Wulkan pod śniegiem

Grace Kelly nie była niewiniątkiem. Najlepsza kandydatka na „matkę narodu", spała z każdym, kto mógł się jej w jakiś sposób przydać. W ciągu trwającej pięć lat kariery „zaliczyła" Gary'ego Coopera, Clarka Gable'a, Binga Crosby'ego, Raya Millanda... Kiedy odpłynęła do Monako, żony aktorów odetchnęły z ulgą.

Ach, co to był za ślub! Bajkowy. Piękna jak marzenie panna młoda i pan młody z szablą u boku przysięgali sobie dozgonną miłość i szacunek. Tłum na ulicach Monte Carlo szalał ze szczęścia, a 30 milionów telewidzów pociągało nosami ze wzruszenia. Książę Monako żenił się z królową Hollywood. Zgodnie z bajkowym scenariuszem mieli żyć długo i szczęśliwie.

Książę i aktoreczka

To był naprawdę błyskawiczny romans – baśnie i hollywoodzkie filmy nie tolerują dłużyzn. Grace Kelly i książę Rainier III Grimaldi poznali się w maju 1955 roku podczas festiwalu filmowego w Cannes, a 11 miesięcy później byli już małżeństwem. Żadnych randek czy podchodów, żadnych kartek walentynkowych, całowania się w parku, chodzenia za rączkę czy innych „przyziemnych" zalotów. Wystarczyły dwa spotkania i kilka miesięcy korespondencji. Postacie z bajek nie potrzebują wiele, żeby zapałać dozgonną szczerą miłością. Ot – przeznaczenie i już! Jakież to wzruszające.

reklama


Ona rezygnuje z kariery, choć jest u szczytu sławy i właśnie dostała Oscara. On daruje swoim poddanym najpiękniejszą księżnę świata. A potem dzieci: dwie córki i upragnionego następcę tronu. Wszyscy są uśmiechnięci, piękni, zdrowi i szczęśliwi. Przynajmniej na oficjalnych zdjęciach. I tu miłośnicy bajek powinni skończyć czytanie, bo dalej nie będzie już tak ślicznie.

Szara myszka w Hollywood

W 1955 roku Grace Kelly była jedną z największych gwiazd filmowych. Ulubienica Alfreda Hitchcocka, złota dziewczyna wytwórni MGM, uosobienie amerykańskiego snu. Choć grała w „fabryce snów" zaledwie od trzech lat, zdążyła już zdobyć sporo Złotych Globów i Oscara (za główną rolę w „Dziewczynie z prowincji").

Miała wszystko, czego trzeba, żeby odnieść sukces – była piękna, utalentowana, a do tego niezwykle pracowita. Na dodatek nie pozwalała żeby sława namieszała jej w głowie. Była dyskretna i uważała na to, co mówi dziennikarzom. Nie robiła spektaklu ze swojego życia prywatnego, nie podsycała plotek. Była przeciwieństwem Marilyn Monroe i innych seksbomb rodem z Hollywood. Roztaczała urok dziewczyny z wyższych sfer – inteligentnej i opanowanej, zmysłowej i fascynującej, ale niedostępnej.

Hitchcock nazwał ją „wulkanem pod śniegiem". Inni – „królową lodu". Ale kiedy gasły flesze reporterów i światła na planie filmowym, Grace z ulgą schodziła z piedestału. Zakładała okulary z grubymi szkłami (od dziecka była krótkowidzem), buty na płaskim obcasie i skromne, wygodne ubranie. Zmywała makijaż – na co dzień używała tylko szminki. Mówiła niewiele, ale zawsze bardzo uprzejmie. Lubiła robić na drutach i czytać książki. Ot, szara myszka, grzeczna dziewczynka z dobrego domu.

Państwo Kelly są rozczarowani

Jej rodzice nigdy nie spodziewali się, że Grace do czegoś dojdzie. Zawsze uważali ją za najmniej wartościowe ze swojej czwórki dzieci. Reszta rodzeństwa była przebojowa, silna, umiała się rozpychać łokciami. A Grace? Szkoda mówić.

Od urodzenia chorowita, na dodatek skryta i bardzo nieśmiała. Ojciec, murarz z zawodu, za pożyczone pieniądze stworzył wielkie przedsiębiorstwo budowlane. Oprócz tego był trzykrotnym medalistą olimpijskim w wioślarstwie. Matka także miała za sobą karierę sportową. Po wyjściu za mąż poświęciła się całkowicie opiece nad domem i dziećmi. Miała jeden cel – wychować czwórkę Ludzi Sukcesu. Wierzyła w dyscyplinę (syn nazywał ją potem „pruskim generałem") i samokontrolę.

Wpajała dzieciom, że powinny wyglądać i zachowywać się nienagannie, że okazywanie uczuć to niedopuszczalny błąd. Zakazała im płakać. Miały być miłe, grzeczne i uśmiechnięte, nawet podczas choroby. Z tym Grace dawała sobie jeszcze jakoś radę. Ale na reszcie zadań poległa. Rodzice nie ukrywali rozczarowania tą wątłą, cichą okularnicą. Otwarcie faworyzowali jej starszą siostrę Peggy i brata.

Grace zamiast biegać i dokazywać, zamykała się w swoim pokoju i bawiła się w teatr albo czytała książki. A od tego nie zostaje się Człowiekiem Sukcesu. Chciała tańczyć w balecie, jednak urosła za duża i za ciężka. Grała w tenisa, ale niezgrabnie. Tak niezgrabnie, że pewnego razu rozjuszony tatuś posłał jej piłkę prosto w nos. Za karę. „Nigdy nie czułam się ładna, inteligentna, ani specjalnie uzdolniona" – powie Grace w jednym z wywiadów. „Cokolwiek potrafi Grace, Peggy umie zrobić to lepiej" – oznajmił dziennikarzom jej ojciec, w dniu gdy dostała Oscara.

Utalentowana panna Grace

Lekceważenie ze strony rodziny przekonanej, że Grace i tak do niczego nie dojdzie, miało jednak swoje dobre strony. Gdyby to jej starsza siostra chciała pójść do szkoły aktorskiej zamiast na uniwersytet, rodzice zapewne kategorycznie by jej tego zakazali. W końcu uważali aktorstwo za coś „niewiele lepszego od prostytucji". Ale Grace? Z niej i tak nic nie będzie. Niech sobie zostaje aktorką. Niech jedzie do Nowego Jorku i marnuje czas na pogoń za idiotycznym marzeniem. Ale oni za to nie zapłacą.

Źródło: Wróżka nr 7/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020