Wsi spokojna, wsi wesoła?!?

Wychowuje się nas w obłudnej niewiedzy. Na talerzu kotlet schabowy, a na półce książeczka o wesołych świnkach. Mięsko jest zdrowe, a świnka wesoła. Jestem pewna, że więcej niż połowa ludzi konsumujących ze smakiem kiełbasę zrezygnowałaby z niej, gdyby osobiście poznała los świni.

Dla kogo wsi spokojna, wsi wesoła?Wrzosowiska zanikają, a szkoda, bo nie tylko dały imię wrześniowi i radowały oczy bajkowym fioletem. Były ostatnim przed zimą suto zastawionym stołem dla pszczół i innych drobnych amatorów nektaru. Dziś jest już za późno, aby zmienić bieg naszej cywilizacji, ale można by trochę zwolnić.

Niestety i na to trudno liczyć, bo bogiem człowieka stał się pieniądz. To on, a nie rozsądek rządzi światem. Potrzeba bogacenia się tak bardzo spustoszyła rozum i duszę, że słowo humanitaryzm kompletnie zmieniło znaczenie. Odnosi się wyłącznie do natychmiastowego realizowania często zupełnie nieprawdziwych potrzeb naszego gatunku. Kogo w wirze gonitwy za panaceum na wieczną młodość, urodę i hedonistyczne lenistwo obchodzi jakaś pszczoła? Zacznie obchodzić, gdy zabraknie miodu, ale do tego czasu „wymyślimy syntetyczny”.

A co wymyślimy, gdy dotrze do nas, skąd bierze się mięso? Wychowuje się nas w obłudnej niewiedzy. Na talerzu kotlet schabowy, a na półce książeczka o wesołych świnkach. Mięsko jest zdrowe, a świnka wesoła. Cieszy się, że Jasiowi smakuje jej szyneczka. A czego Jaś nauczy się za młodu, tym potem karmić będzie swoje dzieci. I w przenośni, i dosłownie, bo nie mam tu na myśli wyłącznie kotleta. Gorsza od niego jest znieczulona dusza.

reklama

Jestem pewna, że więcej niż połowa ludzi konsumujących ze smakiem kiełbasę zrezygnowałaby z niej, gdyby osobiście poznała los świni. Tragiczny od urodzenia i uwieńczony rzezią. Cóż, przemysł mięsny przynosi ogromne zyski, a nam aż leci ślinka, gdy stoimy przy kasie. Bez zastanowienia płacimy za dręczenie braci mniejszych, patrząc na roześmianą minę świnki na etykiecie parówek.

Człowiek nie jest z natury drapieżcą. Takim stworzyła go nasza cywilizacja. A nawet kimś znacznie gorszym. Prawdziwy drapieżnik musi się nieźle natrudzić, aby upolować kotleta. Natura wyposażyła go w szereg umiejętności i uzbroiła w „narzędzia” do zabijania.

My nie mamy nic poza nożem i widelcem. A co gorsza, myjemy ręce, zanim siądziemy do stołu. Przypominam, że Piłat zrobił to samo. Smutne, że dopiero, gdy w naszym kraju postanowiono zalegalizować ubój rytualny, ludziom zaczęły się otwierać oczy. Co prawda nie dotyczy on świń, ale przecież krowa, owca i kura czują tak samo. Tak samo jak świnia i tak samo jak człowiek. Zabijanie zwierząt bez ogłuszenia, a tego wymaga żydowski koszer i islamski halal, jest z pewnością „okrutniejszym okrucieństwem”. Mimo to nasz „normalny ubój” nie jest drapaniem za uchem. Ubój to jedno, a chów przemysłowy to druga czarna karta ludzkości. Zresztą nie tylko przemysłowy.

Przypominam sobie dawne czasy, gdy wyjeżdżałam na wakacje. Wsi spokojna, wsi wesoła – dla kogo? Na pewno nie dla świni zamkniętej w chlewie dwa na dwa metry i zarzynanej na podwórku po uprzednich razach siekierą w łeb. Nie dla krowy z łańcuchem na szyi, okładanej po chudym zadku kijem. Najlepiej miały się kury. Zanim odcięto im głowę na pieńku do rąbania drewna, mogły korzystać z wolności. Poza tymi uwiązanymi za nogę do kija albo wiezionymi na targ w postaci pęczków przytroczonych do rowerowej ramy.  

Dlaczego piszę o tym jesienią? Może dlatego, że to czas zbierania plonów. Teraz widać, jak bogate jest nasze menu nawet wtedy, gdy wykluczymy zeń mięso. Zresztą w dzisiejszych czasach nie jesteśmy uzależnieni od Matki Natury. W sklepie można kupić wszystko bez względu na porę roku. Jednak w przeciętnym Polaku głęboko tkwi przekonanie, że bez mięsa nie da się żyć.

Mięso kojarzy się z wysoką pozycją społeczną. W dawnych czasach jadali je tylko bogaci. Coś z tego przekonania zostało do dziś. I nie ma znaczenia to, że jest ogólnodostępne. Na dodatek zatrute nie tylko antybiotykami, ale przede wszystkim hormonami stresu. Strachem, bólem, błaganiem o litość. A tej znikąd, bo kanapka bez szynki to nie kanapka, tak samo jak obiad bez kotleta. Tak przynajmniej twierdzą najbardziej zagorzali mięsożercy. Może nie wiedzą, że nadmiar zwierzęcego białka i tłuszczu prowadzi do chorób dręczących naszą społeczność. Duża grupa nowotworów, miażdżyca, otyłość, a wraz z nią cukrzyca krążą wśród nas jak złe duchy. A jakie miałyby być, skoro wzięły się wyłącznie z cierpienia?

Dorota Sumińska
doktor weterynarii,
prowadzi popularne programy o zwierzętach
fot. Elżbieta Socharska 

Źródło: Wróżka nr 9/2013
Tagi:
Już w kioskach: 2020
Wydanie specjalne 1/2022

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

sklep.astromagia.pl