Sezon na hartowanie

Sezon na hartowanieŚwieże powietrze i zimna woda działają jak szczepionka. Jeśli już teraz zaczniesz oswajać się z chłodem, ominą cię jesienne katary i przeziębienia.


Kiedy mowa o hartowaniu, od razu przychodzi mi na myśl historia Katarzyny. Moja – doświadczona życiowo – przyjaciółka trafiła wreszcie na miłość swojego życia. Pech chciał, że w środku zimy. Gdy ukochany zaprosił ją nad mazurskie (zamarznięte!) jezioro, wzięła to za przejaw romantyzmu. Zatrzymali się w zaśnieżonym domku tuż nad wodą…

Otrzeźwienie przyszło już pierwszego dnia rankiem, gdy przez okno zobaczyła, jak jej ukochany pluska się… w przeręblu. Szybko pogodziła się z myślą, że narzeczony zamiast duszy romantyka ma naturę twardziela. Ale prawdziwy problem pojawił się nazajutrz, kiedy Mors zaczął namawiać ją na wspólną kąpiel, tłumacząc, że to samo zdrowie. Ją – Katarzynę, która w liceum miała przezwisko „leserka”, bo ciągle łapała jakieś infekcje i pół roku szkolnego spędzała na zwolnieniu. Wychuchana przez rodziców, chorowitka bała się zimna, ale jeszcze bardziej myśli, że ten boski facet mógłby ją uznać za tchórza. Zgodziła się więc raz zmoczyć nogi w przeręblu. Potem drugi i trzeci…

Jak sama mówi, chroniło ją wtedy gorące uczucie, więc nie czuła zimna i nawet nie złapała kataru! Teraz, już jako autorytet w dziedzinie odporności (ona, jej Mors i ich dwójka dzieci to okazy zdrowia!), wie, że metoda „na przerębel” nie jest dobra dla początkujących, bo może się skończyć zapaleniem płuc. Swoich znajomych poucza, że hartować trzeba się z głową, czyli małymi krokami. I, broń Boże, nie rozpoczynać kuracji w środku zimy, gdy wirusy szaleją w powietrzu, a my jesteśmy już osłabieni.

reklama

Zabawa w ciepło-zimno­

Najlepszą porą na to, by pomyśleć o odporności, jest końcówka lata. Przypomnij sobie, jak hartowane jest żelazo – najpierw się je rozgrzewa, a potem wkłada do zimnej wody. Tak samo jest z naszym organizmem – korzystajmy ze słońca, ile się da, ładujmy nim akumulatory, a gdy nas wygrzeje, dopieści i rozleniwi, zafundujmy naszemu ciału zimny prysznic. Dosłownie! Bo lodowate natryski na zmianę z gorącymi to jedna z najbardziej skutecznych metod hartowania.

Nie masz odwagi od razu wskoczyć pod zimną wodę? Spróbuj najpierw oswoić ciało z chłodnym powietrzem. Jeśli mądrze przeprowadzisz zabiegi, powoli zwiększając stopień trudności, osiągniesz to, o co chodzi w hartowaniu – przyzwyczaisz organizm do zimna. Dzięki temu nie będziesz później zaskoczona nagłym spadkiem temperatury i łatwiej odeprzesz ataki jesiennych wirusów.

Domowa kuracja hartująca krok po kroku

1. Sprawdź, jaką masz odporność
Kluczowe znaczenie w zwalczaniu chorób ma stan naczyń krwionośnych – pod wpływem zimna naczynka w skórze i błonach śluzowych nosa czy gardła zaczynają się kurczyć (pozwala to zmniejszyć utratę ciepła). A im dłużej i mocniej są zwężone, tym gorzej, bo przedostaje się przez nie mniej tlenu, przeciwciał i komórek odpornościowych. W rezultacie organizm nie jest w stanie zwalczyć wirusów i bakterii. Sztuka hartowania polega zatem na odpowiednim wygimnastykowaniu naczyń. Jeśli będziemy regularnie fundować im krótkotrwałe oziębianie, z czasem staną się elastyczne i przestaną reagować skurczem na gwałtowne zmiany temperatury.

Test z kostką lodu
Na kilka sekund połóż na ręce czy udzie kawałek lodu (albo przytknij puszkę napoju prosto z lodówki). Obserwuj, jak reaguje skóra: jeśli najpierw zbladła, ale po chwili znowu się zaróżowiła, oznacza to, że masz sprawne krążenie i jesteś zahartowana. Jeśli natomiast bladość nie chce zniknąć po kilku sekundach albo – co gorsza – skóra zrobiła się sina, z twoją odpornością nie jest najlepiej. Kuracja hartująca przyda się w obu przypadkach, ale w tym drugim jest niezbędna i trzeba ją rozpocząć jak najszybciej.

2. Zaprawa na sucho
Zimno jest dla organizmu takim samym bodźcem jak szczepionka. Żeby nie wywołać choroby, trzeba stosować je w odpowiedniej dawce. Dlatego zanim wskoczysz pod lodowaty prysznic, najpierw stopniowo przyzwyczajaj skórę do chłodu.

● Wietrz mieszkanie, zwłaszcza sypialnię. Na noc zostawiaj uchylone okno, także przy złej pogodzie.
● Chodź po domu w samych majtkach. To dobry sposób na początek kuracji. Ważne, żeby przez cały czas być w ruchu. Stanie w jednym miejscu może mieć odwrotny skutek.
● Nacieraj ciało zmrożonym ręcznikiem, najlepiej codziennie rano, po kąpieli. Miękki ręcznik namocz w solance (kilogram soli kuchennej rozpuść w 5 litrach wody), wykręć i potrzymaj kilka minut w zamrażalniku. Przykryj nim jedną łydkę i rozcieraj energicznie skórę, aż się zaczerwieni (powinnaś poczuć ciepło). Potem tak samo natrzyj udo i drugą nogę. Trzymając ręcznik za końce, zrób masaż brzucha, klatki piersiowej, karku i pleców. Na koniec – ramion.
● Rób okłady z lodu na kark, piersi, ramiona. Przykładaj do nich na chwilę lniany woreczek z kostkami lodu, a potem mocno rozetrzyj skórę dłońmi. Po seansie rozgrzej się gimnastyką albo ciepłym prysznicem.
● Gimnastykuj się przy otwartym oknie. Przed wojną taki sposób na poranną zaprawę był zalecany przez higienistów, a stosowali go nawet sportowcy. Dziś wraca do łask – i słusznie, bo jest naprawdę skuteczny.

Źródło: Wróżka nr 9/2013
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020