Napędza mnie miłość

Paulina Smaszcz-Kurzajewska – dziennikarka, prezenterka, autorka książki „Mama i tata to my". Od prawie 20 lat w szczęśliwym związku z dziennikarzem Maciejem Kurzajewskim. Żona i matka. Twierdzi, że najważniejsze są dla niej rodzina i jej dobro.


Zawsze elegancka, zadbana, uśmiechnięta... Czasem dziwię się, gdy słyszę takie komplementy, choć jest to oczywiście bardzo przyjemne. I nie wiem, co odpowiedzieć, kiedy ktoś pyta, w czym tkwi sekret takiego wyglądu. Bo dopiero od niedawna mam czas, żeby pomyśleć o kosmetyczce czy fryzjerze.

Dopiero teraz, kiedy moi synowie już nie wymagają tak intensywnej opieki – Franek ma 18, a Julek 9 lat – mogę więcej czasu poświęcić sobie. Przedtem zajmowałam się przede wszystkim nimi i domem. Czytanie im bajek na dobranoc, zabawy i posiłki w rodzinnym gronie, wspólne wyprawy... To dominowało w moim życiu.

Nadal spędzamy razem sporo czasu, ale zdecydowanie więcej mam go tylko dla siebie. Co jednak nie oznacza, że te odzyskane godziny poświęcam na poprawianie swojego wyglądu...

Mówiąc może nieco górnolotnie, bardziej dbam o duszę niż o ciało. Sporo czytam, nie wyobrażam sobie dnia bez lektury. Kupuję kolejną książkę i zagłębiając się w nią, czuję, jakbym sobie sprawiła wspaniały prezent, jakbym dostała cudowną nagrodę. Jako polonistka z wykształcenia jestem dość wybredna w doborze lektur.

reklama


Teraz czytam świetnego francuskiego pisarza Érica-Emmanuela Schmitta. Uwielbiam prozę Tomasza Łysiaka i mojego znakomitego kolegi, Mariusza Szczygła, z którym znamy się od ponad 20 lat. Tak, czytanie to moja pasja. Kiedy synowie byli mali i nocą czuwałam przy ich łóżeczkach, nakładałam sobie na czoło latareczkę, żeby światło ich nie raziło i czytałam, czytałam...

W ramach dbałości o duszę często chodzimy całą rodziną czy z przyjaciółmi do teatru. Lubimy się śmiać, bo śmiech to zdrowie. Nierzadko wybieramy więc komedie. Ostatnio oglądałam w Teatrze Kwadrat „Okno na parlament". I tak się śmiałam, po prostu umierałam ze śmiechu, że potem dyrektor tego teatru, także mój kolega, Andrzej Nejman, powiedział: „Paulina, wiedziałem, że jesteś na widowni, bo tylko ty potrafisz tak się śmiać!".

Najważniejsza dla mnie jest rodzina. Przecież kiedy umrę, to nikt już nie napisze na moim nagrobku „Niesamowity dyrektor, wyjątkowy pracownik". Jeśli ktoś będzie o mnie pamiętał, to właśnie najbliżsi. I to oni napiszą: „Cudowna mama i wspaniała żona". I wtedy to ma sens. Może nie jestem idealną żoną, matką, ale staram się. Nie pozostawię po sobie jakiegoś wybitnego dzieła, jednak moim dziełem będą serca i charaktery moich dzieci. I ich wspomnienia o mamie, tacie, o domu rodzinnym.

Numerem jeden jest dla mnie dbałość o zdrowie rodziny. Zdrowo się odżywiamy, ale bez jakichś szczególnych ograniczeń. Pozwalamy sobie na łasuchowanie. Najważniejsze są u nas zupy, to podstawa. Nie dorównuję w gotowaniu swojej mamie, ale i tak chyba nieźle mi to wychodzi.

Cała nasza czwórka jest bardzo aktywna fizycznie. Maciek biega w maratonach, ja też biegam, biegają synowie. Gramy w tenisa, jeździmy konno, a zimą na nartach. Każdego ranka zaczynam dzień od ćwiczeń rozciągających. Taka aktywność doskonale działa i na ciało, i na duszę. Znakomicie relaksuje, przepędza smuteczki i stres.

Na ubranie też zwracam uwagę, bo przecież pracuję z ludźmi, mam sporo spotkań. Swoim wyglądem wyrażam szacunek i dla nich, i dla siebie. I nawet kiedy mam gorszy dzień, to przed spotkaniem się mobilizuję i starannie dobieram strój, robię makijaż.

Wydaje mi się, że jestem w cudownym okresie swego życia. Może jeszcze nie do końca wiem, czego tak naprawdę chcę, ale wiem, czego nie chcę. Na pewno nie chcę przebywać w towarzystwie osób złych, zawistnych, na wszystko i na wszystkich narzekających. Mnie każdego dnia napędza pogoda ducha i miłość. A z życia zamierzam jeszcze wiele wyciągnąć. Jednak nie za wszelką cenę i nie tak, żeby kogoś po drodze skrzywdzić.

Bożena Stasiak
fot. studio 69

Źródło: Wróżka nr 4/2015
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020