Język symboli: dym

Szamani w Uzbekistanie w kłębach dymu odprawiają magiczne rytuały i rzucają zaklęciaDziś montujemy czujniki dymu, staramy się go wykryć i zdusić w zarodku. I pomyśleć, że kiedyś nami rządził i przekazywał nam wiadomości  od bogów.  

Wszędzie czuć marychę, a zwykłego papierosa zapalić nie wolno! – denerwowała się niedawno znajoma po powrocie z Amsterdamu. I tak już od wieków zmieniają się nasze dymne i dymkowe obyczaje – raz sobie dymimy, by znaleźć odpowiedzi na ważne pytania, raz dymu unikamy jak ognia.

Boski przymiot

Dym to symbol połączenia ziemi i nieba. Jest bezkształtny, dlatego określa to, co trudne do uchwycenia, opisania i określenia. Szamani od wieków kojarzą go z odchodzeniem i przemijaniem. W jego kłębach odprawiają magiczne rytuały i rzucają zaklęcia. Dym potrafi otumanić i odebrać rozum. Szczególnie ten z rozmaitych halucynogennych ziół. Używano go, by zatrzeć i przeniknąć granice czasoprzestrzeni, granice światów. Tumany dymu wywoływały wizje, które traktowano jako prześwity z przeszłości albo różnych odległych miejsc na ziemi. Mglisty, dymny pejzaż towarzyszył też wszelkim wróżbom. Miało to ułatwiać „łączność” między uczestnikami rytuałów.

reklama

Bogowie wszelkich kultur lubią dym. To dlatego składane im ofiary z ludzi i zwierząt były palone i zawsze przeistaczały się w magiczny, niebiański dym. Jeśli jego słup wznosił się pionowo ku niebu, oznaczał ich przychylność i gwarantował, że ofiara została  łaskawie przez nich przyjęta. Jeżeli zaś tumany pełgały blisko ziemi, zapowiadały złowieszczy boski gniew. Dymem ofiarnym oddychali bogowie olimpijscy i święte posążki na Syberii, słowiański płanetnik zaś, zamiast okupionym krwią obłokiem, zadowalał się dymem z mąki owsianej lub pieczywa pochodzącego z wielkanocnej święconki.  

Dymny przekaz

Ludowi „synoptycy”, obserwując dym z palącego się ogniska, przepowiadają pogodę. Gdy kłębi się tuż nad ziemią, zwiastuje deszcze i pluchę, gdy wzbija się prosto ku chmurom, oznacza nadejście słonecznych, gorących lub mroźnych dni. Jednak za pomocą dymu nie tylko aura komunikowała się z ludźmi, ale też on sami, między sobą, używali jego języka.

Chmury wznoszącego się dymu, przerywane ruchami koców, mogły – niczym zakodowany telegram – być odczytywane z odległości wielu kilometrów. Tej niezwykłej metody porozumiewania się przez wieki używali Indianie, a w czasie wojny secesyjnej – również amerykańscy żołnierze. Jeszcze dziś biały dym nad Kaplicą Sykstyńską poprzedza ogłoszenie światu: habemus papam (mamy papieża), a czarny zapowiada kolejne wybory papieża.

Oczyszczające kadzenie

Gryzący dym służył też do oczyszczania. Okadzanie nim pomieszczeń skutecznie wypędzało gryzonie, zaś „kąpanie” w dymie ciał miało przeganiać choroby i klątwy. Najskuteczniejsze ponoć były dymy smrodliwe – pochodzące z palonej sierści zwierząt, a nawet z kawałków ludzkich zwłok. Lecz magiczne moce przypisywano nie tylko śmierdzącym oparom, ale także wonnym kadzidłom. Ich aromatem spowijano domy i przedmioty, by obdarzyć je szczęśliwością i powodzeniem. Miały one również leczyć.

Rozrywka niskich lotów

Dym papierosowy często pojawia się w kulturze popularnej. Towarzyszy występom erotycznym, a kobieta paląca papierosa w długiej fifce to obraz uwodzicielki. Panie w melonikach i pończochach-kabaretkach na niebotycznie długich nogach, palące papierosy i zmysłowo wydychające dym, to typowe postaci z kabaretów. Nie bez powodu jeden z dawnych wrocławskich kabaretów nazywał się „Dymek z papierosa”.

Wielkim admiratorem dymu był detektyw wszech czasów – Sherlock Holmes. Nie dość, że otaczająca go chmura dymu tytoniowego z fajki stała się jego głównym znakiem rozpoznawczym, to jeszcze był częstym bywalcem palarni opium, gdzie wdychał narkotyczne opary. W wiktoriańskiej Anglii przybytki takie nie tylko nie były nielegalne, ale też stanowiły miejsce wizyt eleganckich dżentelmenów z towarzystwa.

Kadzidła i kadzidełka

Kadzidła bywały cenniejsze od złota. Skład tych kapłańskich był zwykle ściśle tajny i zmieniał się w zależności od celu składanej ofiary. Za skuteczny uważano też dym z krowiego łajna i rogu, który miał odstraszać wszelkie zło, w tym chmury gradowe. O wschodzie i zachodzie słońca palono też agnihotrę (agni oznacza ogień, hotrato – poświęcenie) – mieszankę suszonego krowiego nawozu, masła i niełuskanego ryżu. Palenie agnihotry udrażnia przepływ energii, oczyszcza dom, ale i krew. Pobudza układ krwionośny, dobrze wpływa na koncentrację i pamięć. Wonny dym z popularnych kadzidełek też jest ceniony.

„Bitwa pod Marengo” Tessiera - złowieszczy dymDym z paczuli działa odprężająco, mirra i amber oczyszczają drogi oddechowe, wanilia dodaje energii i pobudza. Paczula pozwala uruchomić zmysły, dym z piżma uchodzi za afrodyzjak, a z cynamonu nie tylko rozbudza pożądanie, ale też chroni miłość. Komu brak pieniędzy, ten powinien wdychać zapach kadzidełka z goździków. Do medytacji najlepsze są z kolei te z lotosu i kamfory.

  • Szamani, np. w Uzbekistanie, w kłębach dymu odprawiają magiczne rytuały i rzucają zaklęcia.
  • Dym wzmacniał siłę modłów. Jeśli jego słup wznosił się pionowo ku niebu, oznaczał przychylność bogów.
  • Dym był też zwiastunem nieszczęść i podkreślał grozę wojny, jak na ilustracji „Bitwa pod Marengo” Tessiera.


Zuzanna Grębecka
fot.: fotochannels, shutterstock
 

Źródło: Wróżka nr 10/2013
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020