Prezent

Mały biały domek - jak aniołekZapłakany porcelanowy aniołek wysunął mi się z ręki i roztrzaskał o posadzkę w kuchni. Wtedy już byłam pewna. To znak…


Znamy się z Patrycją wiele lat, właściwie przyjaźnimy, choć ona jest ode mnie prawie o dziesięć lat młodsza. Bardzo zbliżyła nas jej choroba. Cały czas byłam  przy niej, gdy załamała się rozpoznaniem i operacją, i później podczas chemii. Bo Pati nie ma rodziny, a jej facet okazał się dupkiem. Siedziałam przy jej łóżku, pocieszałam, dokarmiałam, dopingowałam, by walczyła. I dała radę.

Później nagle zniknęła. Po roku odezwała się z Kanady, tam odnaleźli się jacyś jej krewni. I dalej cisza… Niepokoiłam się już. Aż tu nagle ten telefon. – To ja, Pati. Przepraszam cię. Żyję. Musimy się spotkać, najlepiej jutro, w tej naszej kawiarence.
– Ale powiedz… – Nie dała mi skończyć. – Jutro!
Moja Patrycja, nareszcie! Wzruszenie nie dawało zasnąć.

Na parapecie w kuchni ciągle stał ten malutki aniołek Rosenthala. Nie dołączyłam go do kolekcji figurek, bo jeszcze się z nim nie oswoiłam. Wyglądał dziwnie, klęczał i zasłaniał oczy dłońmi. Zmartwiony, spłakany, niewidomy? Dostałam go w prezencie na imieniny, chyba od kogoś w pracy…

Niepokoił mnie ten aniołek. Co on chce mi powiedzieć? Że nie może na mnie patrzeć? Na starą, głupią babę, która zmarnowała sobie życie, tkwiąc beznadziejnie u boku męża alkoholika? To wciąż interesujący mężczyzna, z poczuciem humoru, błyskotliwym intelektem, żaden menel. Ale tylko kiedy nie pije. Teraz zdarza się, że zachowuje trzeźwość nawet przez pół roku. Wtedy czaruje tą swoją niedbałą elegancją, tym głosem seksownie zachrypłym… Tylko że ja już nie potrzebuję z nim seksu. Mierzi mnie, nawet gdy całkiem trzeźwy próbuje się przytulić. Ciągle czuję odór wódy.

reklama

Już dawno zawarliśmy układ – on w swoim pokoju, ja w swoim. Gdy zaczyna chlać na umór, uciekam do sąsiadki, od zawsze samotnej, trochę dziwnej. Z nią też mam układ – robię jej zakupy, piekę placek, ona użycza mi kanapy w stołowym, przez tydzień, a czasem dłużej. Nie zadaje wielu pytań.

A ten aniołek, może on mi po prostu uświadamia, że ja czegoś nie chcę zobaczyć? Dobre sobie! Niby czego? Przecież wiem wszystko o chorobie alkoholowej męża, o swoim współuzależnieniu, o tej potwornej niemocy oderwania się od człowieka, który mną manipuluje. Pogardzam nim, ale lituję się, bo mnie bardzo potrzebuje, gdy trzeźwieje…

Wiem, powinnam odejść. Tylko dokąd? Mieszkanie jest za małe, żeby je zamienić na dwa. Zresztą on i tak się na to nie zgadza. Kiedyś wynajęłam sobie kawalerkę, ale wróciłam, bo nie dawałam rady finansowo. Pracuję w bibliotece za psie pieniądze.

No właśnie, wszystko rozbija się o pieniądze. Gdyby mnie było stać na własne mieszkanie, wyprowadziłabym się jutro. Wcale bym się nie rozczulała nad nim, to nad sobą powinnam zacząć się rozczulać. Kiedyś błagałam, żeby się leczył, ciągnęłam go do najlepszych terapeutów, sama też czepiałam się różnych grup wsparcia. Wierzyłam, że się zmieni. Teraz już nie wierzę i już go nie kocham. Chcę tylko…

Czego ja tak naprawdę chcę? Uciec stąd! Wyzwolić się z własnej niemocy, zostawić za sobą to wszystko! Schronić się gdzieś, gdzie będę bezpieczna, spokojna, może nawet kiedyś szczęśliwa?

Biorę do ręki mojego ślepego aniołka, żeby mu się lepiej przyjrzeć. I w tym momencie on mi się wyślizguje z ręki. Niechcący, ale jakby z determinacją. Leci na podłogę i roztrzaskuje się głośno na małe kawałeczki. Dziwne, że nie pojawia się płochliwa myśl „rany boskie, mąż zaraz się obudzi, będzie wściekły, że tłukę się po nocy”. Zamiast lęku niespodziewanie czuję radość i moc. Wiem, że to znak, los mnie zmusza, abym wstała z klęczek, przetarła zapłakane oczy, zaczęła żyć inaczej.

