Kochanek na dobranoc

Kiedy słyszę, jak czasem kobiety wygadują, że mężczyzna im na nic, a wiem, że nie są lesbijkami, to tylko uśmiecham się pod wąsem...

Swoje przeżyłam i wiem, że każda, ale to każda niemal do ostatniego tchu pragnie męskiego ramienia. I kogoś, kto ją przytuli, gdy na świecie ciemno i źle... Ostatnia feministka w rodzinie, już po czterdziestce, właśnie wychodzi za mąż. Jak należy, pod wiankiem i welonem, choć jeszcze rok temu, po kolejnym zawodzie miłosnym, chciała sobie obciąć piersi i mówiła, że dla niej faceci mogą wymrzeć jak mamuty.

Niedawno córka podrzuciła nam na weekend mężczyznę w wieku lat czterech. Wymyśliliśmy więc dla małego plan rozrywek i, przypominając mu, że przy ludziach powinien się do nas zwracać po imieniu, a nie per „dziadostwo", poszliśmy na festyn. A tam patrzę i oczom nie wierzę! Ręka w rękę, z trójką małych dzieci idzie M. – jedna z najfajniejszych kobiet, jakie znam, z pierwszym mężem, nazwijmy go Y. Wyjątkowym łobuzem i wiecznym chłopcem, któremu kolejne narzeczone i żony dały nick/ksywkę „tylko żadnych dzieci".

Nie widziałam ich z ćwierć wieku, ale oboje niewiele się zmienili. Ja chyba też, więc pogadaliśmy trochę, patrząc na maluchy pętające się wokół nas – nie same wnuki, jak się okazało.

30 lat temu z okładem M. zakochała się jak głupia w Y. i, nie bacząc, że nie rokował żadnych nadziei na dobrego męża, doprowadziła go do ołtarza. Parę lat udawała, że nie widzi jego zdrad, aż niemal publicznie złapała go w łóżku z jakąś dzierlatką i – co było robić – wystawiła go za drzwi. Potem poznała innego, zażądała od Y. rozwodu, wyszła ponownie za mąż, urodziła córkę i wydawało się, że jest szczęśliwa.

reklama


Jednak mąż nr 2 dostał pracę za granicą. M. kochała to, co robiła tu, w kraju – i znów została sama. Praca, dziecko, jacyś okresowi narzeczeni – tak jej mijały lata. W tym czasie Y. zmieniał kolejne dziewczyny, aż w końcu, dobrze po 50., trafił na taką, która nie pytając go o zgodę, urodziła mu dzieci i zaraz potem zginęła w wypadku.

Y. po tym wszystkim wydoroślał. Już nie zajmował się polowaniami na młode ciałka, lecz wychowywaniem synów, których – jak mówiła młodsza od niego sporo lat teściowa – spłodził ostatnim tchem...

Kochał ich ogromnie, spędzał z nimi wieczory i noce, a rano odwoził do przedszkola i odbierał po południu. Tak natknął się na M., która kiedyś – zamiast córki – odbierała swego wnuka. M. czuła, że jakaś część jej życia, za którą wciąż tęskniła, ciągle jest przy tym posiwiałym już i zmachanym facecie.

Dostrzegła, jak bardzo się zmienił. On nie szukał już w kobiecie śliczności. Zrozumiał, czym może być zwyczajna, banalna rodzina, dzieci, ktoś bliski obok, a nie tylko w łóżku. Po 30 latach w końcu stał się mężczyzną. Dla niego M. była na powrót tą jedyną dziewczyną, z którą się kiedyś nie tylko kochał
jak szalony, ale i przyjaźnił. Przywracała utraconą młodość.

Zdecydowali się zamieszkać razem, a potem Y. poprosił M. ponownie o rękę, a ona się zgodziła. I tak została matką dwu łobuzów w wieku swego wnuka...

– Nie boisz się, że historia się powtórzy? – spytałam, gdyśmy się ponownie spotkały na placu zabaw. Roześmiała się tylko. – Są w życiu takie chwile, kiedy doskonale wiesz, że pakujesz się w nieszczęście. Ale też wiesz, że nie jesteś w stanie uczynić nic, żeby go uniknąć. Życie jest niesprawiedliwe. I bardzo dobrze. Gdyby wszystko toczyło się zgodnie z planem, bylibyśmy dziś parą zgorzkniałych, znudzonych sobą lub nienawidzących się staruszków. A tak przeżywamy młodość po raz drugi.

Czy Y. znowu wyruszy na łowy? Kiedyś uważałam to za tragedię, dziś myślę, że czasem lepiej, żeby zamiast gapić się w telewizor, starzejący się facet znalazł sobie kochankę. Ta woń grzechu, strach przed wykryciem, dreszcz przerażenia, gdy ktoś znajomy dostrzega cię w hoteliku za miastem, cuda pomysłowości, by wytłumaczyć, dlaczego wracasz do domu nad ranem.

Żona to twardy grunt. Kochanka to balansowanie na linie, źródło fizycznego i umysłowego podniecenia. I ciało, i umysł uwielbiają takie kuracje odmładzające. Mężczyzna po pięćdziesiątce, który zdobył kochankę, zmienia się z nudnego kocura w tygrysa, chudnie, biega do fryzjera, nosi modne ubrania, kupuje nowy samochód. A świadomość, że grozi mu rozwód, czyli – jak mówią prawnicy – ustalenie, kto zaopiekuje się pieniędzmi, trzyma go na krótkiej smyczy. On nie chce rozwodu. On chce odmiany, która szybko stanie się męcząca.

Co wobec tego powinna zrobić mądra żona, która wyczuje na jego koszuli zapach perfum, których ona nie używa? Poszukać sobie młodego kochanka i nie martwić się, że on taki młody, co będzie za parę lat i co powiedzą ludzie... Dla ciała, zmysłów liczą się najbliższe dni, miesiące. Teraz wyglądasz dobrze, ale to nie będzie trwało wiecznie. Więc jak masz zdradzić, to lepiej się od razu do tego zabierz.

Tak naprawdę myślę. Dziś bym go nie wystawiała za drzwi. Teraz ten facet pasuje do mojego życia, a ja do jego. Po to, byśmy mogli być razem, nie muszę niczego zmieniać ani on nie musi. Więc jesteśmy...

Teresa Jaskierny
fot. shutterstock

Źródło: Wróżka nr 7/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020