Milczenie karpia

Wigilijne karpie nie jęczą, nie lamentują. Może, gdyby potrafiły, człowiek nie skazywałby ich na męki? Na szczęście są ludzie, którzy udzielają im swojego głosu.

Co czuje karp, gdy na targowisku wprost z mętnego od krwi pojemnika pakuje się go, często kalecząc jeszcze szpikulcem, do ciasnej reklamówki? Czuje to samo co człowiek, który nałoży sobie na głowę worek foliowy.

Co czuje dziecko, gdy w miejscu dla niego zazwyczaj tak przyjemnym i bezpiecznym jak łazienka, w wannie, w której lubi pluskać się i bawić, widzi ledwo żywe stworzenie skazane na śmierć? – Dziecko czuje, że dzieje się coś naprawdę niefajnego. Ja zawsze przed Wigilią bałam się wchodzić do łazienki – wspomina Beata Tarnawa, koordynatorka akcji „Jeszcze żywy KARP”, współtwórczyni Klubu Gaja z Bielska-Białej. Klubu, który przemawia w imieniu męczonych ryb.

To właśnie Beata Tarnawa wraz ze swoim partnerem i szefem klubu, Jackiem Bożkiem, 15 lat temu rozpoczęła ogólnopolską akcję na rzecz humanitarnego traktowania milionów karpi, zabijanych
co roku na święta. Na początku akcję bielskich działaczy traktowano jako niegroźne dziwactwo. Wiadomo – ekolodzy… Na dodatek wegetarianie. Kto by ich brał na poważnie?

Przyjaźń przed wigilią

Do Jacka Bożka, ekologa, którego działania na rzecz Ziemi doceniło międzynarodowe stowarzyszenie Ashoka, dotarło, że karp zasługiwał na taki los w połowie lat 70. W PRL-u ryby rzucano do sklepów nawet dwa tygodnie przed świętami. Już od świtu ustawiały się po nie kolejki. Włożona do foliowej torby zdobycz trafiała później do łazienki, gdzie pływała w wannie do czasu, aż któryś z domowników nie odważył się sięgnąć po... młotek.

reklama

– Cała rodzina, chcąc nie chcąc, brała udział w tym zabójczym rytuale – wspomina Jacek Bożek. U niego w domu też tak było. Do czasu tamtej Wigilii. – Pewnego dnia wszedłem do łazienki, spojrzałem na karpia, z którym zdążyłem się już zaprzyjaźnić, i nagle pojąłem absurd całej sytuacji. Zadałem sobie proste pytanie, co on tu jeszcze robi? – mówi. Nie zastanawiając się długo, wyłowił rybę i wsiadł z nią do pociągu jadącego nad Jezioro Żywieckie. Karp wylądował w wodzie. Co na to wszystko rodzina?

– Mama martwiła się nawet nie tym, że nie będzie karpia na Wigilię, tylko że coś lub ktoś pomieszał mi w głowie. Przecież zwykli ludzie nie przejmują się losem jakiejś tam rybki. Dla otoczenia stałem się kosmitą – uśmiecha się Jacek. Ale czasy powoli się zmieniały. PRL upadł, Polacy zaczęli zwiedzać świat. Niektórzy, choć wciąż jeszcze nieliczni, nieoczekiwanie odkryli, że nigdzie w świecie w tak masowych ilościach nie handluje się żywym towarem. Że ryby są, oczywiście sprzedawane, ale w płatach, na odpowiednio przygotowanych stoiskach z lodem. Że wreszcie nigdzie przed Wigilią nie odbywa się taki spektakl zabijania ryb na oczach przechodniów. Nigdzie indziej nie przeżywają one takich katuszy.

Karp cierpi jak my

Tymczasem akcja ekologów z Klubu Gaja w obronie karpi z roku na rok nabierała rozpędu. Na początku Beata z Jackiem, gronem współpracowników i przyjaciół namawiali, szczególnie rodziny
z dziećmi, do uwalniania ryb (po wykupieniu ich na targu), do wypuszczania ich do stawów.

– Zmieniliśmy taktykę, gdy usłyszeliśmy od ekspertów, że ryby z nieznanych łowisk mogą zaburzać ekosystem stawów – przyznaje Jacek. Z targowisk jednak nie zniknęli. Przybywali na nie z ulotkami i happeningami. Na przykład zawinięci w folię... Jak karp w reklamówce.

– Co ważne, nie sprzeciwiamy się tradycji podawania karpi w Wigilię – zastrzega Jacek Bożek. – Chodzi nam tylko o to, by nie łączyć świątecznych zwyczajów z bezsensownym okrucieństwem.

– Skoro nie potrafimy już sobie wyobrazić, że na naszych oczach zarzyna się kurę albo świnię, dlaczego nie możemy tak samo potraktować ryby? – dopowiada Beata Tarnawa.

Może właśnie dlatego, że ryby są nieme. – Nie piszczą, nie łaszą się, nie merdają ogonkiem, nie mają miłych w dotyku futerek – wylicza Beata. – Tak, ryby są milczące i śliskie, a na dodatek nie mają charyzmy. Ale czy to powód, by traktować je jak rzecz?

Rzecz przecież nie odczuwa bólu ani strachu. A ryby, owszem. O tym od dawna donoszą naukowcy. Już wiele lat temu dr Sylwia Earle, wybitna amerykańska biolog morski, określiła ryby jako wrażliwe zwierzęta o złożonej osobowości, które cierpią, gdy dzieje się im krzywda.

Rybę chroni prawo

Przełomem dla Klubu Gaja i dla karpia okazał się 2009 rok. To wtedy Sejm, po trzech latach starań i bojów na wniosek Klubu Gaja, znowelizował Ustawę o ochronie zwierząt. Odtąd polskie prawo chroni również ryby. Zbiegło się to w czasie, gdy Beacie i Jackowi udało się namówić do wsparcia akcji znanego publicystę i kucharza – Roberta Makłowicza.

Wkrótce do kampanii „Jeszcze żywy KARP” dołączyli też inni znani i lubiani. W akcję pod znamiennym hasłem „Nie baw się w kata, kup karpia w płatach” zaangażowali się m.in. Magdalena Różczka, Julia Pietrucha i Bartłomiej Topa. Ich twarze, obok twarzy Beaty Tarnawy, zamienione w pyszczki karpia pojawiły się na billboardach. A także słowa wigilijnego karpia: „Nie cierpię świąt, ludzie
są straszni”, „Męczyli mnie już za komuny, trzymali w wannie, bili, w co popadło, kroili na żywca. Pytali: śmierć na miejscu czy na wynos?”.

Upór i konsekwencja ludzi Klubu Gaja sprawiły, że w akcję włączyły się całe szkoły i gminy, inspektorzy handlowi, a nawet niektóre supermarkety. Jedna ze znanych sieci rok temu przed Wigilią
obwieściła wprost, że nie sprzedaje żywego karpia z powodu kampanii Klubu Gaja. Głos w sprawie niehumanitarnego traktowania karpi zabrał nawet prokurator generalny.

– Już nie jesteśmy kosmitami – zapewnia Jacek Bożek. Dość powiedzieć, że gdy jakiś czas temu jeden ze znanych polskich siłaczy pochwalił się w sieci, jak pięścią zabija karpia, do ekologów
z Bielska-Białej nadeszło wiele protestów i listów.

Bo karpie nadal nie wszędzie i nie zawsze mają głos. Ale mają Klub Gaja. Tych, którzy coraz głośniej mówią w imieniu istot, które, choć przecież czują i cierpią jak człowiek, przed człowiekiem nie
potrafią się obronić.

Sonia Jelska
fot.: Clos Brothers/Artur Piecyk


Źródło: Wróżka nr 12/2013
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020