Portret rodziny z teściową w tle

Konflikty na linii teściowa – synowa są niczym tsunami, które zatapia wiele z pozoru zgodnych stadeł.

Teściowa, ten stary rower (jak w znanym walczyku), wjeżdża w życie niejednej pary bez hamulców i rozbija wszystko, co napotyka na drodze. Synowa nie pozostaje jej dłużna. Wiem, że gdy dochodzi do konfliktu, to nigdy nie ma winy po jednej stronie. I w tych wojnach domowych też jest tak samo.

Nie wiadomo, kiedy się zaczynają, kto pierwszy rzucił rękawicę, kto kogo sprowokował i dlaczego końca tej walki nie widać. Wiadomo jedno: zawsze wszystko zaczyna się od nadmiernej, zaborczej miłości. Do synka lub córeczki, do tego idealnego, cudownego dziecka, które ma tę wielką zaletę, że JEST NASZE.

A potem już leci z górki: skoro przyszła teściowa urodziła ten Mount Everest doskonałości, to prędzej czy później wejdzie w zwarcie z przyszłą synową (zięciem), czyli zwykłą, niedoskonałą Gubałówką. Nikt nie dorośnie do pięt superprodukcji jej lędźwi. I najgorzej jest wtedy, kiedy jej dziecko, czyli nasz wybranek/nasza wybranka też w głębi duszy w to wierzy.

Z drugiej strony naprzeciwko teściowej w walce o miłość jej syna staje młoda kobieta, czyli jego wybranka, która chce przejąć kierownictwo nad przyszłym życiem. Ona wie, z góry zakłada, że wszystkie JEGO złe cechy, z którymi ONA walczy – począwszy od fatalnych nawyków żywieniowych, a skończywszy na nieopuszczaniu klapy deski sedesowej – są efektem beznadziejnego wychowania, jakie otrzymał w domu. Czytaj: są winą matki, która nie umiała go dobrze wychować, nauczyć takiego zachowania, jakiego wymaga wybranka.

reklama


Jeśli ten nieogarnięty jeleń (znaczy mąż) w pierwszym roku wspólnego mieszkania więcej niż trzy razy porówna dania z menu kuchni wybranki do ukochanych pulpecików mamusi – ognisty konflikt jest tylko kwestią czasu. Na początku we wszystkich domowych kwestiach każda jest jak Top Chef: obie mu dogadzają, prześcigają się, jakby brały udział w kuchennych zawodach. Później – choć on nigdy nie widzi, kiedy – obie rzucają w siebie garnkami, zamiast kłaść do nich zrazy czy gołąbki.

Syn-mąż nigdy nie umie się zachować w tej wojnie. Lojalność wobec żony oznacza zdradę matki. Lojalność wobec matki oznacza rozwód. Czyli: zawsze kogoś zdradza, zawsze zawodzi którąś swoją ukochaną kobietę. Jego pozycja jest tak beznadziejna, że nie warto nawet się tym zajmować. Musi wybrać. Nie umie wybrać. Im bardziej nie umie, tym większe są na niego naciski, żeby wybrał. Ale ten wybór sprowadza się do decyzji, z jakiej broni woli zginąć: od szabli matki czy sztyletu partnerki.

Czasem życie rzuca mu koło ratunkowe w postaci absorbującej pracy. Wtedy ma powód, żeby siedzieć w biurze od świtu do nocy i najgorsze przeczekać poza domem. Kiedy nie ma pracy, ucieka w znieczulenie i pije na potęgę, żeby jakoś dożyć następnego poranka.

Tego luksusowego wyjścia nie mają dzieci, zwane także wnukami teściowej. One w tej wojnie również biorą udział. Ukochana mamusia i kochana babunia sączą im do ucha jad, podpytując o przeciwniczkę i wydając krytyczne osądy. Jak wszyscy – na tej domowej wojnie dzieci tylko tracą.

Tak oto z grubsza wygląda świat rodziny, w którym bitwa pokoleniowa niesie same ofiary. Czy jest szansa na pokój w takiej sytuacji?

*          *          *  
Jeśli przydarzyła ci się podobna sytuacja, napisz do nas, jak sobie z nią poradziłaś.
Nasz adres: 02-612 Warszawa, ul. Malczewskiego 19 albo Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Źródło: Wróżka nr 5/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020