W średniowieczu byłam zakonnicą

Wierzę, że po śmierci odradzamy się w innych wcieleniach i w możliwość telepatycznego porozumiewania się ze zmarłymi – mówi Maja Błaszczyszyn*, biochemik, dietetyczka, specjalistka medycyny naturalnej.

Odkąd pamiętam, widziałam siebie w roli kogoś, kto pomaga innym. Może niekoniecznie jak Matka Teresa, ale los chorych i nieszczęśliwych zawsze mnie poruszał. Podobno już we wczesnym dzieciństwie pochylałam się nad każdą muszką, nie pozwalałam krzywdzić komarów, mrówkom robiłam kanapki... Jeśli któremuś z dzieci z sąsiedztwa działa się krzywda i płakało, ja płakałam razem z nim. Gdy się skaleczyło, od razu biegłam, żeby mu pomóc. I dopiero po latach dowiedziałam się, że nie działo się to bez przyczyny.

Po ukończeniu studiów biochemicznych zajmowałam się diagnostyką laboratoryjną. Ale czułam, że to nie jest to, co chciałabym w życiu robić. Ciągnęło mnie w stronę terapii naturalnych. Chciałam pokazywać, że każdy człowiek ma ogromny wpływ na swoje zdrowie. Że prowadząc odpowiedni styl życia, może uniknąć wielu schorzeń, a niekiedy nawet się ich pozbyć. Dziś trudno mi już wyliczyć, ile odbyłam kursów i rozmaitych szkoleń, także zagranicznych. Wszystko po to, żeby zdobyć odpowiednią wiedzę, którą potem mogłabym przekazywać innym.

Moją pasją stały się zioła. I dziś już wiem, dlaczego... Kiedyś w Anglii zwiedzałam piękny ogród pełen ziół. Nagle zaczęłam nazywać każde ziółko po angielsku. A wtedy jeszcze nie znałam tego języka! Co więcej, nawet po polsku nie wiedziałam, jak niektóre z nich się nazywają! Byłam tym nie mniej zdumiona niż towarzyszący mi znajomi.

reklama


Niedługo potem, już w Polsce, gościłam w swoim domu szamankę indiańską, która została zaproszona na kongres Towarzystwa Psychotronicznego. I ona wytłumaczyła mi, że w dawnym wcieleniu, w średniowieczu, byłam zakonnicą i leczyłam ziołami. Kiedyś przyszła zaraza i sporo ludzi, w tym głównie dzieci, zmarło. Nie pomogły nawet moje ziołowe mikstury. I ja, według słów tej szamanki, przeżywam ich śmierć do dzisiaj. To dlatego jestem od dziecka tak wrażliwa na cudze nieszczęścia. I gdy przychodził do nas bardzo chory pacjent i trudno było mu pomóc, chorowałam razem z nim. Odczuwałam, wyraźnie fizyczne dolegliwości.

Wierzę, że po śmierci odradzamy się w innych wcieleniach. W moim życiu miało miejsce wiele zdarzeń, które tego dowodzą. Chociażby jedna z sesji terapeutycznych, której się poddałam. Miałam głęboko oddychać. W pewnym momencie poczułam, że z coraz większym trudem nabieram powietrza, że coś zaczyna mi bulgotać w gardle. Po sesji okazało się, że na szyi mam czerwoną bolącą pręgę, która utrzymywała się przez kilka następnych dni. Skontaktowałam się z szamanką, specjalistką od reinkarnacji. Wyjaśniła szybko, że w jednym z poprzednich wcieleń ktoś... poderżnął mi gardło.

Wierzę także w możliwość telepatycznego porozumiewania się ze zmarłymi. To było po śmierci mojego męża, kilkanaście lat temu. Tak sobie z nim rozmawiałam (tak, tak, bo wiem, że jest przy mnie), a akurat niebawem miała się urodzić nasza wnuczka. Nasza córka Monika nie chciała wcześniej znać płci dziecka. Ale mnie coś korciło, żeby spytać, czy on może wie. A on na to, że skoro Monika nie chce wiedzieć, to on nie powie. I nie powiedział. Tylko dodał, że zawsze będzie się nami opiekował. I moja wnuczka Ola, która przecież nigdy dziadka nie widziała, bo go nie zdążyła poznać, nieraz mówiła, że czuje, że dziadek przy niej jest.

Kiedyś, też już po śmierci męża, miałam lecieć samolotem do Wiednia. Bilet już był zarezerwowany, wszystko prawie zapięte na ostatni guzik. I oto znajomi, też wybierający się w to samo miejsce, zaproponowali, że może lepiej jechać samochodem. Że ciekawiej, bo po drodze będziemy trochę zwiedzać. Nie bardzo miałam na to ochotę, coś mnie powstrzymywało przed podróżą samochodem. Ale w końcu się zgodziłam. I jeszcze w Polsce mieliśmy wypadek.

Na szczęście, nikomu nic groźnego się nie stało. Ja miałam tylko złamane dwa żebra. Ale pamiętam, jak tuż po wypadku, słyszałam głos męża. „Nie powiem, że nie mówiłem, ale cię ostrzegałem. Tylko nie chciałaś mnie słuchać. Następnym razem słuchaj mnie uważnie...". I teraz już słucham, nauczyłam się odczytywać sygnały, jakie mi daje.

Czasami mąż lubi się ze mną podroczyć. Kiedyś go spytałam, czy już się reinkarnował, i w jakim jest wcieleniu. A on na to, że na razie jest bardzo zajęty, że ma bardzo dużo pracy i będzie się reinkarnował dopiero za kilkaset ziemskich lat... A ja jestem też bardzo zajęta tu, na Ziemi. Mam jeszcze tyle planów...

Maja Błaszczyszyn – biochemik, dietetyczka, specjalistka medycyny naturalnej, szefowa Poradni Medycyny Naturalnej w Warszawie, autorka książek o tej tematyce. Ma dwoje dorosłych dzieci i wnuczkę.

spisała Bożena Stasiak
fot. shutterstock

Źródło: Wróżka nr 8/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020