie nazywamy „czarownikami”, lecz benedetti – błogosławionymi.

Lekarz z jajem

Najłatwiej – co nie oznacza, że łatwo – odnaleźć benedettich w małych miasteczkach i na wsiach. Bo nawet gdyby się to nam udało, i tak nie zechcą rozmawiać z „obcym”. Co innego ich klienci, zwłaszcza gdy postawią przed nimi butelkę tutejszego wina. – Moją żonę bez przerwy bolała głowa i plecy. Lekarze nie umieli pomóc. Nie wiedzieli, co jej jest. Na szczęście wiedział benedetti… – opowiadał mi Pietro, dziarski staruszek z Caltagirone.

Źródło: Wróżka nr 6/2013
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube