Magiczna polisa

Runiczne znaki, zwierzęce pazury i pęczek ziół. Użyte we właściwym celu ochronią twój dom przed nieszczęściami. To niezawodna, magiczna gwarancja bezpieczeństwa.

Magiczna polisaWakacje! Urlop! Wreszcie wymarzony wyjazd. Raz jeszcze sprawdzam krany, czy zamknięte. Oglądam uważnie okna. Szarpię za klamki, a nuż któraś otworzy drzwi. I już się stresuję, że moja koleżanka, Magda, która ma podlewać kwiaty, czegoś nie zamknie jak należy. Ilekroć zobaczę jej numer na wyświetlaczu swojej komórki, będę schodzić na serce. W oczekiwaniu na informacje o pożarze lub włamaniu. Mąż bębni palcami o kierownicę, a dzieci podśmiewają się ze mnie, kiedy „kręcę” czarne scenariusze. No to sobie odpocznę w te wakacje, nie ma co!

Podjeżdżamy pod dom kuzynki Karoli. Jedziemy razem. Zafascynowana patrzę, jak zamyka drzwi, chwilę przed nimi stoi, jakby się nad czymś zastanawiała, a potem rysuje w powietrzu jakiś znak i z uśmiechem zostawia swój nowy dom z ogromnym kredytem na pastwę losu. Nie wytrzymałam i pierwszego wspólnego wieczoru spytałam ją, w której firmie się ubezpieczyła, że jest taka spokojna? Okazało się, że... w ogóle nie wykupiła polisy! – Mam inne sposoby – zrobiła tajemniczą minę i dolała mi wina. A potem opowiedziała, jak przypadkiem trafiła na kurs reiki. Tam dowiedziała się o istnieniu znaków ochronnych. I zaczęła ich szukać na własną rękę.


reklama


– Najpierw próbowałam wzywać anioły, konkretnie archanioła Michała, by chronił mój dom. Ale to było dla mnie chyba zbyt bajkowe rozwiązanie, bym mogła w nie uwierzyć – opowiadała. – Składałam ofiary z kadzideł, specjalnie kupowałam żywiczne, kościelne. Trzykrotnie wymawiałam jego imię dziękowałam za opiekę nad domem. Niektórzy moi znajomi wieszają obraz z anielskim ochroniarzem nad drzwiami. I wygląda na to, że działa. Wiara to podstawa! Metod jest wiele, musisz wybrać taką, której zaufasz.

Przyjrzała mi się uważnie i spytała: – Jak z twoją wyobraźnią? Umiesz zobaczyć, co chcesz? – Raczej tak – potwierdziłam. – To wyobraź sobie swój dom, tak jak chciałabyś go zastać po powrocie. Powiedz na głos: „Mój dom jest zawsze bezpieczny!”. Powtarzaj to wiele razy, przywołując w wyobraźni obrazy i dźwięki, które kojarzą ci się ze spokojem i brakiem zagrożenia. – I to naprawdę pomoże? – To już zależy od ciebie, czy zdołasz się skoncentrować. – Eee, może coś prostszego? Ty robiłaś tylko jakiś znak ręką! – Możesz użyć run – westchnęła, chyba niezbyt zachwycona moim podejściem. – Dom należy zabezpieczyć runą najwyższej ochrony – Algiz, symbolem domowego ogniska i bogactwa – Fehu oraz znakiem bezpiecznego miejsca na ziemi – Odala.

Popatrzyłam powątpiewająco. Za prosto. Mojej podświadomości nie przekona taki rytuał. A już zrozumiałam, że dopóki spodziewam się czegoś złego, to jak magnes przyciągam wypadki i złodziei... Karola podsunęła mi jeszcze jedną metodę, hawajską: – Otocz dom fioletowym światłem, oczywiście w myślach… Ale ja znów kręciłam nosem: – Mówiłaś, że metoda musi do mnie przemawiać, by zadziałała... Kuzynka westchnęła. – To może krąg ochronny? – zaproponowała. – Rysujesz go wokół domu... Znów nie dałam jej dokończyć. – Jeśli wyrysuję go w ziemi, to będę się martwić, że deszcz go rozmyje, a jeśli wyleję go betonem, to mąż mnie chyba opuści...

Karola nie dawała za wygraną. Zasugerowała, że mogę jeszcze pomyśleć o kłach czy pazurach drapieżników. Ale kłóciło się to z moimi wegetariańskimi zapędami. Nie po to pozbyłam się wszystkich skórzanych butów, by teraz uciekać się do takich metod! – Ale ziołom wierzysz? – spytała z nadzieją Karola. Potwierdziłam skwapliwie. Rozpromieniła się i kazała mi powiesić w kuchni bazylię, majeranek, kminek, miętę, rutę. I zasadzić w doniczkach pelargonie. Koniecznie w nieparzystej liczbie. – Skrzynki najpierw wymyj i wymocz w słonej wodzie. Potem porządnie wypłucz – pouczała. – Na dnie możesz ułożyć agat – wzmacnia właściwości ochronne – lub awenturyn, który ułatwia współpracę z siłami natury. Co pewien czas przypominaj kwiatom, że mają chronić dom.

I gdy już sobie pogadałyśmy o suszeniu ziół, przesadzaniu kwiatków i gadaniu do nich – czego przecież nikt nie bierze za poważną magię – Karola nagle ściszyła głos i sprzedała mi rytuał z prawdziwego zdarzenia. Jak się okazało, do niego też potrzebne są zioła: krwawnik, piołun i werbena. A do tego wosk, biała nić i zdjęcie mieszkania lub domu. – Zapal białe świece, tyle ilu jest mieszkańców – wtajemniczała mnie prawie szeptem. – Potem roztop wosk i oblep nim fotografię, tak by bryłka przypominała dom. Białą nitką przywiąż doń bukiecik ziół. I... schowaj. Niech działa z ukrycia.

Źródło: Wróżka nr 7/2013
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019