Kleszcz wysysa życie

Nie chcemy cię straszyć, tylko przestrzec. Leśni krwiopijcy polują teraz na działkach, w parkach i miejskich skwerach. A co piąty przenosi boreliozę. Chorobę o wielu twarzach, która niepostrzeżenie może zrujnować ci zdrowie.

Mówisz: las, łąka, polana, a myślisz kleszcze! Boimy się tych wrednych krwiopijców jak ognia, bo kiedy wbiją nam się w ciało, mogą zostawić niechcianą pamiątkę – bakterię wywołującą boreliozę. Choroba, o której dwie dekady temu jeszcze nikt nie słyszał, dziś budzi emocje nie mniejsze niż nowotwory.

Porównanie nie jest przypadkowe – tak samo jak w przypadku raka, sukces w leczeniu boreliozy zależy od tego, jak szybko zostanie ona wykryta. Tymczasem jej właściwe rozpoznanie graniczy z cudem. Choroba daje bowiem niejednoznaczne objawy i przybiera różne postaci. Lekarze mylą ją z innymi schorzeniami i leczą w niewłaściwy sposób, a bakteria boreliozy, niczym nieposkromiona, panoszy się w organizmie i czyni w nim spustoszenie.

Konsekwencje bywają tragiczne. Zdrowi i aktywni niegdyś ludzie kończą na wózku inwalidzkim, tracą mowę i pamięć, trafiają na oddziały psychiatryczne. Albo są traktowani jak wymyślający sobie choroby hipochondrycy.

Jedną z takich osób jest Natalia, która opowiada swoją historię po to, by otworzyć oczy ludziom nieświadomym niebezpieczeństwa. A w przypadku zakażenia – pomóc w jak najszybszym zdiagnozowaniu boreliozy.

Fałszywy obraz: zwykła infekcja wirusowa

Natalia: – Zaczęło się w 2005 roku. Poleciałam na wakacje do Tunezji. To tam prawdopodobnie coś mnie ugryzło: może kleszcz, może mucha końska. Wróciłam ze śladem po ukąszeniu na nodze. Taka dziurka, lekko zaczerwieniona wokół, która po dwóch tygodniach znikła. Wracałam do kraju z objawami infekcji: wysoką gorączką, wymiotami, osłabieniem.

reklama


Prawdziwe oblicze: Borelioza (krętkowica kleszczowa)

Jest chorobą zakaźną wywoływaną przez bakterie, zwane krętkami. Najczęściej zakażają nas kleszcze, ale jej nosicielami mogą być też komary, gzy, bąki, wszy. W ciągu kilku dni lub tygodni od ukąszenia może pojawić się zaczerwienienie, które stopniowo blednie od środka. Typowy rumień (o średnicy przynajmniej 5 cm), który w stu procentach wskazuje na boreliozę, występuje tylko u jednej trzeciej chorych. Dla większości pierwszymi sygnałami toczącego się zakażenia są objawy przypominające początki grypy: gorączka, osłabienie, bóle głowy i mięśni.

Fałszywy obraz: coś z zatokami...

Natalia: – Pierwsze poważniejsze objawy pokazały się po czterech miesiącach. Okropne bóle głowy obejmujące twarz i oczy, do tego osłabione widzenie i straszne zmęczenie. Chodziłam od lekarza do lekarza, próbując dowiedzieć się, co mi jest. Z reguły mówili, że to bóle napięciowe lub zatoki. Tomografia pokazała jednak, że zatoki są czyste.

Prawdziwe oblicze: zakażenie totalne

Jeśli bakterie nie zostaną od razu zabite przez leki, rozprzestrzeniają się po całym ciele. Z krwi przenoszą się do różnych narządów, chętnie lokują się w skórze, ścięgnach, mięśniach, a także w tkance nerwowej. Dlatego choroba może dawać o sobie znać na różne sposoby, np. silnym bólem głowy, zębów, stawów. Często już na tym etapie zakażenia pojawiają się kłopoty z sercem (arytmia, tachykardia) i całe mnóstwo objawów neurologicznych, np. drętwienie ciała, porażenie nerwów, zaburzenia pamięci i koncentracji. Czasem dochodzi do zapalenia opon mózgowych lub mięśnia sercowego.

Fałszywy obraz: to nie borelioza, to SM!

Natalia: – W listopadzie 2006 roku zaczęłam odczuwać zmęczenie i słabość nóg, szwankowała też lewa ręka. Koniec końców trafiłam do szpitala z niedowładem lewej strony ciała. Wyniki badań w kierunku boreliozy – ujemne. Lekarze podejrzewają wczesne SM (stwardnienie rozsiane). Dostałam sterydy.

Źródło: Wróżka nr 7/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube