Pomyłki na wagę złota

Mówi się, że to potrzeba jest matką wynalazków, ale często ich ojcem bywa zbieg okoliczności.

Pomyłki na wagę złotaSpecyfik o roboczej nazwie UK-92,480 miał stać się koniem pociągowym amerykańskiej firmy farmaceutycznej Pfizer i pomagać cierpiącym na chorobę niedokrwienną serca. Testy laboratoryjne i na zwierzętach wypadły pomyślnie, pozostawało sprawdzić wynalazek na ludziach. Wyniki badań na ochotnikach nie spełniły pokładanych oczekiwań i firma chciała zarzucić projekt. Testujący specyfik pacjenci ani myśleli jednak przerywać kurację. Przyciśnięci mocniej, bąkali coś o ciekawych efektach ubocznych. Jak się okazało, UK-92,480, choć nie wpływał na działanie serca, to inne regiony ciała stawiał na baczność.

Lek zatem wrócił do laboratoriów, gdzie badacze potwierdzili jego działanie. Cztery lata później opatentowali go, a po kolejnych dwóch nadali mu charakterystyczną postać niebieskich diamencików i wprowadzili na rynek. Nie nazywał się już UK-92,480, ale viagra i był pierwszym doustnym lekarstwem na zaburzenia erekcji.

Brudne eksperymenty

Potrzeba jest ponoć matką wynalazków, ale za to ich ojcem często bywa czysty przypadek. To dzięki niemu chińscy alchemicy wymyślili proch strzelniczy. Poszukiwali akurat – jak to alchemicy – eliksiru wiecznego życia, a wynaleźli środek, który je skutecznie skracał. Przypadkowe miały być również początki serowarstwa. Oto w zamierzchłych czasach pewien Arab wyruszył ponoć w podróż przez pustynię zaopatrzony w owczy żołądek wypełniony mlekiem.

reklama

Gdy po pewnym czasie zajrzał do środka, zobaczył białą, zbitą masę, otoczoną przeźroczystym płynem – to serwatka pod wpływem słonecznego ciepła i zawartych w owczym żołądku enzymów oddzieliła się od sera. Opowieści tego rodzaju to oczywiście legendy, których nie sposób udowodnić. Tym niemniej przypadek pomaga odkrywcom do dziś.

Najlepszym przyjacielem każdego wynalazcy nie jest bynajmniej solidne przygotowanie naukowe, otwarty umysł czy genialny pomysł. By wymyślić coś wielkiego, czasem wystarczy być… flejtuchem. Tak jak Aleksander Fleming, który pewnego wieczora porzucił brudną płytkę laboratoryjną, a gdy po kilku dniach znów wpadła mu w oko, pokrywała ją dziwna pleśń. Ciekawski Fleming zbadał ją i zauważył, że wokół niej powstały kolonie bakterii. W ten sposób odkrył penicylinę – pierwszy antybiotyk.

Przypadek i niechlujstwo osłodziły też życie Konstantynowi Fahlbergowi, amerykańskiemu chemikowi. 27 lutego 1879 roku wrócił on z laboratorium późnym wieczorem. Zdjął palto i buty, po czym zasiadł z żoną do kolacji. Gdy ugryzł kęs chleba, stwierdził, że jest on zaskakująco słodki. Przepłukał usta wodą, wytarł serwetką wąsy i brodę, ale słodycz nie chciała zniknąć – mało tego, nasiliła się. Spytał żony, czy nie dodała czegoś do jedzenia, ale ta zaprzeczyła. W końcu popatrzył na swoje dłonie – były całe brudne po dniu pracy w laboratorium. Polizał palec i w ten sposób odkrył źródło słodyczy. Skoro świt pobiegł do laboratorium i dosłownie wsadzał język we wszystkie substancje, jakie tam miał. Odnalazł „sprawcę” – związek pochodzący ze smoły węglowej. Fahlberg ochrzcił go sacharyną i wkrótce wprowadził na rynek jako nietuczącą alternatywę cukru. Świat nie słyszał jeszcze o aspartamie, więc na swoim słodziku zbił fortunę.

Przypadki chodzą po kuchni

Niechluje nadają rytm światu. Inny Amerykanin, Frank Epperson, dzięki swojemu bałaganiarstwu wynalazł mrożony sorbet na patyku. 11-letni Frank uwielbiał popijać oranżadę rozrobioną z proszku. Pewnego razu zostawił szklaneczkę z napojem i mieszadłem na ganku. W nocy chwycił mróz i zamienił płyn w rodzaj sorbetu. Frank zachwycił się swoim wynalazkiem. Przez kilkanaście lat utrzymywał go jednak w tajemnicy. Wreszcie jako dorosły mężczyzna uzyskał na niego patent i rozpoczął produkcję. Wynalazek błyskawicznie podbił serca i kubki smakowe najmłodszych klientów. Epperson nazwał go popsicle, czyli skrzyżowanie lizaka (ang. lollypop) i sopla lodu (ang. icicle).

Dziełem przypadku są również płatki śniadaniowe. Will Kellogg wraz z bratem prowadził sanatorium i spa w miejscowości Battle Creek w USA. W odróżnieniu od brata nie był lekarzem, ale bardzo interesowało go zdrowe żywienie i wegetarianizm. Szukając nowych produktów i smaków, postanowił zrobić chleb z ugotowanej pszenicy. Zostawił jednak garnek z przygotowanym ziarnem na noc i rano odkrył, że pszenica nieco wyschła. Mimo to postanowił uformować z niej bochenek. Gdy wałkował masę, zauważył, że z ziaren powstają płaskie wióry. Wsadził wszystko do piekarnika, a kiedy wyjął, miał przed sobą pierwsze płatki śniadaniowe. Pensjonariusze sanatorium zakochali się w wynalazku, a bracia Kellogg wkrótce rozpoczęli produkcję płatków z kukurydzy i innych zbóż.

Czasem motorem przypadkowego postępu bywa… złośliwość. – To nie do pomyślenia! – krzyczał klient restauracji Moon’s Lake House w Saratoga Springs. Po raz trzeci zamiast zamówionych chrupiących frytek przyniesiono mu coś, czego – jak twierdził – „nie da się włożyć do ust”. – Są za grube! Za wilgotne! Za mdłe! – gorączkował się. George Crum, miejscowy kucharz, miał już dość fochów i postanowił zemścić się na kapryśnym kliencie. Pokroił ziemniaki w możliwie najcieńsze talarki.

Doprawił obficie pieprzem, papryką i solą, a potem włożył do piekarnika. Kiedy otworzył go ponownie, miał przed sobą wysuszone na wiór i cienkie jak papier plasterki, które raczej trudno było nazwać frytkami. Mimo to klient nie posiadał się z zachwytu. Nowa potrawa cieszyła się takim powodzeniem, że wkrótce stała się koronnym daniem… własnej restauracji Cruma (który, uskrzydlony sukcesem, otworzył własny biznes). Do końca XIX wieku chipsy podbiły Amerykę, a kolejne 100 lat zajęło im zawojowanie reszty świata.

Źródło: Wróżka nr 4/2013
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020