Doceń, zanim stracisz

Kiedyś na wernisażu znanej malarki poznałam jej przyjaciółkę Agnieszkę. Też trochę malowała, tyle że hobbystycznie, akwarelami. Potem parę razy spotkałyśmy się przy okazji imprez u znajomych. Polubiłyśmy się.

Przyszły wakacje i znajomość trochę się rozluźniła. O tym, że powinnam do niej zadzwonić, przypomniał mi sen. Ten sam, powtarzający się od kilku dni. Szłam
w nim na spotkanie z Agnieszką i cały czas coś stawało mi na przeszkodzie. A to gubiłam drogę, a to autobus nie zatrzymywał się na przystanku, na którym powinnam wysiąść. Albo rozmawiałam z nią przez telefon, a ona mnie nie słyszała. Budziłam się za każdym razem zmęczona.

W końcu do niej zadzwoniłam. Odebrała telefon, ale bardzo słabo mnie słyszała. Była za granicą. Obiecała, że zadzwoni po powrocie. Po tygodniu siedziałyśmy przy kawie. Opowiedziałam jej, że mi się śniła i że zadzwoniłam w obawie, że coś w jej życiu niedobrego się dzieje. Przyznała, że ma problemy małżeńskie. I że myślała właśnie o spotkaniu ze mną.

– Nie dogadujemy się z mężem – mówiła. – Bardzo chcę mieć dziecko, a on żyje tylko pracą i wyjazdami. W tym roku minęło sześć lat od ślubu. Od trzech się nie zabezpieczamy. I nic. Arkadiusz jest pewien, że to ze mną jest coś nie tak. Ale sam nie chce iść na badania. Ostatnio cały czas się kłócimy.

Wiedziałam, że mąż Agnieszki ma dzieci z pierwszego związku, które z jego byłą żoną mieszkają za granicą. I że utrzymują stały kontakt. Czułam, że Agnieszka się tego boi. Bo a nuż przyjdzie Arkadiuszowi do głowy, żeby znów połączyć się z tamtą rodziną?

– Ten szósty rok małżeństwa przewróci do góry nogami całe twoje życie – przerwałam jej żale. Za kilka miesięcy będziesz już wiedziała, na czym stoisz. A jeśli chodzi o ciążę, to problem macie obydwoje. Arkadiusz też powinien się zbadać.

reklama


Minęło kilka tygodni i mam telefon od Agnieszki. W końcu przekonała męża do badań. – Miałaś rację – mówiła podekscytowana. – Problem nie jest tylko po mojej stronie. Właśnie razem przechodzimy terapię. Prowadzący nas lekarz uprzedził, że może się skończyć na zapłodnieniu in vitro. Wpadnę do ciebie na kawę. Teraz mnie dręczą sny z tobą w roli głównej – powiedziała na koniec.

Minęło kilka dni i znów siedziała przede mną. – Może nie powinniśmy z Arkadiuszem mieć dzieci – dzieliła się swoimi wątpliwościami. – Ciągle mamy pod górkę. Na siłę się staramy, czy to nie jest wbrew przeznaczeniu? Ja tak naprawdę do tego ojcostwa go zmuszam. Arkadiusz już na wszystko się zgadza, dla świętego spokoju. Moja mama mówi, że to wygląda tak, jakby nic nas nie łączyło, poza staraniem się o dziecko. A mąż ma pretensje, że przeze mnie z nerwów boli go brzuch. Że żyje od kilku miesięcy w ciągłym stresie.

– Agnieszko! On cię kocha. Ale czuję przy nim chorobę. I to nie jest związane ze stresem. Widzę przy nim zabieg...
Agnieszka bardzo się tym zdenerwowała.
– Czy to coś strasznego? – dopytywała przerażona.
– Widzę tylko zabieg i że się dobrze skończy – odpowiedziałam.

Choroba Arkadiusza dała znać o sobie szybciej, niż myślałam. Bo jeszcze tego samego dnia, kiedy rozmawiałam z Agnieszką, on wracał z zagranicznej delegacji. Z ostrym bólem brzucha pojechał prosto z lotniska do szpitala. W trakcie wstępnych badań myśleli z Agnieszką o najgorszym. Kilka lat wcześniej jego ojciec zmarł na raka żołądka. Lekarze orzekli, że konieczna jest natychmiastowa operacja. Okazało się, że był to rozlany wyrostek robaczkowy. Zabieg trwał kilka godzin.

– W tym czasie z teściową modliłyśmy się na szpitalnym korytarzu – opowiadała później Agnieszka. – Nigdy tego nie zapomnę, jak lekarz o drugiej nad ranem wyszedł do nas i powiedział, że już po zabiegu i wszystko dobrze się skończyło. Byłam taka szczęśliwa, płakałam i dziękowałam Bogu, że mąż żyje. Przy wypisie poinformowano nas, że miał szczęście, że w porę trafił na stół operacyjny. Niewiarygodnie zabrzmi, ale w ostatniej chwili udało mu się przebukować powrotny bilet na samolot. Tak źle się wtedy poczuł.

Dzięki temu wydarzeniu Agnieszka i Arkadiusz zrozumieli, jak bardzo się kochają. Ten trudny moment zmienił ich życie. Postanowili walczyć o to, by mieć dziecko. Wczoraj Agnieszka znowu zadzwoniła do mnie. Jest w ciąży, po drugiej próbie in vitro. Za cztery miesiące urodzi synka. Powtarzają z Arkadiuszem, że gdyby nie wyrostek, nie wiadomo, jak potoczyłoby się ich życie. I że człowiek docenia to, co ma, gdy to może stracić.

Arkadiusz przyznał się jej, że po nieudanym pierwszym małżeństwie bał się mieć kolejne dzieci. Uważał, że i bez nich jest im dobrze. Mają siebie i jest super. I że kiedy Agnieszka oszalała na punkcie ciąży, coś w nim pękło i zaczął się od niej oddalać. Teraz rozmawiają ze sobą o wszystkim, tak jak na początku związku. Są pewni swojej miłości. W żartach mówią, że kiedyś synkowi urodzą jeszcze siostrę. A ja wiem, że tak będzie, bo już widzę tę dziewczynkę...

Aida Kosojan-Przybysz
fot. shutterstock

Źródło: Wróżka nr 12/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020