Gorzka lekcja

Bądź czujna, gdy miłość zapuka do twego serca. Otwórz jej drzwi, bo drugi raz może cię nie odwiedzić.

Krystyna była wycofanym i nieśmiałym dzieckiem. I raczej stroniła od rówieśników. Jej matka załamywała ręce, widząc, jak rośnie jej w domu odludek. Namawiała ją do wyjścia na imprezy, na szkolne wypady, ale Krysia zawsze odmawiała. W końcu jednak znalazła sposób, by pomóc córce otworzyć się na świat.

Krystyna kochała śpiewać. Miała piękny głos. Codziennie zamykała się w pokoju i godzinami wyśpiewywała różne melodie. Ciągłe śpiewy doprowadzały jednak rodziców do szału i mama namówiła Krysię, by poszła do miejscowego domu kultury i znalazła tam dla siebie odpowiednią sekcję. I dziewczyna posłuchała rady. Poznała wspaniałych ludzi, którzy pomogli jej uwierzyć we własne możliwości. Dotrzymywali towarzystwa wieczorami i zabierali w wakacje na biwaki.

– Najbardziej zaprzyjaźniłam się z Pawłem – wspomina. – Zachwycająco grał na gitarze, a ja spijałam każdy wychodzący spod jego palców dźwięk. Po kilku miesiącach zaprzyjaźniliśmy się i staliśmy nierozłączni. Rozumieliśmy się w pół słowa, potrafiliśmy rozmawiać godzinami i nigdy się ze sobą nie nudziliśmy. Ufałam mu i mogłam mu się zwierzyć ze wszystkiego. To on powiedział, że mam talent i powinnam iść do szkoły muzycznej, żeby szkolić głos.

Na egzaminy pojechał razem z Krysią. Dodawał jej otuchy i odwagi. A gdy szczęśliwie znalazła się wśród przyjętych, świętował z nią sukces. Potem przyjeżdżał na występy dziewczyny i z zachwytem słuchał, jak śpiewa.

– Był moim przyjacielem i czułam się z tym bardzo dobrze – opowiada Krysia. – Nigdy nie łączyło mnie z nim nic romantycznego, erotycznego. Przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. I nagle wszystko się skończyło...

Pewnego dnia Krystyna spotkała na przystanku Martę – wspólną koleżankę. Żartowały, opowiadały sobie różne plotki o znajomych. Aż nagle Marta wypaliła: „A ty, kiedy w końcu dojrzejesz do jakiegoś romansu z Pawłem? Dziewczyno, przecież on poza tobą świata nie widzi! Chce wreszcie być dla ciebie kimś więcej niż tylko kolegą!".

reklama


– I wtedy stało się coś dziwnego – wspomina Krysia. – Jakby grom z nieba mnie poraził. Nie wiem dlaczego, ale poczułam się dziwnie. W pewnym sensie zdradzona przez Pawła! Pomyślałam, że jeśli się we mnie kocha, to sprzeniewierzył się naszej przyjaźni. Do dziś nie rozumiem, co wtedy działo się w mojej głowie i dlaczego tak silnie zareagowałam. Jakbym przestraszyła się tej miłości. Od czasu rozmowy z Martą zaczęłam go odpychać. Nie mogłam już zachowywać się jak dawniej.

Krystyna złamała Pawłowi serce. Chłopak próbował z nią rozmawiać. Pytał, co się zmieniło, co takiego się stało. Ale ona nie potrafiła szczerze odpowiedzieć mu na to pytanie. W końcu po tygodniach walki, telefonów, prób rozmowy i rozpaczy Paweł się poddał. Zniknął z jej życia.

– Dopiero po jakimś czasie boleśnie przekonałam się o tym, co straciłam, co odrzuciłam – mówi Krysia ze smutkiem. – Przekonałam się, że w głębi serca też go kochałam. Nie tylko jak przyjaciela, ale jak mężczyznę. Tylko nie potrafiłam się na to uczucie otworzyć, nie umiałam go do siebie dopuścić. A przecież tyle Pawłowi zawdzięczałam. Dał mi wsparcie, pełną akceptację, śmiech do łez. Potem już nigdy tak dużo się nie śmiałam.

Również za swój zawód Krystyna mogłaby podziękować przyjacielowi. Została bowiem cenioną śpiewaczką, sopranistką. To Paweł pomógł jej uwierzyć, że ma wielki talent i to on zabronił jej go zmarnować.

