Wypad do raju

Wypad do raju„Śmierć to nieznany kraj, z którego granic nie wrócił żaden podróżny” – mówił Hamlet. Od czasu, kiedy William Szekspir napisał swoją sztukę, wiele się jednak zmieniło.

Amerykański neurochirurg, dr Eben Alexander, przeżył własną śmierć. Pięć lat temu obudził się w środku nocy z potwornym bólem, jakiego – opowiada – nigdy wcześniej nie doznał. Czuł się fatalnie. Kilka godzin później – z punktu widzenia neurologii – już go nie było. On sam ma na ten temat inne zdanie: wierzy, że śmierć stała się dla niego początkiem innego życia.

Kiedy rozum śpi

Zanim dr Eben Alexander zobaczył raj i stanął oko w oko ze Stwórcą, wił się z bólu i musiało go trzymać 8 sanitariuszy ze szpitala w Lynchburgu, dokąd go przywieziono. Do takiego stanu doprowadziła go równie rzadka, co zjadliwa odmiana bakterii Escherichia coli, która wywołała zapalenie opon mózgowych, a potem kawałek po kawałku je zjadała.

Najpierw bolały go plecy, potem głowa, a w końcu zupełnie stracił świadomość. A skoro przestał działać wytwarzający ją mózg, to – jak twierdzi medycyna – pacjent nie żył (w latach 60. porzucono orzekanie o śmierci na podstawie ustania akcji serca). Mimo namów lekarzy rodzina nie zdecydowała się na odłączenie aparatury. Bezsilna wobec choroby, wraz z zaprzyjaźnioną bioenergoterapeutką po prostu modliła się o ozdrowienie. Po tygodniu Alexander wrócił do życia. – Współczesna nauka nie potrafi wyjaśnić mojego powrotu do zdrowia po siedmiu dniach śpiączki. To był medyczny cud – mówił.

reklama

Każdego roku podobnych cudów doznają na świecie setki, jeśli nie tysiące pacjentów. Szacuje się, że tylko w Stanach Zjednoczonych żyje 13 mln (!) ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną. Nie każdy z nich jednak wyprawił się na tamten świat i wrócił. Z przeprowadzonych w Holandii badań wynika, że wizę na wjazd i wyjazd z raju dostaje tylko 18 proc. z nas. Po powrocie opowiadają oni o wędrówce tunelem światła, niebie i o Bogu. Jak w swojej książce „Co cię czeka po śmierci? Naukowe dowody na istnienie życia po życiu” napisał amerykański psycholog dr Jeffrey Long, są to punkty wspólne dla wszystkich, którzy przeżyli własną śmierć; niezależnie od ich rasy, religii czy pochodzenia. Pod tym względem wspomnienia dr Ebena Alexandra, które znalazły się w książce „Dowód” (w Polsce wydał ją Społeczny Instytut Wydawniczy Znak), nie odbiegają od schematu. Jednak jego relacja z tamtego świata jest wyjątkowa. I to nie tylko dlatego, że był on „po drugiej stronie” nie kilka minut, ale kilka dni.

Co jest po tamtej stronie?

„Coś pojawiło się w mroku. Obracając się powoli, promieniowało zwiewnymi włóknami biało-złotego światła. Otaczająca mnie ciemność zaczęła się stopniowo rozstępować i rozpraszać. Pojawiły się dźwięki, żywe dźwięki – najpiękniejsze i najbardziej porywające dzieło muzyczne, jakie kiedykolwiek słyszałem. A w miarę jak czyste, białe światło zniżało się ku mnie, muzyka stawała się coraz głośniejsza”, wspomina amerykański neurochirurg. Wtedy w samym środku poświaty ukazało mu się coś jeszcze – otwór. A kiedy do niego wleciał, znalazł się w „najdziwniejszym, najpiękniejszym świecie, jaki kiedykolwiek widziałem. Tętniącym życiem i energią, ekstatycznym, zdumiewającym, olśniewającym… Żeby go opisać, mógłbym jeden po drugim piętrzyć przymiotniki, ale żaden z nich nie oddałby tego, czego tam doświadczyłem. Miałem wrażenie, że się rodzę”, pisze w swojej książce Eben Alexander.

Dla sceptyka, który – jak to ujął – „nie mógłby być stawiany swoim dzieciom za wzór religijności”, znalezienie się w sytuacji „płodu w łonie matki-Stwórcy”, było poważnym wstrząsem. Jako naukowiec, dla którego mózg jest tylko „elektrycznym urządzeniem do wytwarzania świadomości”, spodziewał się raczej czegoś w stylu wyłączenia światła. Tymczasem teraz unosił się nad tonącą w bujnej zieleni, piękną krainą. Przypominała mu wiejskie krajobrazy znane z Ziemi. Mijał drzewa, pola, strumienie i wodospady. Widział śpiewających i tańczących ludzi, a nawet psy, które „biegały i skakały, tak samo jak ludzie, promieniejąc radością”. W końcu zobaczył też Stwórcę.

Nie zdarzyło się, aby martwy muzułmanin miał widzenie z Jezusem ani by chrześcijanin spotkał po śmierci Buddę. Trudno więc się dziwić, że niewierzący neurochirurg zamiast  siwego jak gołąbek brodacza z obrazka w katechizmie zobaczył „kulę atramentowej ciemności, przepełnionej światłem”. W niej to – jak twierdzi – miała się mieścić cała energia i inteligencja wszechświata.

Krytycy złośliwie zwracają uwagę, że więcej miejsca niż Stwórcy Alexander poświęcił innemu opisowi. „W pewnej chwili zorientowałem się, że nie jestem sam. Obok mnie znajdowała się piękna dziewczyna. Natychmiast zwróciłem uwagę na jej wydatne kości policzkowe i ciemnoniebieskie oczy. Jej zachwycającą twarz okalały pukle złoto-brązowych włosów”. Ku zgorszeniu katolików nie okazała się ona jednak Najświętszą Panienką, ale „zwykłą” przewodniczką po zaświatach. Lekarz jednak odbija piłeczkę i mówi: – „Nie ma jednego Boga dla mnie czy dla ciebie. Jest tylko jedno ogarniające wszystko i niepojęte rozumem niebo…"

Źródło: Wróżka nr 7/2013
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube