Setki malutkich serc

Święta Bożego Narodzenia i Sylwester są pod naszą szerokością geograficzną ratunkiem przed zimową depresją.

Inaczej nasze dusze uległyby „Królowej Śniegu". I tak zresztą niektóre ulegają i trzymają psa na łańcuchu. Na szczęście nie wszystkie.

My mamy Wigilię i noworoczne bale, a zwierzęta? Czy w ogóle świętują? Tak, ale trochę inaczej niż my. Mają swój własny kalendarz. Ich karnawał przypada w czasie, gdy my świętujemy Wielkanoc. Zimę poświęcają zupełnie innym zajęciom. Część z nich ucieka do ciepłych krajów, inne zasypiają (czasem na zawsze), a jeszcze inne cieszą się na czas obfitości.

Zadziwiające, prawda? Na świecie mroźna cisza, a ktoś ma okazję najeść się do syta. Wilki. Dla nich surowa zima to suto zastawiony stół. Głodnym i osłabionym sarnom trudno uciekać przez wysokie śniegi. Czasem trafi się łania lub łoś. Rysie i żbiki też cenią zimę. Ich zazwyczaj roślinożerne ofiary też są głodne, a więc słabe. Te drapieżniki nie muszą robić zapasów na zimę.

Inaczej ma się sytuacja zwierząt, które nie polują, nie zasypiają i nie uciekają do tropików. Wiele z nich ucieka znacznie bliżej. Pod ziemię. Niektóre nigdy spod niej nie wychodzą.

Krety, moi ulubieni kopacze, zarzucają prace ogrodowe. Oddają się słodkiemu lenistwu i spotkaniom towarzyskim. Jesienią każdy kret szykuje sobie wygodne lokum. Wykopaną poniżej strefy zamarzania komorę mieszkalną wyściela delikatnymi trawami, obok buduje spichlerz, a w nim... Nawet dwieście tłustych, różowych dżdżownic. Choć nie ma lodówki, nie zepsują się. Kret ich nie zabija. Tylko nagryza segmenty głowowe i nie mogą uciec.

Dbałość o świeże posiłki nie zawsze popłaca. Część z dżdżownic, te najdelikatniej nadgryzione, szybko regenerują braki i uciekają. Trudno. Kret nie rozpacza, ale niezbyt hojnie podejmuje gości. Tak, krety są bardzo towarzyskie. W lecie nie mają czasu na spotkania. Trzeba drążyć korytarze i polować, aby wykarmić rodzinę. Zimą jest inaczej. Polowanie odpada, bo ziemia zamarznięta, a i nie ma kogo upolować. Już po pierwszych mrozach zaczyna się krecie biesiadowanie. A o czym rozmawiają?

reklama


Mogę się tylko domyślać, bo nigdy mnie nie zaprosiły. Pewnie rozprawiają o hałaśliwych sąsiadkach – myszach. Nie wszystkie budują sobie domy na zimę. Niektóre od tysięcy lat korzystają z naszych.

W moim mieszka rodzina myszy domowej. Ta szara ślicznotka jest tak sprytna, że radzi sobie z dwunastką kotów. Na psy nie zwraca uwagi. Może dlatego, że one na nią nawet nie patrzą. Przyzwyczaiły się, że w szafce obok zlewozmywaka ktoś chrupie, stuka i chrobocze. Tam urządziłam myszom jadłodajnię. Kupuję karmę „szczęśliwy chomik" i sypię do wiaderka po maśle.

Nie znalazłam ziarna z etykietą „szczęśliwa mysz". Ale moje wyglądają na zadowolone. Na święta dostają bonusy. Trochę ciasta albo kutii. Dlaczego nie zastawiam pułapek? Po pierwsze dlatego, że te zwykłe są śmiertelne, a ja nie tylko lubię myszy, ale pamiętam – nie zabijaj. Po drugie, nawet jeśli ustawiłabym żywołapki, to złapią się, ale nie myszy domowe. One są zbyt przebiegłe.

W sidła zastawione przez człowieka łapią się Bogu ducha winne myszy polne, zaroślowe i leśne. Normalnie spędzają zimę tak jak krety. W ziemnych norach budują spichlerze i sypialnie. Czasem zawędrują do ludzkich domów, gdzie nie uczynią żadnej szkody. Niestety, większość z nas to przyrodniczy ignoranci. Nie mamy pojęcia o rodzimych gatunkach. Mysz to mysz, a „robal" to robal. Co z nim zrobić? Zabić. Pytam – za co?

Może choć w święta Bożego Narodzenia zaniechamy morderczych skłonności. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak wiele zwierząt korzysta z naszych domów, aby przeżyć zimę. Na szczęście, potrafią się ukryć, bo inaczej nie doczekałyby wiosny. Człowiek jest groźniejszy niż mróz i głód.

W ścianach, między kartongipsem i wełną mineralną, drzemią owady, w piwnicach kryją się ryjówki, hibernują ropuchy, traszki, jeże. Myszy nie zasypiają na zimę. Szukają ciepłych miejsc. Lubią okolice rur grzewczych, a przytulne strychy i schowki dzielą czasem z nietoperzami. Te, choć przesypiają zimny czas, potrzebują stałej temperatury.

Gdy siadamy do wieczerzy wigilijnej, towarzyszy nam bicie setek malutkich serc. Jedne uderzają w zwolnionym tempie, inne trzepocą z ogromną częstotliwością. Wszystkie chcą żyć.

Dorota Sumińska, doktor weterynarii,
prowadzi popularne programy o zwierzętach
fot. shutterstock

Źródło: Wróżka nr 12/2013
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019