Zmarszczki kontrolowane

Kobiety są jakieś dziwne... Na przykład wierzą, że nieustannie opowiadając o tym, że się odchudzają, schudną naprawdę.

Albo wydając fortuny na kremy „w 77 proc. przywracające młodość", reklamowane wygładzonymi Photoshopem twarzami gwiazd, wierzą, że wyprasują nimi zmarszczki równie skutecznie jak ten oszukańczy program komputerowy.

Albo do ostatniego tchu ufają, że któregoś dnia los podrzuci im do zatłoczonego autobusu, w którym się gniotą w drodze do pracy (na jogę, do kościoła...) bogatego cud-bruneta, prawdziwą miłość ich życia.

Przypomina to wzruszającą naiwność mężczyzn, którzy inwestując w akcje, są przekonani, że zostaną milionerami albo choć trochę zarobią. Cóż, nie od dziś wiadomo, że marzy nam się tylko to, czego nie mamy.

Gdy byłam młoda i o wiele bliższa ideału niż teraz, byłam przekonana, że jestem tak brzydka i niezgrabna, że żaden chłopak nie popatrzy w moją stronę. Postanowiłam więc nauczyć się tej pewności siebie, którą mają prawdziwe superlaski – takie zjawiskowe dziewczyny, nawet w worku wyglądające jak w kreacji za milion dolarów. A gdy wchodzą do klasy czy pokoju, wszyscy faceci przestają gadać i robią „Aaaa...". I ciągną za nimi jak za magnesem.

By nauczyć się tej pewności siebie, zaprzyjaźniłam się z najpiękniejszą dziewczyną w klasie, mając nadzieję, że część jej blasku spłynie na mnie. Ale gdy trzeci chłopak, w którym się zakochałam „na całe życie", wyznał mi „jak starej kumpelce", że jest w niej zakochany, spasowałam. Albo przejrzałam na oczy, jak kto woli, i poszłam swoją drogą...

reklama


I niedawno, zupełnym przypadkiem, wpadłam na moją najpiękniejszą w klasie. Czas robi swoje, ufff, co za ulga! Gdy się jej przyjrzałam, wszystkie negatywne emocje odleciały tam, gdzie zniknęły nasze niepokryte zmarszczkami twarze, jędrne piersi i pupy.

Ona nadal była o wiele piękniejsza niż ja, ale czas starł tamten blask, od którego się odbijałam i którego pragnęłam. Tak przynajmniej wtedy myślałam. Przegadałyśmy cały wieczór i było na tyle cudownie powracać do przeszłości, że zaprosiłam ją do siebie na kolację. Ja byłam ogromnie ciekawa jej męża, mój mąż – jej...

O mało nie padłam, gdy pojawiła się z niezwykle interesującym, szpakowatym panem, prostym jak trzcina, błyskotliwym i dowcipnym. Ta to ma szczęście, myślałam, zerkając na mojego męża, który uwijał się przy stole, dolewając im wina i opowiadając głupie dowcipy.

Wieczór był fantastyczny i obiecaliśmy sobie spotkać się znowu. Ale gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi, mój mąż eksplodował. – Mój Boże, miałaś rację, to najpiękniejsza kobieta, jaką znam... poza tobą, kochanie – dodał czujnie, acz nieszczerze. – Tylko powiedz mi, jak taka piękna, inteligentna kobieta mogła się związać z takim nadętym dupkiem? Co za nudziarz! Cały wieczór ględził o polityce, wciąż się gapił w swój telefon, a na dodatek wypił nam cały barek!

Nie mogłam w to uwierzyć! Mąż wyraźnie rozciągał zasłonę dymną, abym nie zauważyła jego zauroczenia najpiękniejszą w klasie. Czas jakby się cofnął. A ja przez chwilę łudziłam się, że jak się pojawiają zmarszczki, to czar znika...

Teresa Jaskierny
fot. shutterstock

Źródło: Wróżka nr 4/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020