Mam w sobie ciszę

Weronika Książkiewicz nie lubi bankietów. Buduje z synkiem wieże z klocków i chce spróbować medytacji. Żeby odszukać w sobie to, co najważniejsze.

Weronika Książkiewicz nie lubi bankietów. Buduje z synkiem wieże z klocków i chce spróbować medytacjiOd chwili, gdy zostałam mamą, radykalnie zmieniło się moje życie. Nie tylko w sensie organizacyjnym, ale przede wszystkim, mentalnym. Nareszcie mam poczucie dobrze obranego kursu, a może nawet zakotwiczenia, nawet jeśli czasem zniesie mnie pod prąd. Już zawsze będę mamą dla mojego synka.

Kiedyś czepiałam się drobiazgów. Niechby ktoś spróbował mieć inne zdanie niż ja! Dyskutowałam, kłóciłam się, chciałam postawić na swoim. W ten sposób nawracałam świat. Dziś nikogo nie zbawiam, nie mówię, jak żyć. Po prostu cieszę się codziennością. Mój syn nauczył mnie cierpliwości. Kiedyś to mnie tak, że zacytuję słowa piosenki, „za kudły brało, łamało palce”. Teraz umiem być skupiona, uważna. To, że jestem taka przy nim, przenosi się na resztę życia. Mam w sobie więcej ciszy, nigdzie nie gnam.

Niepokój niosłam w sobie, odkąd skończyłam szkołę teatralną. Jako studentka, ale też zaraz po dyplomie, sporo grałam. Potem propozycji było mniej. Mocno to przeżywałam, bo miałam poczucie, że się nie rozwijam. A przecież praca zawsze była moją pasją! Tylko że dziś mam też inny świat: głębokiej relacji z moim dzieckiem, babek z piasku, budowania wież z klocków, dyskusji o dinozaurach, słoniach i krokodylach. Każdą chwilę wykorzystuję na to, by się nim cieszyć. Dla mnie to większa przyjemność niż na przykład siedzenie w spa, gdzie mnie masują i klepią. Nigdy zresztą za tym nie przepadałam. Jestem zbyt ruchliwa, nie wyleżę.

reklama

Zamiast chodzić na zabiegi ujędrniające ciało, uprawiam nordic walking. Nigdy nie miałam świra na punkcie urody. Farbuję włosy, chodzę na manicure i pedicure, to wszystko. Lubię naturalne, roślinne kosmetyki. Czasem w domu funduję sobie pilingi, a w aptece kupuję organiczne balsamy, bo świetnie nawilżają skórę.

Dzień zaczynam od szklanki ciepłej wody z cytryną. I wielką wagę przykładam do tego, co jem. Od roku jestem na specjalnej diecie, która na dłuższą metę eliminuje alergię. Chodzi o produkty, które nie uczulają nas natychmiast, ale generalnie nam nie służą. Wykluczyłam już gluten. Nie jem chleba, makaronów, jajek i orzeszków ziemnych. Coraz rzadziej sięgam po nabiał. I czuję się coraz lepiej.

Obserwuję codzienność i staram się cieszyć drobiazgami, choćby tym, że z Poznania do Warszawy mogę w końcu jeździć autostradą! Ostatnio byłam u siostry w Barcelonie i się zachwyciłam! To był magiczny czas. Znów się odnalazłyśmy, zbliżyłyśmy do siebie. Między nami jest siedem lat różnicy, w dzieciństwie kłóciłyśmy się, aż wióry leciały. Teraz były słoneczne poranki, pyszne śniadania, włóczęga po mieście. Miałam wtedy urodziny i spędziłyśmy ten wieczór tylko we dwie. Nie brakowało mi toastów i wiwatów. Czułam się cudownie. Miałam czas, by się zastanowić, czego naprawdę chcę.

I wiem już, że chcę się dowiedzieć o sobie czegoś ważnego. Pomoże mi w tym medytacja, wyciszenie, głęboki relaks. Nigdy nie medytowałam, ale teraz w końcu przyszedł na to czas. Chcę zajrzeć do własnej duszy. Ciekawe, co tam znajdę?


Sonia Ross
fot. studio69  

Źródło: Wróżka nr 6/2013
Tagi:
Już w kioskach: 2020
Wydanie specjalne 1/2022

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

sklep.astromagia.pl