Bal w kolorze róż

Bal w kolorze różZanurzone w pąsy, otulone wonią fiołków, tanecznym krokiem rozpoczynanym prawą nogą, zapewniały sobie powodzenie w... miłości. Nauczmy się czegoś od naszych prababek i pozwólmy odżyć dawnym zwyczajom!


Zmienili się ludzie, zmieniła się rzeczywistość, zmienił się cały świat... ale jedno wciąż pozostaje takie samo. Pragnienie odnalezienia kogoś na życie, drugiej połówki, towarzysza na dobre i na złe.

By spełnić to marzenie, możemy prosić o łaskę opatrzność albo zakląć rzeczywistość. Jak? Trzeba odkopać nieco zapomniane, ale niezwykle skuteczne magiczne zwyczaje, które sprawią, że każda potwora znajdzie swego amatora. Albo po prostu zapewni sobie małżeńskie szczęście.

Panie domu wydające bal w karnawale miały duży ból głowy, żeby wszystko dobrze zorganizować i dopiąć na ostatni guzik. Damy patronujące tego rodzaju imprezom martwiły się, czy zdołają uzbierać pieniądze na cele filantropijne.

Szczególnie niespokojne były też matki córek debiutujących w towarzystwie. I młode mężatki, dla których powodzenie karnawałowego wieczoru oznaczało uznanie w oczach środowiska i rodziny męża.

Z tego też powodu, oprócz gorącej kolacji i zimnego bufetu, pokojów dla dojrzałych dam towarzyszących córkom czy gabinetów dla palaczy albo miłośników kart, zaczarowywano szczęście na kilka sposobów.

Co zapewnia szczęście:

  • W organizacji ważny był dzień tygodnia – najlepiej, by bal rozpoczął się wieczorem w środę, czwartek lub sobotę. Przy czym data parzysta dobrze wróżyła nastrojom gości i chęci do zabawy.

  • Dekoracja sali była utrzymana w barwach jasnych, pastelowych – odcieniach różu, błękitu lub bladego fioletu.

  • W tonacji różu powinny być też kwiaty w butonierkach kawalerów i bukieciki przypinane przez panny do sukien.

  • Miła woń wydobywająca się z naczyń napełnionych mieszanką pachnących ziół i suszonych płatków kwiatów musiała mieć nutę rozmarynu, fiołków bądź róży. Zapachy te działały kojąco na emocje, sprowadzając uczucie zadowolenia i duchowej harmonii.

    reklama


  • Panny wybierające się na bal wierzyły, że powodzenie zapewnią im suknie w tonacji różu lub z różowymi dodatkami – szarfą, girlandą przy dekolcie, obszyciem spódnicy. Granaty bądź turkusy w biżuterii dodawały właścicielce uroku i wdzięku. Przyciągały też życzliwe i pełne podziwu spojrzenia, które później zmienić się mogły w gorące uczucia prowadzące do ołtarza. Dziewczęta nieraz pożyczały jakąś ozdobę od panny zaręczonej czy młodej mężatki albo rówieśniczki cieszącej się dużym powodzeniem u mężczyzn. Wierzyły, że jakaś cząstka towarzyskiego wzięcia stanie się też ich udziałem.

  • Próg balowej sali należało przekroczyć prawą nogą.


W razie pecha zaś...

Jeśli w tańcu od toalety oderwałaby się falbanka, rozpruł haft czy odpadła ozdoba, trzeba było koniecznie ją przyszyć, a nie przypinać szpilką czy agrafką. Panna, która by o tym nie pamiętała, naraziłaby się na uszczypliwe uwagi bądź obmowę. A tego młode osoby obawiały się najbardziej. Przezorne panie domu zatrudniały więc na balową noc przynajmniej dwie szwaczki, które oczekiwały w garderobie i w razie potrzeby szybko naprawiały uszkodzone suknie.


Bogna Wernichowska
fot. shutterstock

Źródło: Wróżka nr 2/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020