Między wzorami

Są w nim zaklęte symbole Boga, kosmosu, żywiołów, a ośmioramienne gwiazdy odstraszają złe duchy. Góralka Karolina Zięba na afgańskim dywanie odnalazła swoją drogę przez życie.

Karolina Zięba na afgańskim dywanie odnalazła swoją drogę przez życieTo był stary, XIX-wieczny „afgan”. Przykuł wzrok Karoliny na pchlim targu w Wiedniu. Pracowała wtedy w Austrii jako kelnerka, żeby dorobić parę groszy po maturze, podszlifować niemiecki. Nie dostała się w Krakowie na historię sztuki, nie chciała zmarnować roku. Afgan był piękny. Karolina nie miała jeszcze pojęcia, że kryje w sobie magiczną moc, że uwiecznione na nim ośmioramienne gwiazdy odstraszają fatalne duchy. I że – co najważniejsze – jeden kobierzec może zmienić życie człowieka.

Góralka spotyka afgana

W każdym razie afgana kupiła. Pomyślała, że dobrze się będzie czuł pod Tatrami. Karolina pochodzi z góralskiego rodu Ziębów, wychowała się w leśniczówce w Dolinie Chochołowskiej. Ale zawsze ciągnęło ją dalej. – To u nas rodzinne – uśmiecha się. Bo Ziębowie, choć z Tatrami zżyci od pokoleń, zawsze byli ciekawi świata. Dość powiedzieć, że kuzynka Karoliny uczy salsy na Tajwanie.

Po powrocie z Wiednia Karolina wiedziała już, że historii sztuki studiować nie będzie. Nad Dunajem, po tym, jak stała się właścicielką afgana, spędziła sporo czasu w galeriach ze sztuką Wschodu. Nie mogła oderwać oczu od misternie utkanych kilimów, ażurowych lamp, luster, strojów, talizmanów. Wybrała więc orientalistykę, a konkretnie iranistykę. Przez ten dywan – to pewne.

reklama

Ale przecież nie tylko o perskie i afgańskie dywany jej chodziło. Owszem, bez pamięci zakochała się w kobiercach. Lecz chciała też, niemal od dziecka, działać w organizacjach pozarządowych – pomagać tym, którzy potrzebują wsparcia. – Ale co ma do tego orientalistyka? – zapytała Karolinę ze zdziwieniem podczas rozmowy wstępnej na studia jedna z egzaminatorek. – Przecież tu chodzi o literaturę i sztukę. Bogatą, fascynującą – wyjaśniła przyszłej studentce. Organizacje pozarządowe? Tego w rozkładzie zajęć studiów nie było. Wzór był inny.

Rozmowy na dywanie

Karolina szybko poczuła, że dokonała właściwego wyboru. Już na pierwszych zajęciach dowiedziała się, że pięć tysięcy kilometrów od Polski istnieje kultura, do której jest jej bardzo blisko. Nawet język perski więcej ma wspólnego z polskim niż np. polski z angielskim. A na styku historii i legendy pojawił się z czasem mit Sarmatów, którzy przybyli do Polski właśnie z rejonów dzisiejszej Persji, kolebki ludów indoeuropejskich.

Już w połowie pierwszego roku studiów Karolina wraz z grupą kolegów trafiła na miesięczne stypendium w Iranie. Ludzie byli tu gościnni, serdeczni, na swój sposób bliscy. Odkryła, że w tym pozornie zamkniętym, islamskim kraju, prywatnym światem jego mieszkańców, tym poza oficjalną polityką, rządzą kobiety. Trochę tak jak w jej rodzie spod Tatr. Tu zresztą wszędzie, jak okiem sięgnąć, widziała góry.

Karolina zaprzyjaźniała się z Irankami i Irańczykami właściwie z marszu. Czasem wystarczyło jedno spotkanie na ulicy, by zmienić je w bliższą znajomość. We wspólne rozmowy o życiu – w Iranie przecież niełatwym – w domowym, bezpiecznym otoczeniu, na miękkim i ciepłym dywanie, przy gorącej herbacie, którą i Irańczycy, i Polacy tak bardzo przecież kochają. Jej wykładowcy mieli rację, Polaków z Persami łączy naprawdę wiele: podobne poczucie humoru, rozpolitykowanie (inne życie istnieje na teherańskiej ulicy, inne pod osłoną domów), emocjonalność, żyłka do interesów. Nawet podobne tradycje.

Źródło: Wróżka nr 4/2013
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020