Coś dla panów, coś dla dam

Mieszczanie i arystokracja w czasach Habsburgów nie żałowali sobie przyjemności życia – hulanek, swawoli, miłosnych afer z aktoreczkami, polowań i wyczynowej jazdy konnej. Były to rozrywki przede wszystkim panów. Bo ich żony – kobiety bogobojne i uczciwe – miały na głowie dom i wychowywanie licznego potomstwa.

Od połowy XIX w., wieku pary i elektryczności, świat zmieniał się w tempie dotąd niespotykanym. W Wiedniu zaczęły królować walce, uważane przez większość pań za taniec wyuzdany. Niektóre damy ostentacyjnie opuszczały nawet salę, gdy orkiestra grała „Nad pięknym modrym Dunajem". W Paryżu z kolei panienki z kabaretu Moulin Rouge, w dzielnicy czerwonych latarni, pod wzgórzami Montmartre, tańczyły kankana bez majtek, wysoko zadzierając spódnice. Wolność obyczajowa wlewała się coraz szerszym strumieniem do Paryża i Berlina. W związku z pojawieniem się codziennej prasy gawiedź miejska karmiła się najbardziej nieprawdopodobnymi plotkami, także z życia wyższych sfer.

Wiedeń pozostawał stolicą konserwatywnej Europy. Męska część burżuazji doprowadziła więc podwójne życie do granic absurdu. Z jednej strony wymagano od żon wierności i bogobojności, a młodzież przestrzegano przed zgubnym nałogiem masturbacji, który miał wywoływać nawet choroby psychiczne. Z drugiej – jak grzyby po deszczu wyrastały burdele, saloniki rozkoszy i tym podobne przybytki, w których obrońcy moralności i „zasad zdrowego życia" mogli oddawać się najbardziej wyuzdanej rozpuście. Nic dziwnego, że niebawem sami nazwali te czasy la belle époque (piękną epoką).

Podwójna moralność stała się cechą tak wyróżniającą burżuazję, że rodzące się wtedy partie robotnicze w swoich programach postulowały wręcz wspólnotę żon. Chodziło o uniknięcie drobnomieszczańskiej „dulszczyzny", czyli podwójnej moralności i powstrzymanie fali prostytucji zatapiającej większe miasta.

reklama


Piękną epokę stale przenikały dreszcze nadchodzącej katastrofy wojennej. A to z kolei rodziło postawy dekadenckie. Dekadentem stawał się najczęściej przedstawiciel nowej klasy – inteligent zapijający przeczucie upadku dawnego świata i bezsens istnienia. Tak jak uznawany za przywódcę, przez cyganerię berlińską, „genialny Polak" Stanisław Przybyszewski, który wygłaszał na poważnie wykłady o „chuci" i „lodowatej spermie diabła". Albo jak filozof Fryderyk Nietzsche objawiający ludziom „wiedzę radosną": życie bez Boga i wyrzutów sumienia, szczególnie przeznaczone dla „nadludzi".

Dawne życie rodzinne i publiczne budziło ostry sprzeciw. Artyści, młodzi inteligenci i rodzące się elity klasy robotniczej uznawali je za dowód robnomieszczańskiego zakłamania, pełnego zachowań na pokaz. Coraz powszechniejsze były głosy, także kobiet, że filisterstwo należy zwalczać.

Filister, wyraz o niejasnym pochodzeniu, stał się synonimem głupawej obłudy. Mieszczańskiego życia na pokaz, niedzielnych spacerów z rodziną, grzecznego uchylania kapelusza, ciastka zjadanego z dziećmi i małżonką w cukierni. A po tym pełnym poświęcenia dla rodziny dniu drobnomieszczanin udawał się do burdelu, by skorzystać z usług płatnych panienek. Dwuznaczność tej sytuacji polegała też na tym, że nie był on w stanie się do tego przyznać. Co jednak mógł czuć do małżonki, którą poślubił dla interesu, a nie z miłości?

Nic dziwnego, że ówczesne poradnie rodzącej się psychologii zaczynają się zapełniać cierpiącymi na „histerie" bogatymi pacjentkami. Szczególnie w Wiedniu, gdzie surowa moralność narzucana przez dwór Habsburgów nieustannie zderzała się z duchem nowych czasów, tworząc mieszankę piorunującą. Leopold Ritter von Sacher-Masoch wprowadził termin masochizmu na określenie dolegliwości, na które skarżyły się pogubione mieszczanki. Profesor austriacki Richard Freiherr von Krafft-Ebing na podstawie obserwacji opisał po raz pierwszy objawy patologii seksualnej. (Dzisiaj nauka nie uznaje już wszystkich podanych przez Kraffta-Ebinga przypadków za patologie).

I wreszcie najsławniejszy z nich – Zygmunt Freud badający wiedeńskie bogate Żydówki. Powiązał on objawy ich histerycznych zachowań z seksualnymi zahamowaniami. Podświadome poczucie krzywdy wynikające z nierówności praw moralnych dla kobiet i mężczyzn wpędzało panie w poważne psychiczne i emocjonalne zaburzenia.

Z jednej strony rodziła się więc wolność obyczajowa w Europie i w roztańczonym Wiedniu. Z drugiej – obowiązywały nadal surowe reguły narzucane przez dynastię Habsburgów. Tutaj jakby czas się zatrzymał. Wiedeński dwór, obok madryckiego, był jedynym w Europie, gdzie obowiązywały stare tradycje i etykieta wprowadzona w XVI w. przez cesarza Karola V Habsburga.

W rodzinie Habsburgów nawet w kontaktach z najbliższymi każdą czynność regulował stosowny ceremoniał, odpowiednie skinięcie głowy, ukłon, językowy zwrot. Obowiązywał też sztywno ustalony program dnia. Cesarzową ubierały garderobiane odpowiedzialne za konkretną część jej bogatego stroju. Nikt nie mógł się odezwać przed cesarzem podczas posiłków. A że ten do rozmownych nie należał, więc zwykle kończył jeść pierwszy. I szybko wstawał, a wraz z nim musieli wstać pozostali stołownicy. Radzi nie radzi, wygłodniali śpieszyli do hotelu Sachera w Wiedniu, by tam najeść się wreszcie do syta. Nawet więc na dworze obowiązywały podwójne reguły – domowa wstrzemięźliwość i hulaj dusza – piekła nie ma, kiedy już udawało się wyrwać na miasto.

Źródło: Wróżka nr 9/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019