Nieprzypadkowy przypadek

Jedni wierzą w przeznaczenie, inni są przekonani, że wszystko jest kwestią przypadku. Jest też spora grupa tych, którzy twierdzą, że to, co się im przytrafia, jest konsekwencją ich racjonalnych wyborów.


Ale jeśli przemyślanego wyboru dokonuje się w sposób nieplanowany, pod wpływem jakiegoś impulsu? Wtedy chyba zachodzi sytuacja... nieprzypadkowego przypadku. Okazuje się, że to wcale nie takie rzadkie. Nieprzypadkowy przypadek przydarzył na przykład pewnej młodej, dość znanej aktorce o imieniu Hanka. Ale zanim to się stało, w życiu Hanki przeznaczenie często przeplatało się z przypadkiem.

Zaczęło się od biletu do teatru, który oddała jej chora koleżanka. To był spektakl z Julianem K., jej ulubionym aktorem, w roli głównej. Po raz pierwszy widziała go z tak bliska. Wydawał jej się jeszcze bardziej przystojny niż na filmowym ekranie czy w telewizji. Nie mogła oderwać od niego wzroku. Julian twierdził później, że to on ją wypatrzył na widowni. W antrakcie poprosił bileterkę, żeby zatrzymała dziewczynę w żółtej sukience, siedzącą w drugim rzędzie. Jeszcze długo wszystkim opowiadał, że tego wieczoru Hanka na pewno nie przyszła do teatru przypadkowo. Nie śmiała zaprzeczać. Pomyślała, że może to los chce, żeby byli razem?

Wzajemna fascynacja, oczarowanie, namiętność. Poszło szybko. Zamieszkali razem. Wkrótce Julian namówił Hankę, w której zobaczył utalentowaną aktorkę, na studia w akademii teatralnej i już po drugim roku załatwił jej pracę w teatrze, którego został dyrektorem. Byli zgodni we wszystkim oprócz ślubu. Julian miał za sobą już dwa kosztowne rozwody i nie miał ochoty... na kolejny.

– Jesteś szczęśliwa? – zapytała Hankę matka, która przyjechała na jej premierę.
– Bardzo – odpowiedziała bez wahania.
– Nigdy nie marzyłaś o scenie, o sławie, o takich znajomych – wtrąciła matka.

Dobrze ją znała. Urodzona 24 czerwca, w dniu przesilenia wiosennego, Hanka była typową Brzozą, według horoskopu celtyckiego. Osobą delikatną, skromną i subtelną, niepozbawioną fantazji, ale niezbyt towarzyską, nade wszystko lubiącą zacisze domowe. Jak się ma do tego aktorstwo i szalone życie na pokaz?

Więcej o szczęście matka nie pytała córki. Ale chciała wiedzieć. Dlatego przyszła do mnie. Poza prawdą, oczekiwała, że uciszę jej niepokój, że ostrzegę przed czyhającym na Hankę nieszczęściem. Miała rację, domyślając się, że Julian zdominował Hankę i zawodowo, i życiowo, że zaprogramował ją na sukces, a ona mu uwierzyła.

reklama


Jednak od jakiegoś czasu coś się w niej zmieniło. W dodatku zmieniła się także sytuacja w zespole. Pojawiła się nowa młoda aktorka. Jest prawie pewne, że wkrótce Julian uzna, że przysłało ją do niego... przeznaczenie, z którym jeszcze nikt nie wygrał. Ale Hanka też spotkała jakiś czas temu mężczyznę, dla którego mogłaby zmienić wszystko w swoim życiu.

– Najpierw będzie rozstanie z dotychczasowym partnerem, bolesne, bo córka nie jest na nie gotowa – powiedziałam, składając karty. – Na szczęście ma cechę, która pomoże jej przez tę trudną sytuację przejść: zwykle niczego nie żąda od losu czy ludzi, ale także, co jest cenne, niczego nie żałuje.
– Zgadza się, taka właśnie jest – potwierdziła z uznaniem jej matka.
– Mężczyzna, z którym za pewien czas córka się zwiąże, to będzie ten pasujący do niej jak ulał karmiczny partner.
– Karmiczny? Czyli kto to będzie? – zapytała matka.
– Już się poznali. W teatrze...
– Znowu jakiś aktor albo reżyser?! – nie kryła zdenerwowania.
– Ktoś związany z teatrem, choć z daleka...

Matka opowiedziała Hance o mojej wróżbie. Nie liczyła na to, że córka potraktuje ją poważnie. I tu się pomyliła. Hanka postanowiła odejść od Juliana, zanim on to zrobi. I chociaż przepłakała potem kilka nocy, dzięki tej decyzji nie musiała także... opuścić teatru. Na razie. Bo prawdę mówiąc, już od jakiegoś czasu zaczęła myśleć o rezygnacji z zawodu, o zajęciu się tym, o czym zawsze przecież marzyła: o pisaniu książek dla dzieci.

Rok później Hanka miała już za sobą debiut – napisała sztukę dla teatru lalek i została zaproszona do pracy przy jej wystawieniu. To nowe życie dawało jej dużo radości, ale czy była szczęśliwa? Horoskop celtycki mówił o Brzozie, że powinna mieć przy sobie kogoś bliskiego o wrażliwym sercu. Ale tu nic się nie działo...

Czyżby Hanka zapomniała o drugiej części mojej wróżby? A przecież od razu wiedziała, o jakim mężczyźnie mówiłam jako o jej przyszłym, karmicznym partnerze! Tyle że gdy usiłowała sobie przypomnieć to pierwsze spotkanie z Tobiaszem R., pisarzem i dramaturgiem, okazało się, że zamiast twarzy zapamiętała jego szczupłe dłonie, zapach męskich perfum Armani i okulary lenonki.

– Bądź miła, może Tobiasz coś dla nas napisze – poprosił ją wtedy Julian. No to była miła. Nawet się za bardzo nie musiała starać. To Tobiasz R. się starał. Niezwykle. Zupełnie jak nie on. Odkąd odeszła od niego żona, nie tolerował bliskiej obecności kobiet. Zwłaszcza młodych i ładnych. A Hankę od razu zaprosił do swojego nowego domu w jakimś miasteczku na Mazurach. Podziękowała, nie zamierzała skorzystać, chyba że z Julianem...

Ale potem myślała o Tobiaszu R., gdy wpadło jej w ręce coś, co wyszło spod jego pióra, ilekroć jakiś mężczyzna pachniał jego perfumami albo miał na nosie dziwne okulary... Nieprawda, myślała o nim znacznie częściej i wiedziała, że któregoś dnia po prostu do niego pojedzie.

W tamto czerwcowe popołudnie, wyjeżdżając z domu, nie planowała tej wizyty. Jechała przed siebie. W którymś momencie wybrała zły zjazd z wiaduktu, a potem droga sama zaprowadziła ją do miasteczka Tobiasza! I to był właśnie ten nieprzypadkowy przypadek...

Anna Złotowska
fot. shutterstock

Źródło: Wróżka, nr 6/2015
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019