Bursztynowa przyjaźń

Kolczyki od mojej mamy to mój największy talizman. Dzięki nim moje życie się odmieniło. Są jak kropla dającego energię słońca...

Od kilku lat regularnie odwiedzam targi rękodzieła. Lubię tych pełnych fantazji ludzi i tę rodzinną atmosferę. Któregoś dnia zatrzymałam się przy stoliku, który uginał się pod ciężarem przepięknej bursztynowej biżuterii. Do jej zakupu zachęcały dwie kobiety – Jolanta, 60-letnia jasna blondynka i 40-letnia Agata z włosami czarnymi jak smoła. Jedna szalona, prawdziwy wulkan energii, a druga spokojna i cicha. Zagadnęłam je, a one ochoczo wciągnęły mnie do rozmowy. Agata opowiedziała mi, jak się tam znalazły. I jak to się stało, że razem robią te przecudne klejnoty.

Agata była nieśmiałym dzieckiem. Z trudem nawiązywała kontakty z rówieśnikami, dlatego dzieciństwo i młodzieńcze lata spędzała samotnie. Na czytaniu książek, dzierganiu serwetek, robieniu kolczyków oraz na marzeniach o tym, by być popularną i uwielbianą przez ludzi. – Próbowałam zbliżyć się do moich koleżanek z klasy, ale nie czułam się wśród nich zbyt dobrze – wspominała Agata. – Nie bawiło mnie licytowanie się, kto wiecej wypił na imprezie, kto bardziej narozrabiał albo kto kogo poderwał. Wtedy znacznie lepiej czułam się wśród dużo starszych osób.

Ku zdziwieniu rodziców nawet jako nastolatka wolała raczej imieniny u cioci niż klasowe wypady. – Moi rodzice bardzo się o mnie martwili – opowiadała. – Chyba uważali, że nie jestem do końca normalna – dodała z uśmiechem. – Zresztą po jakimś czasie mnie również zaczęło to przychodzić do głowy. Ale nie przejmowałam się zbytnio.

Któregoś dnia zgłosiła się do miejscowego domu kultury. Lubiła śpiewać i pomyślała, że tam będzie mogła miło spędzać wolny czas. Muzykom z kameralnego zespołu spodobał się jej krystaliczny sopran. Została i była szczęśliwa. Wreszcie czuła, że wyszła do świata, że ma wokół siebie ludzi, dla których jest ważna, którzy lubią ją taką, jaka jest. – Niestety moja radość nie trwała zbyt długo – wyznała ze smutkiem.

Po liceum dostała się na studia do Warszawy i coraz rzadziej miała czas na próby. Zresztą koledzy z zespołu też powoli się wykruszyli. Pozakładali rodziny, robili kariery zawodowe. A i Agata wkraczała w dorosłe życie. Najpierw studia, potem praca. Poznawała koleżanki, z którymi wychodziła na kawę czy do kina. Jednak z żadną z nich nie potrafiła nawiązać bliskiej relacji. Z mężczyznami też nie dogadywała się najlepiej. Miała dwa dłuższe związki, ale i one po pewnym czasie się rozpadły.

Najbliższą przyjaciółką Agaty przez większość życia była jej mama. Gdy wokół nie było nikogo, na nią zawsze mogła liczyć. To właśnie jej zwierzała się z trosk i rozterek. U niej zawsze znajdowała pocieszenie i ciepło. Niestety kilka lat temu mama umarła...

Stara dusza

Agata postanowiła przenieść się do Warszawy. Dostała dobrą pracę w ogromnym banku, której oddawała całą siebie. Z pomocą rodziny kupiła urocze mieszkanko tuż obok parku. Kochała długie spacery. Uwielbiała podziwiać pierwsze pąki na drzewach, słuchać świergotu ptaków, grzać się w letnim słońcu i obserwować, jak zieleń niknie pod czapą śniegu. Ale przyroda nie wypełniała pustki. Powroty do czterech ścian często okraszała rzewnymi łzami. „Dlaczego jestem sama? Co jest ze mną nie tak, że nie mogę znaleźć chłopaka albo przynajmniej prawdziwego przyjaciela? Kogoś, kto polubi mnie taką, jaką jestem?"

reklama


– Tak bardzo chciałam znać odpowiedź na to pytanie, że któregoś dnia postanowiłam iść do wróżki – wspominała z rozrzewnieniem. – Nigdy wcześniej nie wierzyłam w żadne przepowiednie, ale wtedy myślałam, że może ona da mi jakąś nadzieję. Wróżka okazała się niesamowita. Zabroniła mi się odzywać, tylko ku mojemu ogromnemu zdziwieniu zaczęła opowiadać... moje życie. O samotności, wyobcowaniu, śpiewaniu... I wszystko się zgadzało! Nie mogłam wprost uwierzyć. Skąd ona to wszystko wiedziała?

