Waniliowe sny

W pamięci nosiłam jego zapach, dotyk ciepłych dłoni, jego szept. Nie mogłam się pogodzić z tym, że mnie opuścił. Na szczęście miałam sny, zawsze z Nim w roli głównej. One pozwalały mi poczuć wciąż na nowo jego bliskość.

Kilka lat temu rozstałam się z narzeczonym. Zakochał się w innej kobiecie. Świat mi się zawalił i myślałam, że nic dobrego mnie już w życiu nie spotka, że już miałam swoją szansę.

By wyrwać mnie z matni rozpaczy, znajomi wyciągnęli mnie w podróż po Norwegii. Zachwycił mnie ten kraj i ludzie. Ale szczególnie zapamiętałam kobietę, u której wynajmowaliśmy pokoje. Była to już niemłoda Polka, Hanna. Gdy zapytana, zdradziłam jej powód mojego smutku, opowiedziała mi zachwycającą historią, która dała mi nadzieję.

Urodziła się w niebogatej rodzinie, na podlaskiej wsi. Nie miała dobrego dzieciństwa. Mama ciężko chorowała, prawie nie wychodziła z domu. Ojciec był koszmarnym człowiekiem. Zaglądał do kieliszka i często dotkliwie bił Hanię.

– Musiałam opiekować się mamą i ciężko pracować w gospodarstwie – opowiadała. – Pamiętam, że wieczorami byłam tak zmęczona, że nie miałam siły jeść ani się umyć. Po prostu padałam na łóżko i zasypiałam w kilka sekund. Nienawidziłam wsi. Marzyłam, by się stamtąd wyrwać, uciec, gdzie oczy poniosą. Czułam, że wszędzie będzie mi lepiej niż w tym domu.

Z utęsknieniem czekała końca gimnazjum. Chciała się dalej uczyć. Najbliższe liceum było w mieście oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów. A to już był dla niej świat. Niestety, ojciec miał wobec Hanny inne plany. Zabronił jej „myśleć o głupotach" i kazał brać się do roboty. Bo tylko ona – jedyna córka – mogła przejąć po nim schedę. Bolało, gdy jej to wykrzyczał.

reklama


Zrozpaczona pobiegła po pocieszenie do matki chrzestnej. Uważała ją za jedynego dobrego człowieka, jakiego znała w swoim kilkunastoletnim życiu. Wylała z siebie żal i ból, opowiedziała o swojej tęsknocie za innym życiem. O tym, że bardzo chciała uciec jak najdalej od domu. Staruszka nagle wstała i z pudełka na komodzie wyjęła zwitek banknotów.

– Jedź dziecko, goń swoje marzenia – powiedziała, wciskając jej pieniądze do ręki. – To na początek. Przydadzą ci się – dodała i pocałowała ją w czoło. Nazajutrz o świcie Hania wrzuciła do torby kilka najpotrzebniejszych rzeczy i popędziła w stronę przystanku. Gdy stanęła na dworcu w Warszawie, poczuła się zagubiona.

– Nie wiedziałam, w którą stronę się ruszyć – wspominała. – Wszystko było takie wielkie, wokół tłumy ludzi. Bałam się ruszyć gdziekolwiek. Kupiłam kilka gazet z ogłoszeniami, dzwoniłam z budki w poszukiwaniu pracy i jakiegoś pokoju do wynajęcia. Dwie pierwsze noce drzemałam na ławce.

W końcu udało się! Hania znalazła kwaterę u starszej pani. Umówiła się, że zamieszka kątem w wielkiej kuchni dosłownie za grosze, ale będzie w zamian pomagać w domu – prać, sprzątać, nosić węgiel. Bardzo jej to odpowiadało, bo praca gońca, którą dostała w pewnej redakcji, nie obiecywała dużych dochodów.

– Przez kilka miesięcy bardzo biedowałam – opowiadała. – Całymi tygodniami żyłam o bułkach i kefirze. Przekonałam się, że miejskie życie potrafi być równie ciężkie jak to na wsi. Wiedziałam jednak, że nie mogę wrócić do domu. Ojciec już nigdy mi nie wybaczył. Uważał, że go zdradziłam, a dla zdrajców u niego nie było miejsca. Ta świadomość paradoksalnie dodała mi sił. Po jakimś czasie zaczęłam się nawet czuć z siebie dumna, że nieźle daję sobie radę.

Biegając po mieście z różnymi przesyłkami, codziennie przystawała przy oknie pięknej cukierni. Z wystawy kusiły smakowite torty i babeczki. „Najadała" się ich widokiem. Była zbyt biedna, by pozwalać sobie na słodkie szaleństwa.

Źródło: Wróżka nr 3/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2020
Wydanie specjalne 1/2022

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

sklep.astromagia.pl