Na spotkanie z Patrycją ubrałam się na biało, jakbym do ślubu szła. Upięłam włosy, tak niedbale, młodzieżowo… A co tam, zaraz mi stuknie pięćdziesiątka, ale jak się postaram, mogę uchodzić za znacznie młodszą.

O, jest już Pati. Wygląda zjawiskowo! Nie dość, że w świetnych, drogich ciuchach, to jeszcze promienieje szczęściem.
– Anusiu!
– Pati!
Myślałam, że takie sceny zdarzają się tylko w brazylijskich serialach. Padłyśmy sobie w ramiona z płaczem.
– Co u ciebie, opowiadaj! – Patrycja wciąż pochlipuje.
– Nie pytaj, to samo… Lepiej powiedz coś o sobie.
– U mnie dużo dobrego – Pati wyciera łzy – i dlatego mam też dla ciebie dobre wiadomości…
– Jak to „dlatego”?
– To dzięki tobie dałam sobie radę z rakiem, uwierzyłam, że bez jednej piersi nadal jestem kobietą. Wyjechałam do Kanady, by uciec przed całym światem, ale tam znowu wpadłam w depresję i dlatego się nie odzywałam… Aż pojawił się on, Harry, cudowny człowiek. Jest chirurgiem plastycznym. No, nie patrz tak na mnie, nie zrobił mi nowej twarzy, zrekonstruował pierś. Od tego się zaczęło. Lekarz i pacjentka, typowe, co? Ale z nami to inna bajka, po prostu bajka. Aż nie do wiary, że takie rzeczy się zdarzają, jesteśmy dla siebie stworzeni, odnaleźliśmy się jak te dwie połówki jabłka. Ślub wzięliśmy…

Chyba już jej nie słuchałam. Tyle cudzego szczęścia to za dużo. Nawet szczęścia mojej najlepszej przyjaciółki. Jedno ukłucie zawiści, drugie. Trzeba spokojnie oddychać, zamazywać czarne obrazki z własnego życia, które w szaleńczym tempie wyświetla mózg: zarzygana łazienka, walenie do drzwi, wyzwiska… Boże!

– To nie jest wcale taki maciupki domek, ma pięterko, wokół sadzik, na pewno ci się spodoba….
O czym ta Pati mówi??
– Kupiłaś dom w Kanadzie?
– Ty mnie w ogóle nie słuchasz! W Kanadzie mamy z Harrym dwa domy, a ten jest w Radości i teraz należy do ciebie. Trzeba tylko załatwić formalności.
– Pati, zwariowałaś?!
– Nie zwariowałam. Zobaczysz, to uwierzysz… Zbieramy się!

Wsiadłyśmy w małe autko Pati i w drodze do Radości próbowała mnie przekonać, że coś kompletnie niemożliwego jest możliwe. Domek zostawiła jej w spadku cioteczna babcia, a Pati go nie potrzebuje, bo przenosi się na stałe do Kanady. Harry uznał, że powinni kupić w centrum Warszawy apartament, będzie gdzie wpadać, a poza tym to dobra lokata kapitału. Z domkiem tylko kłopot, można by go oczywiście sprzedać, ale im pieniądze nie są aż tak potrzebne.

– No, i to będzie prezent dla ciebie, bo ci się należy, gdyby nie ty, już bym pewnie nie żyła. – Pati zaciska mocno dłonie na kierownicy. – Powinnaś w końcu mieć własny kąt i nareszcie rzucić w cholerę tego pijaka. Musisz zacząć inaczej żyć!

W tym momencie biały aniołek Rosenthala jeszcze raz huknął w mojej głowie. Więc to prawda, mogę zacząć wszystko od nowa!? Ale zaraz, zaraz, przecież nie mogę przyjąć w prezencie domu! Próbuję jej wytłumaczyć, że to szaleństwo i w jakiej ona mnie stawia sytuacji, ale Patrycja tylko się uśmiecha.

– Dobrze, nie chcesz prezentu, to sprzedam ci ten domeczek. Jeśli ci się spodoba, oczywiście. Moja cena to dwa tysiące złotych i… możemy się umówić, że będziesz spłacać w ratach. He, he..!
– Dwa tysiące? Nie wygłupiaj się, chyba parę zer ci uciekło.
– Nie chce mi się gadać o żadnych zerach. Trzeba obejrzeć twoją posiadłość.

Patrycja była w świetnym humorze. I taka podekscytowana. A ja skołowana i spłoszona. Jakoś za szybko dojechałyśmy na miejsce. Ukryty w zieleni mały, biały domek wyglądał po prostu nieziemsko. Było w nim dziwne podobieństwo do mojego stłuczonego aniołka. Tylko że domek patrzył na mnie otwartymi, drewnianymi okiennicami i nie płakał. Za to ja i Pati znowu się poryczałyśmy, ale teraz szaleńczo i radośnie. Przecież ten aniołek stłukł mi się na szczęście!

Anna Bartok  
fot. shutterstock

Źródło: Wróżka nr 9/2013
Tagi:
Komentarzy: 1
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020