Gdy boli głowa

Gdy boli głowaGdzie szukać ratunku, kiedy dokuczliwy ból głowy nie pozwala cieszyć się życiem? Niekoniecznie w aptece.

Bywają takie dni, kiedy w miejscu głowy pojawia się... meteoryt. Nie wiadomo, skąd i z jakiej przyczyny. Jedni mówią, że na zmianę ciśnienia, pogody, drudzy, że to z powodu stresu, nadmiernych emocji, inni winą obarczają czekoladę lub sery pleśniowe. Dla jeszcze innych jest pamiątką po wesołej biesiadzie przy procentowym napoju. Meteoryt utrudnia myślenie, słuchanie, a o wąchaniu to już w ogóle mowy nie ma! Na szczęście Matka Natura dostarcza nam nie tylko chorób, ale i lekarstw, a także środków zapobiegawczych.

Burzowa terapia

Niektóre z tych środków są... porażające. Czy przyszłoby wam do – nomen omen – głowy, że przed jej bólem można się zabezpieczyć podczas pierwszej w roku burzy?! Należy się tylko odpowiednio przygotować: zaopatrzyć w kamień, ewentualnie kawałek żelaza. Gdy tylko rozlegnie się pierwszy grzmot... nie, nie uciekamy do domu, tylko nie bacząc na nic, bezzwłocznie – i z wyczuciem! – uderzamy się owym kamieniem (lub żelazem) w głowę, najlepiej trzykrotnie wypowiadając słowa: „kamień-głowa”.

W podobny sposób można zabezpieczyć przed chorobami inne części ciała. Jak wiadomo, kamień rzecz tak twarda, że nawet pioruny mu nie szkodzą – może podzielić się swą mocą, tak by migreny ani inne paskudztwa nie miały do nas dostępu!

reklama

Wianek z pokrzyw

Dla osób z mniej wyważoną ręką bezpieczniejsza będzie inna metoda: solidna dawka pokrzyw, którą umieszczamy na głowie w chwili pierwszego grzmotu – najlepiej w postaci wianka. Jeśli w zielonym nam nie do twarzy, można ukryć je pod czapką – ich moc jest tak potężna, że i tak zadziała! Dla dzieci polecana jest wersja light: wytarzanie się w czasie wiosennej burzy w... trawie. 

Pierwszym burzom zazwyczaj towarzyszą gwałtowne opady. Jeśli pozwolimy deszczowi lać się na naszą odkrytą głowę, możemy dać Naturze jeszcze jedno zadanie: „niech mi po tym deszczu włosy tak pięknie rosną jak trawa”! I liczyć na działanie deszczówki, hmm... raczej magiczne, bo o zdrowotne – zwłaszcza w miastach – już chyba dzisiaj trudno...

Nawet jeśli przegapiliśmy pierwsze grzmoty i opady, to jeszcze nie wszystko stracone: przed nami wszak wigilia świętego Jana Chrzciciela, czyli noc świętojańska. Trzeba się tylko postarać o wianek z bylicy, a ból głowy, który chciałby nas zaatakować, podobnież odbije się od niego jak od przyłbicy!

Uronionetoasty

Czy aby na pewno możemy się zdawać wyłącznie na pierwsze grzmoty i wianki kupalne? Nie lepiej porządniej się zabezpieczyć? Tylko jak?

A chociażby uważać i nie zabawiać się czapką, kręcąc ją na palcu – to ponoć jedna z przyczyn migren! Po drugie... unikać oglądania pogrzebów obcych osób. Skąd możemy wiedzieć, kim był nieboszczyk, czy w zgodzie rozstał się z tym światem? Jeśli to duch zły i zazdroszczący żyjącym, może się zemścić – choćby bólem migrenowym.

W weselszych okolicznościach – podczas toastu – też możemy pomyśleć o głowie (nawet jeśli mamy mocną). Ostatnie krople wylewamy na podłogę – więc to metoda godna polecenia raczej na garden party. Jeśli uronimy sporo trunku, to jej działanie da się nawet wytłumaczyć racjonalnie...

Podlizać się Księżycowi

Chudziutki księżyc powinien nam przypomnieć, że pora na profilaktykę! Wystarczy tylko zapamiętać prostą, acz sugestywną formułkę: „witaj księżycu nowy, niech nas nie bolą głowy”! Wypowiadana trzykrotnie o północy, ma nas uchronić od migren przez najbliższy miesiąc.

Można nauczyć się ciut dłuższego tekstu i trochę podlizać się księżycowi: „witajże, witaj, miesiącu nowy, aby nas nie bolały brzuchy i głowy, tobie cześć i korona, a nam szczęście i fortuna”! Jeszcze sprytniej z „nowym księżycem” radzą sobie Czesi. Proszą o więcej: „daj ci Panie Boże dobry wieczór, miesiączku! Widzę cię o dwu rogach; proszę, aby nas ręce nie bolały, ani nogi, ani głowa, ani zęby, ani całe ciało moje, aż cię nie ujrzę o trzech rogach”.

Warto jeszcze mieć na uwadze kwestię, o której wspomina Stanisław Spittal, autor opracowania „Lecznictwo ludowe w Załoźcach”: „komu pokaże się nowy księżyc na otwartym miejscu i z prawej strony, temu będzie się dobrze wiodło przez cały miesiąc i głowa w tym czasie nie będzie go bolała”. Ten sam autor przytacza ludową przestrogę, by baczyć na to, jak ustawiamy miotłę. Wierzono, że kto robi to „miotliskiem do góry, a nie na miotlisku, będzie cierpiał na ból głowy”.

Bólu głowy łatwo się nabawić przy okazji strzyżenia włosów. Nie wolno ich wyrzucać na zewnątrz ani do śmieci. Gdy dostaną się w ptasie dzioby, to ile razy zostaną nakłute, tyle razy rozboli nas głowa – tym dotkliwiej, jeśli dorwie je wrona. A jeżeli jakiś ptak, nie daj Boże, użyje ich do budowy gniazda, może skończyć się to dla właściciela czupryny kołtunem! Najpewniejszym zabezpieczeniem przed takowymi zagrożeniami jest dokładne wysprzątanie i spalenie obciętych kosmyków.

Tyle cennych rad do zapamiętania… Oby tylko od ich nadmiaru nie rozbolała nas głowa!

Kamień nie tylko na głowę

Rzucony w stronę złych duchów, kamień je odpędzał. Zawieszony nad kołyską dziecka, pod oknem lub u drzwi miał zapewniać ochronę. A już szczególnych właściwości nabierał w czasie burz z błyskawicami, gdyż jak powszechnie było „wiadomo”, piorun to też kamień – wielki i ognisty... W tym czasie uderzenie kamieniem dowolnej części ciała miało przynieść zdrowie i siły na cały rok!

Joanna Typek
fot: shutterstock  

Źródło: Wróżka nr 7/2013
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube