Zamiast nie, powiedz tak!

To będzie historia o... czekaniu. A może raczej o miłości? Jeśli zgodzimy się z poetką Marią Pawlikowską-Jasnorzewską, że miłość jest „czekaniem na zieloność traw, na pieszczotę rzęs, na listy, szelesty, na pukanie do drzwi...". Ale też o telepatii.

Jakub czekał. Nie miał wielkich nadziei, ale czekał. Na co? Na jakiś znak, że się nie myli, że ona też TO poczuła. Wystarczyłaby mu ta wiedza. Był realistą. Miał córkę tylko kilka lat młodszą od niej. Nie spodziewał się, że mu się coś takiego przydarzy: pierwszy raz w życiu poczuł prawdziwe „uderzenie pioruna", które tak dobrze określa niespodziewane zakochanie.

Jakub miał pracownię architektoniczną i sporo zawodowych sukcesów. Także dzięki żonie, którą poznał na studiach. Ale to nie nagłe uczucie do Joasi rozbiło jego rodzinę. Od dawna byli z Beatą parą przyjaciół – nie małżonków. Choć formalnie się nie rozwiedli. Właśnie z powodu córki. Dorota nie wyobrażała sobie utraty ojca po raz drugi...

Pierwszy raz porzucił ją biologiczny ojciec, ówczesny przyjaciel Jakuba. Też architekt. Na studiach tworzyli zgrany zespół: Beata, Jakub i Wojtek. Beata zakochała się w Wojtku. Kiedy okazało się, że jest w ciąży, wzięli ślub cywilny. Wojtek nawet nie udawał, że będzie się starał sprostać roli męża i ojca. Chodził do znajomych i użalał się nad sobą. Nie zamieszkał z Beatą i dzieckiem.

Kiedy Beata i Jakub założyli pracownię, zostali partnerami nie tylko w pracy. Wojtek szybko uznał, że ten nowy układ rozwiązuje też jego problemy. Rozwód był tylko formalnością.

Dwa lata temu w pracowni „B & J" pojawiła się Joasia. Beata i Jakub wybrali ją spośród absolwentów Wydziału Architektury. Już podczas pierwszej rozmowy Jakub nie umiał ukryć wrażenia, jakie zrobiła na nim ta młoda kobieta. Prawdę mówiąc, wyglądała na licealistkę. Drobna, eteryczna blondynka o szarozielonych oczach, ubrana w niebieską sukienkę w kwiatki i sandałki z rzemykami. Ale jej projekty były śmiałe, dojrzałe, z rozmachem.

– Będziesz potrafił z nią pracować? – zapytała Beata bez cienia złośliwości.
– Co to za pytanie? – odpowiedział zmieszany.

reklama


Ale wcale nie było łatwo. Jakub i Joasia czuli się skrępowani swoją bliskością i wkładali wiele wysiłku, by nie posunąć się ani o krok dalej. Joasia po pracy błyskawicznie znikała, rano pojawiała się jako ostatnia. Tylko przy stole kreślarskim nie dało się stanąć razem i osobno jednocześnie.

Jakub nie przestawał o niej myśleć i w pracy, i w domu. Już wtedy mieszkał sam. Każdego wieczoru wracał do siebie i... czekał. Na telefon, na dzwonek do drzwi. Po kilku tygodniach doszedł do wniosku, że musi coś zrobić, bo może ona nic nie wie?

Wtedy przyszedł mu do głowy pomysł z telepatią. – Chyba zwariowałem – od razu go ocenił, ale nie porzucił. Sięgnął po książkę, w której opisany został eksperyment, w którym wzięli udział... marszałek Józef Piłsudski i słynny jasnowidz Stefan Ossowiecki! Panowie umówili się, że o ustalonej godzinie (zsynchronizowali nawet zegarki), oddaleni na znaczną odległość, przekażą sobie jakąś wiadomość.

Historię tę opisała we „Wspomnieniach" żona marszałka, Aleksandra Piłsudska. W zupełnej ciszy panującej w domu marszałek usłyszał w głowie dwa słowa w języku rosyjskim! Okazało się później, że zanim Ossowiecki przesłał swoją wiadomość, do pokoju weszła jego żona Rosjanka i powiedziała coś do niego. Te dwa rosyjskie słowa odebrał Piłsudski.

Jakub miał dla Joasi jedną i tę sama wiadomość: „czekam na ciebie, zawsze będę czekał". Tamtego wieczoru także ją do niej posłał, wyjątkowo mocno skupiając się, aby do niej dotarła.

Było już po dziesiątej, gdy zadzwoniła do jego drzwi! Nie odważył się zapytać, czy to dzięki telepatii. Rozstali się rano. On przyjechał do pracowni pierwszy. Potem zjawiła się... Beata z podaniem Joasi o rozwiązanie umowy o pracę. Jakub już jej nie zobaczył. Od jednego z pracowników dowiedział się, że od jakiegoś czasu planowała wyjazd za granicę.

Poznałam Jakuba u znajomych, którym projektował dom. Zaprzyjaźnili się. Próbowali go wyswatać ze swoją kuzynką, bo wydawał się taki samotny.
– Czy pani widzi przy mnie tę kobietę? – zapytał mnie rozbawiony tym pomysłem.
– Nie widzę – powiedziałam, patrząc w rozłożone karty.
– A inną?
– Tylko tę, na która pan czeka.
– To znaczy, że się doczekam? – nagle spoważniał.
– Pod warunkiem, że zamiast nie, powie pan tak.

Nie pytał dalej, nie drążył, jak ma rozumieć moje słowa, obiecał, że je zapamięta. Kilka miesięcy później dostał zaproszenie na ślub i wesele swojego klienta. Na 30 września. To była też data jego ślubu z Beatą! Przypadek? U ważnego klienta Jakub spodziewał się tłumu gości. Nie znosił takich spędów. Zamierzał znaleźć jakiś pretekst, żeby się z tego wykręcić. Wtedy przypomniał sobie swoją obietnicę. I zamiast nie, powiedział tak, potwierdził swoją obecność.

Zobaczył Joasię w bocznej nawie kościoła. Szarozielone oczy, jasne włosy, upięte nisko na smukłej szyi. Ona też go zauważyła. Uśmiechnęła się. I już wiedział, że nie zamierza przed nim uciekać. Nie tym razem.

PS A jeśli chodzi o telepatię, to J. Piłsudski twierdził, że o urodzinach swojej pierwszej córki Wandy dowiedział się właśnie w taki sposób 7 II 1918 r. Siedział wtedy w celi twierdzy w Magdeburgu.

Anna Złotowska

Źródło: Wróżka nr 9/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020