Wróżka popatrzyła wnikliwie na jej dłoń i powiedziała: „Masz starą duszę, dziewczyno. Szczęście znajdziesz, jeśli poszukasz go wśród starszych od siebie ludzi". Agata starała się zapamiętać te słowa i wychodząc od wróżki, miała głowę pełną planów. Jednak po kilku dniach zupełnie zapomniała o przepowiedni. Wróciła do zwyczajnego życia, całe dnie spędzając w pracy, a samotne wieczory w domu z książką.

Jola

Agata pracowała w wielkim wieżowcu. To był jej drugi dom – spędzała tu połowę życia. Dawniej lubiła swoją pracę, ale od jakiegoś czasu te wszystkie tabelki, bilanse i rozliczenia bardzo ją nudziły. Tylko towarzystwo w pracy było fajne, zgrane. – Czułam się tam naprawdę doceniana i lubiana – mówiła z uśmiechem. – Koledzy traktowali mnie jak eksperta, koleżanki zawsze zachwycały się moimi ciuchami, uczesaniem i piękną bursztynową biżuterią... Kochałam bursztyny. Ciągle kupowałam jakąś biżuterię z nimi albo w wolnych chwilach sama ją robiłam.

Pewnego dnia Agata jak zwykle zeszła do kiosku, w którym codziennie widywała bardzo efektowną panią Jolę. – Ależ ma pani piękne kolczyki! – zachwyciła się. – Ja też uwielbiam taką dużą bursztynową biżuterię... Zaczęły rozmawiać i okazało się, że świetnie się dogadują. Po kilku dniach wybrały się razem na kawę i spacer. Ich znajomość szybko się rozwijała. Jolanta okazała się niezwykle interesującą 60-latką, żywiołową i pełną energii. Zarażała entuzjazmem Agatę, która jakby narodziła się na nowo.

– Jola pokazała mi świat, jakiego nie znałam. Organizowała wypady do teatru, za miasto. Dbała o mnie, zapraszając do siebie na pyszne, sobotnie śniadanka. Kiedyś pokazała mi swoją pracownię, w której tworzyła... biżuterię. Skórzaną! Po kilku miesiącach naszej znajomości czułam, że mam prawdziwą przyjaciółkę. Taką od serca!

Kropelka słońca

Jola, widząc, że Agata nie do końca lubi swoją pracę, zaczęła ją namawiać, by założyły manufakturę produkującą biżuterię z bursztynami. – Długo się wahałam – zwierzała się Agata, bo przecież praca w banku, bezpieczna posada, dobrze zorganizowane życie. Ale Jola nie odpuszczała. – Dlatego, by wilk był syty i owca cała, postanowiłam, że najpierw spróbuję robić kolczyki i wisiorki tylko w wolnych chwilach.

Ku zaskoczeniu Agaty biżuteria sprzedawała się świetnie. W weekendy jeździły na targi, wystawiały swoje prace i to wszystko zaczęło się kręcić. Miały mnóstwo zamówień. – Po kilku miesiącach zaczęłam zarabiać tyle, że mogłam się z tego utrzymać. A praca w banku zaczęła mnie coraz bardziej uwierać. I... któregoś pięknego dnia powiedziałam Joli: „Dobra! Rzucam tę robotę! Zakładamy legalną firmę!".

Nazwały ją SunDrop, czyli Kropla Słońca. Bo ją widziały, patrząc na przepiękne kolory jantarów. Dla Agaty to słońce okazało się życiodajne. Przecież dzięki bursztynowym kolczykom odnalazła prawdziwą przyjaźń i zupełnie nowe życie. – Kochałam dłubanie w koralikach, broszkach, wisiorkach, oddawałam się temu bez reszty – opowiadała. – A gdy miałam chwile zwątpienia, Jolka nie pozwalała mi się poddać. Jej niespożyta energia wystarczała i dla niej, i dla mnie.

Dzięki nowej przyjaciółce zmieniło się coś jeszcze... – Kiedyś Jola zorganizowała imprezę, na której przedstawiła mi swojego kolegę. Naprawdę interesujący facet. Mądry, przystojny, szarmancki. Piętnaście lat starszy, ale w końcu tylko wśród starszych mogę znaleźć szczęście – dodała Agata ze śmiechem. – Spotykamy się od kilku miesięcy i chyba jestem zakochana. Zobaczymy, co będzie dalej. Wczoraj dostałam od niego piękny pierścionek w prezencie. Oczywiście z bursztynem...

Sylwia Bartczak
fot. shutterstock

Źródło: Wróżka nr 6/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020