Wolny seks i negliż

Modne stały się trójkąty i czworokąty w związkach partnerskich. Nikt nikomu nie zaglądał pod kołdrę. A piosenka, w której Jane Birkin jęczy, udając orgazm, stała się superprzebojem. Choć Watykan zakazał jej słuchania.


Francuscy mężczyźni są uważani za świetnych kochanków. A Francuzki za wzór seksownej, eleganckiej kobiety. Rewolucja obyczajowa w tym kraju przyniosła miłosnym utworom swobodę w świntuszeniu, roznegliżowaną modę na plaży i kuszące facetów obcisłe stroje dam w biustonoszach powiększających piersi.

Francja toleruje niewierność. Społeczne przyzwolenie na zdrady, na kochanków i kochanki jest głęboko zakorzenione w jej kulturze. Francuscy arystokraci i królowe miewali metresy, faworyty, nałożnice, utrzymanki. Ale nie dotyczyło to reszty społeczeństwa. Ogromne rozluźnienie w podejściu do małżeństwa przyniosły dopiero lata powojenne. Brigitte Bardot cztery razy zmieniała męża. Jej liczne romanse nie przeszkadzały Francuzom obdarzyć jej twarzą Marianny, symbolu Republiki Francuskiej.

W latach 60. XX w. prawie 20 proc. mężczyzn przyznawało się tu do zdrady. Francuski IBOP (IFOP: Institut français de ľopinion publique) w styczniu tego roku opublikował badania, z których wynika, że co drugi mężczyzna i co trzecia kobieta tego kraju zdradzają swojego stałego partnera. I nikogo tu nie szokują różnorodne konfiguracje, np. trójkąty czy czworokąty. Wiele małżeństw akceptuje poboczne związki swoich drugich połówek. Jednak, co ciekawe, aż 68 proc Francuzów twierdzi, że wierzy w wierność jednej osobie do końca życia.

Prostytucja była akceptowanym elementem francuskiego krajobrazu. Do 1946 roku jej epicentrum była paryska dzielnica wokół słynnego placu Pigalle z mnóstwem burdeli i hoteli na godziny. W latach 50. i 60. zaczęły je zastępować bary z rozbierającymi się tancerkami i sex-shopy. Dzielnica czerwonych latarni jest dzisiaj turystyczną atrakcją, a nie miejscem dla marzących o zgrzeszeniu z prostytutką. Choć po zwiedzeniu Muzeum Erotycznego i wieczorze w Moulin Rouge na Boulevard de Clichy można się w bocznych uliczkach natknąć na dziewczyny proponujące seks za pieniądze.

reklama


Wielkie poruszenie, protesty Watykanu i skandal w Europie wywołała piosenka „Je ťaime... moi non plus", którą w 1967 roku Serge Gainsbourg napisał i skomponował dla Brigitte Bardot. Ówczesny, trzeci jej mąż, niemiecki biznesmen, Gunter Sachs nie zgodził się na udostępnianie utworu ogółowi. Gainsbourg nagrał więc go dwa lata później ze swoją partnerką, Jane Birkin.

Tekst piosenki jest megaerotyczny, a Birkin wykonując ją, wzdycha tak, jakby przeżywała orgazm. Stolica Apostolska uznała piosenkę za obsceniczną i szkodliwą. Ale to tylko nakręciło jej popularność. Sam Gainsbourg powiedział, że jego agentem reklamowym jest... Watykan. Zakazano jej nadawania we Włoszech, w Szwecji i Hiszpanii. Jakie słowa tak wstrząsnęły Europą? „Je vais et je viens, entre tes reins" – „Wchodzę i wychodzę, między twoje uda" i „Tu es la vague, moi ľîle nue" – „Jesteś falą, a ja nagą wyspą".

Kiedy trwała awantura o piosenkę, Francja rozebrała kobiety niemal do naga. Rewolucja w modzie zaczęła się od podkreślania kształtów kobiecego ciała. W lutym 1947 roku mało znany projektant Christian Dior pokazał kolekcję ubrań mocno podkreślających talię i eksponujących biust. Za Diorem poszli Cristóbal Balenciaga, Hubert de Givenchy, Pierre Balmain, Jacques Fath, Jacques Heim oraz Jacques Griffe. Ubrali kobiety w spodnie cygaretki, wąskie spódnice, opięte swetry, płaszcze przewiązane paskiem, czyli wszystko, co do dziś kojarzy się z francuskim stylem.

Po tym, jak Chanel przed drugą wojną światową wyzwoliła kobiety z usztywnień, panowie ponownie zaproponowali im gorsety. Powiększali piersi biustonoszami push-up, lansowanymi m.in. przez Brigitte Bardot. Sukienki, dzięki fiszbinom, usztywnieniom, wkładkom unosiły wysoko piersi, nadając im szpiczasty kształt i wysmuklając talię. Coco Chanel, którą wojna zmusiła do zamknięcia domu mody, wróciła do gry w 1954 roku, w wieku 71 lat. Zaproponowała wygodne stroje zacierające różnice płci, które stały się hitem na całym świecie.

Pod koniec lat 40. na francuskich plażach pojawiły się kobiety w bikini. Skąpy kostium po raz pierwszy pokazał 5 lipca 1946 roku w Paryżu Louis Réard. A zaprezentowała go tancerka wodewilowa, występująca nago w Casino de Paris. Żadna z modelek nie chciała się bowiem pokazać w kostiumie składającym się z niewielkich kawałków materiału połączonych sznureczkami. Bikini było potężnym skokiem w plażowej modzie. Wcześniej panie opalały się w jednoczęściowym kostiumie kąpielowym, który zakrywał także brzuch, biodra i plecy.

Źródło: Wróżka nr 12/2014
Tagi:
Już w kioskach: 2020


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020