Całe zło od macicy

Twarz „Helenie Trojańskiej" (1863 r.) Dantego Gabriela Rossettiego użyczyła Annie Miller, ulubiona modelka angielskich prerafaelitów. Kobiety w starożytnej Grecji pozostawały pod władzą mężczyzn: zamknęli je oni w oddzielnej części domu zwanej gynaikeionem. Opuszczać ją mogły tylko w towarzystwie męża czy brata, ukrywając twarze za zasłoną (choć akurat w tej sprawie badacze nie są zgodni). Grecy mieli złe zdanie o żonach i kobietach w ogóle.

Platon, jeden z ojców filozofii (V-IV wiek p.n.e.), pisał: „kobieta, posiadając w trzewiach macicę, hoduje w sobie zwierzę, które nie ma duszy". Macica bowiem „błądzi po całym ciele, zatyka przewody powietrzne, odetchnąć nie daje, w kłopoty najgorsze wpędza i wszelkiego rodzaju inne choroby powoduje".

Kobieta jest produktem ubocznym metempsychozy, czyli wędrówki dusz najpodlejszych mężczyzn. „Ci z osobników męskiego rodzaju, którzy byli tchórzliwi i wiedli zły żywot, przeobrazili się prawdopodobnie w drugim pokoleniu w osobniki żeńskie". Pomimo doceniania niektórych talentów niewieścich, Platon przydzielił kobietom rolę prokreacyjno-domową.

Równie fatalnie obszedł się z kobietami jego uczeń, Arystoteles (IV wiek p.n.e.). I niestety jego poglądy wywarły później ogromny wpływ na teologię chrześcijańską. Otóż uważał on kobietę z jej narządami za „odwróconą kopię" mężczyzny: są one „słabsze i zimniejsze, a ich naturę trzeba uznać z samej istoty za wybrakowaną". „Samica" jest bierną materią w procesie zapłodnienia, „samiec" nadaje zarodkowi formę, jest twórczy: „dusza pochodzi od samca", dowodził Arystoteles.

Jednocześnie zalecał mężczyznom płodzenie dzieci z jak najmłodszą partnerką w okresie „swego szczytowego punktu rozwoju umysłowego", czyli około 50. roku życia. Miało to zagwarantować narodziny mądrego potomstwa. A potem należy obcować z inną kobietą lub mężczyzną „dla zdrowia".

Dlaczego greccy mężczyźni tak potraktowali swoje kobiety w filozofii? Dziś tłumaczymy ich postępowanie podświadomym lękiem przed siłą kobiet. To one przecież rodziły dzieci. I ten niepojęty akt budził męskie obawy – społeczeństwa mogły się rozwijać tylko dzięki przyrostowi naturalnemu. W Atenach wiedziano, że lekceważenie prokreacji, jak w Sparcie, gdzie przeważały stosunki homoseksualne, powodowało ciągły spadek liczby wojowników.

Być może ta siła kobiecości sprawiała, że Grecy często nie cierpieli swych żon. Satyryk Semonides z Samos (VII wiek p.n.e.) pisał, że szczęśliwy jest mężczyzna, który trafi na zgodną, skromną, milkliwą małżonkę. Inne kobiety wywodził od świń, małp, suk i oślic. Pewnie takie też bywały. Ale przyczyną nie była rzekoma „natura kobieca", tylko zamykanie żon i córek w gynaikeionach, tych domowych więzieniach, co wywoływało u nich nerwice i choroby psychiczne.

reklama


Drugą przyczyną – nie mniej ważną – był system inicjacji społecznej przyswojony przez Greków. Polegał on na pederastii, czyli na obrzędowości „wstrzykiwania" przez dorosłego mężczyznę, brodatego erastesa, nasienia dorosłości młodemu bezwąsemu efebowi. Część ulegała tej przyjemności na dłużej, co wytwarzało społeczność pederastyczną.

Ale homoseksualizm nie królował jednak powszechnie. Bezżennymi w Atenach gardzono. Nie płodząc dzieci, byli „bezproduktywni". Ponadto kobieta grecka, tak podle z pozoru traktowana, miała potężny oręż do obrony przed zniewoleniem. Był nim wrzask, bierność w seksie, zdrady małżeńskie. Dla Greków odmowy współżycia małżeńskiego były trudnym problemem. Uważali oni bowiem seks za „lek na wszystko". Stąd popularność heter, a także wyciąganie z mieszków nienasyconych „samców" tyle, ile się da, przez pazerne kurwy.

I wreszcie – raz do roku kobiety ateńskie, jako tyjady (od imienia córki Kastaliosa, Thyi, która w Delfach pierwsza złożyła ofiary Dionizosowi), mogły odreagować swe spętanie. Udawały się na lesisty, wyniosły Parnas i tam urządzały wściekłe orgie, jednocząc się z bogiem Dionizosem. W świętym szale rozszarpywały napotkane czy przyniesione zwierzęta; zjadały ich mięso na surowo, przekraczając zasady społeczne. Składały też ponoć ofiarę z mężczyzny. W rytuale tym łatwo się dopatrzyć żeńskiego odreagowania dominacji mężczyzn.

Z takim obliczem kobiecości Ateńczycy woleli się nie spotykać. Dlatego usiłowali trzymać kobiety w gynaikeionach. Koło się zamykało i trzeba było wieków, by kobieta wyszła z tych opresji całkiem wolna. Choć współczesne feministki twierdzą, że nie całkiem.

Piękna Helena

Imię Helena znaczy blask światła, blask Księżyca. O zjawiskowej urodzie żony króla Sparty, Menelaosa, krążą od 3250 lat legendy. Choć uważa się ją za postać historyczną, nikt nie wie, jak naprawdę wyglądała. Jeśli wierzyć Homerowi, Eurypidesowi i Ajschylosowi, była bladą blondynką o długich, kręconych włosach (na greckich wazach jej wizerunek nie odbiega szczególnie od wizerunków innych kobiet, nowożytni malarze robili z niej rudzielca).

Włosy jaśniejsze niż u reszty starożytnych Greczynek, piękna figura i nieproporcjonalnie duży nos (oznaka męstwa kobiety) czyniły z niej największy obiekt pożądania w basenie Morza Śródziemnego. Jasną karnację zapewniała sobie kąpielami w mleku i miodzie albo make-upem z farby ołowiowej.

Jedni zarzucają jej wyrachowanie, inni próżność bądź naiwność. Tak naprawdę była ofiarą przeznaczenia. Choć o względy Heleny, domniemanej córki Zeusa i królowej Ledy, starali się najwięksi greccy herosi, trafiła – w charakterze łapówki za przychylny dla Afrodyty wyrok w konkursie piękności bogiń – do trojańskiego bawidamka, Parysa. Uprowadzając ją siłą z pałacu prawowitego męża, wywołał on trwającą dziesięć lat wojnę i doprowadził do upadku Troi.

Twarz „Helenie Trojańskiej" (1863 r.) Dantego Gabriela Rossettiego użyczyła Annie Miller, ulubiona modelka angielskich prerafaelitów.

Jan Pann
fot.: be&w

Źródło: Wróżka nr 2/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020