Szukał złota, znalazł tlen

Zamieniał zwykły metal w złoto, a przy okazji odkrył tlen, który nazwał „duchem świata". Podczas jednego z eksperymentów puścił z dymem część Wawelu, co przyśpieszyło przeniesienie stolicy do Warszawy. Najsłynniejszy polski alchemik Sędziwój już za życia był legendą.


Mimo intensywnych poszukiwań, Sędziwój nie znalazł receptury na kamień filozoficzny. Może dlatego, że w pewnym momencie zdał sobie sprawę, że to, za czym tak gonią alchemicy, po prostu nie istnieje. Zajął się więc nauką i zostawił po sobie kilka ważnych odkryć w dziedzinie chemii.

Udało mu się m.in. około 1598 roku otrzymać tlen podczas prażenia saletry potasowej. Doświadczenie to opisał w 1604 roku w dziele „Dwanaście traktatów o kamieniu filozofów". Stwierdził, że saletra jest ciałem złożonym, zawierającym „ducha świata". Tak właśnie nazwał tlen, uznając go za kamień filozoficzny, który występuje w powietrzu, podtrzymuje palenie i jest konieczny do życia ludzi i zwierząt. Zwolennikami teorii Sędziwoja byli m.in. fizyk, matematyk, filozof i alchemik Isaac Newton, filozof i polityk Francis Bacon oraz chemik i fizyk Robert Boyle. Warto dodać, że tlen został odkryty ponownie przez Carla Sheelego dopiero w 1777 roku.

Urodził się w 1566 roku, w okolicach Nowego Sącza, w zamożnej szlacheckiej rodzinie Jakuba Sędzimira herbu Ostoja. W Krakowie studiował prawdopodobnie medycynę (inne źródła mówią o geometrii, filozofii oraz teologii). Na uniwersytecie po raz pierwszy zetknął się z alchemią i słynnym alchemikiem, kabalistą i astrologiem Elżbiety I, Johnem Dee, oraz jego współpracownikiem, Edwardem Kelleyem.

Sędziwój doszedł do wniosku, że by zgłębić tajniki alchemii, musi ruszyć w podróż po Europie. Odwiedził najlepsze uczelnie: w Cambridge, Ingolstadt, Lipsku, Altdorfie, Frankfurcie, Rostocku, Wittemberdze i Wiedniu. Dzięki majątkowi ojca, a potem spadku po nim, mógł sobie na to pozwolić.

reklama


Szczęście szybko się do niego uśmiechnęło. W Saksonii uratował przed toporem kata szkockiego mistrza alchemii Setona, który nie chciał zdradzić tajemnicy kamienia filozoficznego jednemu z niemieckich książąt. Seton z wdzięczności tuż przed śmiercią (wyczerpały go tortury) miał przekazać Polakowi pilnie strzeżony sekret i... piękną żonę, a także resztki swojej fortuny. Prawdopodobnie jednak to tylko legenda.

Faktem jest, że wkrótce Sędziwój trafił na słynny dwór szalonego cesarza Rudolfa II, wielkiego entuzjasty alchemii. W Pradze zamienił zwykły metal w złoto – wykorzystał ponoć w tym celu proszek, który dostał od Setona, a może użył jakiś innych sztuczek. W każdym razie monarcha był zachwycony. Kazał go nagrodzić inskrypcją: „Niech by inny tyle wniósł, co Sędziwój Polonus".

Sława polskiego alchemika szybko rozniosła się po Europie. Wkrótce został zaproszony na dwór księcia Fryderyka Wirtemberskiego w Stuttgarcie – również entuzjasty alchemii – i... podstępnie uwięziony. Na szczęście, na skutek interwencji króla Zygmunta III, cesarza Rudolfa II i wielu znaczących osób w Europie, książę Fryderyk uwolnił go z więzienia. Za intrygą stał ponoć nadworny alchemik Fryderyka Heinrich Mühlenfels. Poddany torturom nieszczęśnik przyznał się do tego i został skazany na powieszenie.

W więzieniu zrabowano Sędziwojowi klejnoty, większą kwotę pieniędzy, a przede wszystkim złotodajny proszek. Podłamany tym oraz śmiercią żony i dwójki z czworga dzieci (na skutek epidemii), wrócił z Pragi do Krakowa, gdzie zaprosił go Zygmunt III Waza. Przez jakiś czas cieszył się przychylnością polskiego króla, został nawet jego sekretarzem. Był także bliskim współpracownikiem marszałka koronnego Mikołaja Wolskiego. Ich wspólnym dziełem były kuźnie oraz huty żelaza i mosiądzu w Krzepicach. Działalność ta widać się opłacała, bo Sędziwój kupił kilka domów w Krakowie.

Jak głosi legenda dokonał nieudanego eksperymentu alchemicznego i puścił z dymem część królewskiego zamku. To wydarzenie m.in. miało przyspieszyć decyzję Zygmunta III Wazy o przeprowadzce do Warszawy. Sędziwój po przygodzie na dworze królewskim, na chwilę powrócił do rodzinnego Nowego Sącza, by ostatecznie osiąść na Śląsku. Tu spędził ostatnie lata długiego życia w majątku zwanym Krawarze (dzisiejsze Czechy) jako człowiek bardzo zamożny. Tu też, aż do śmierci w 1646 roku, przeprowadzał kolejne doświadczenia. I tu także snuje się uliczkami nocą jego duch. Tak przynajmniej twierdzą miejscowi.

Janina Kruzyńska
fot. shutterstock

Źródło: Wróżka nr 7/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020