Ich drogi rozeszły na niemal dwadzieścia lat. W tym czasie Krystyna przeżyła kilka romantycznych przygód i prób budowania poważnych związków. Jednak zawsze było w nich coś nie tak. – Za każdym razem brakowało mi porozumienia dusz, podobnego poczucia humoru, tych samych priorytetów – opowiada, wzdychając. – Wybierałam mężczyzn, z którymi zbudowanie szczęśliwej relacji po prostu nie było możliwe. Łudziłam się tylko, że coś z tego będzie. Dawałam się tym facetom upokarzać, oszukiwać, zwodzić. Byle tylko nie być sama. A w końcu i tak lądowałam jako samotna. Przez te lata często myślałam o Pawle. Wspominałam nasze dobre chwile, wyrzucałam sobie własną głupotę. Zastanawiałam się nad tym, jak by wyglądało moje życie, gdybym wtedy nie odrzuciła miłości Pawła?

Swoje czterdzieste urodziny Krystyna świętowała w gronie koleżanek. Nie było obok niej żadnego ukochanego. – Tego dnia uświadomiłam sobie, że jestem już tylko bezdzietną, samotną, starą panną – wspomina. – Czułam się naprawdę podle. I nawet to, że miałam cudowną pracę w operze, nie poprawiało mi nastroju.

Wreszcie wpadła na genialny pomysł: spróbuje dowiedzieć się, jak potoczyły się losy Pawła. Odnalazła go na jakimś portalu społecznościowym. Zbyt wiele się stamtąd nie dowiedziała, ale przynajmniej mogła wysłać do niego maila. – Nie liczyłam zbytnio na odpowiedź, jednak postanowiłam chociaż mu przypomnieć o swoim istnieniu. A on... odpowiedział – mówi z uśmiechem. – Ba! Nawet chyba się ucieszył. Dziwnie nam było rozmawiać przez bezduszny komputer, dlatego zaczęliśmy do siebie dzwonić. I było tak, jakbyśmy widzieli się wczoraj.

Znów rozumieli się w pół słowa, wciąż śmieszyły ich te same rzeczy i mieli podobne poglądy. Paweł jak dawniej dobrze nastrajał Krysię swym pozytywnym nastawieniem do życia, akceptował ją bez zastrzeżeń i na każdym kroku doceniał. – Martwił się, że czuję się samotna – opowiada. – Że nie mam własnej rodziny, dzieci. On, to co innego. Od kilkunastu lat był żonaty z... Martą! Mają troje dzieci. Początkowo wietrzyłam jakiś podstęp. Wmawiałam sobie, że Marta wtedy opowiedziała mi o miłości Pawła, żeby nas poróżnić. Żeby szybko zająć miejsce u boku Pawła. Ale tym razem odważyłam się opowiedzieć wszystko Pawłowi i dowiedzieć się, jakim cudem zostali parą. Przyznałam się, że przez te wszystkie lata tęskniłam za nim i nie mogłam sobie darować, że pogrzebałam tę wspaniałą przyjaźń.

Paweł podzielał żal Krystyny. Przyznał, że przez wiele lat śnił tylko o niej i nigdy już tak nie kochał jak wtedy. A Marta? Kiedy został odepchnięty, ona jedna była przy nim. Pozwalała się wyżalić, tuliła, wspierała. W końcu przyszły też romantyczne uczucia. Pokochał Martę i zdecydował, że chce z nią spędzić życie i mieć dzieci.

– Znów jesteśmy z Pawłem blisko – zwierza się Krysia. – Bardzo blisko. Stara miłość nie rdzewieje, a czasem nawet rośnie w siłę. Spędzamy razem mnóstwo czasu, Paweł przychodzi na moje koncerty i niezmiennie się mną zachwyca. Mogę porozmawiać z nim o wszystkim i zapytać o najskrytsze myśli. Ale on kocha też swoją rodzinę i jest lojalnym mężem. Powiedział, że nie odejdzie od Marty, nawet dla mnie. Obiecuje, że zawsze będzie dla mnie największym przyjacielem, ale nigdy nie zostanie moim kochankiem. Jest odpowiedzialny i nie może tego zrobić swoim najbliższym.

– Nie tracę jednak nadziei. Będę czekać cierpliwie. Może Paweł kiedyś zmieni zdanie? A jeśli nie, i tak będę go kochać, bo jest moją bratnią duszą – dodaje Krystyna ze łzami w oczach.

Ta historia nie ma najszczęśliwszego końca, ale Krystyna wiele się nauczyła. Dziś wie, że prawdziwa miłość może przydarzyć się tylko raz i trzeba bardzo uważać, żeby jej nie przeoczyć i w porę wpuścić do swojego serca...

Sylwia Bartczak
il. E. Banach-Rudzik
fot. shutterstock

Źródło: Wróżka nr 11/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020