Seks na ekranie, czyli pornografia

Sobie mogę zrobić przyjemność bez wysiłku, ale żeby zrobić przyjemność jej, to muszę się napracować... 

Niestety nie brakuje mężczyzn, którzy tak twierdzą. Seksuolodzy mówią o nich, że prowadzą podwójne życie seksualne. I wcale nie chodzi tu o seks z dwiema partnerkami, ale ze... sobą i z partnerką. 

Masturbacja przy oglądaniu „pikantnego" filmu to dość częsta praktyka. Niektórzy panowie uważają, że daje nieporównywalnie więcej doznań. Oglądanie erotycznych scen na ekranie jest również jednym z bardziej ulubionych zajęć chłopców, którzy nie doświadczyli jeszcze miłosnych zbliżeń z kobietą. 

Dobrze to czy źle? Biorąc pod uwagę, że nie istnieje jasna, jednoznaczna definicja pornografii, odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa. W nieodległej przeszłości samo prowokowanie podniecenia seksualnego czy odczuwanie pożądania, postrzegano jako coś zwierzęcego, grzesznego. Widziano w tym zagrożenie dla moralności, a nawet życia społecznego. Za pornografię uważano wówczas i seks oralny, i analny.

Co prawda, do dziś są wśród nas osoby i środowiska, które za „brudną" pornografię uważają także pokazywanie jakichkolwiek innych technik i pozycji, niż te „po bożemu". Na szczęście nie jest to już zbyt częste. Na ogół za te najbardziej obsceniczne uważa się obrazy z użyciem przemocy albo rozmaite dewiacje seksualne. Czy też zbyt „anatomiczne", czyli takie, które pokazują intymności „w akcji" niczym przez szkło powiększające.

reklama


W dzisiejszych czasach wiele się zmieniło. Dziś seksuolodzy uważają tzw. miękką pornografię za doping dla sztuki miłosnej. Może bowiem otwierać na nowe doświadczenia, pomagać pozbyć się zahamowań, uczyć wprowadzania urozmaiceń do życia seksualnego, a także rozbudowywać wyobraźnię erotyczną. Dotyczy to zresztą zarówno mężczyzn, jak i kobiet. One też coraz częściej przyznają, że lubią sobie od czasu do czasu pooglądać coś podniecającego. O ile jednak faceci gustują w ostrzejszych scenach, one wolą oglądać rozbudowaną fabułę, gdzie jest nie tylko technika, ale i miejsce na czułość i wyrafinowane pieszczoty. 

Ten rodzaj pornografii określany jest jako erotopornografia. Może okazać się pożądanym afrodyzjakiem dla obojga partnerów. Helen Fisher, seksuolog z New York University, uważa, że u kobiet może ona zwiększać poziom estrogenów, a u mężczyzn poziom testosteronu. 

Jest więc szczególnie polecana osobom w wieku dojrzałym, kiedy poziom tych hormonów spada i prowadzi do dyskomfortu w życiu seksualnym, m.in. spadku libido i zaburzeń erekcji u panów. Niektórzy specjaliści w takich przypadkach wręcz zalecają oglądanie pornografii. I choć to dość kontrowersyjne przesłanie, to kontakt z nią może być całkiem inspirujący. 

Oczywiście tylko wówczas, gdy zdarza się zaledwie od czasu do czasu i nie stanowi jednej formy zaspokajania potrzeb seksualnych. Mężczyzna, który ogląda filmy pornograficzne coraz częściej i któremu przestają już wystarczać łagodne ich formy, ma problem. Bo przestanie odczuwać rozkosz w realnym współżyciu. Dla niego „zwykły" seks będzie zbyt słabym bodźcem.

W ekstremalnych przepadkach „oglądactwo" może przerodzić się w pornofilię, czyli uzależnienie od oglądania pikantnych filmideł. To szczególnie ryzykowne dla młodych chłopców, którzy zamiast czerpać wiedzę o miłości fizycznej z odpowiednich źródeł (chociażby poradników), czerpią ją z filmów pornograficznych. W ten sposób kształtują się u nich fatalne wyobrażenia na temat seksu oraz złe nawyki. A to bardzo negatywnie wpływa na ich późniejsze relacje. Często zaczynają mieć wymagania, którym ich partnerki nie są w stanie sprostać. One wyczuwają, że ich faceci podczas namiętnego tête-à-tête chcą odtwarzać świat seksu pornograficznego, i nie są w stanie tego zaakceptować. To z tego powodu uzasadnione wydaje się ograniczenie młodzieży dostępu do pornografii przed rozpoczęciem współżycia.

Niektórzy seksuolodzy, jak amerykańska psychoterapeutka Wendy Maltz, radzą opatrywanie pornografii ostrzeżeniami podobnymi do tych, jakie umieszcza się na opakowaniach papierosów – że mogą one powodować poważne choroby. Część znawców tematu, opierając się na wynikach badań, jest zdania, że destrukcyjna siła pornografii wcale nie jest tak mocna.

Twierdzą oni, że mężczyźni, nawet ci na niej „wychowani", potrafią odróżnić seks filmowy czy zdjęciowy od seksu rzeczywistego. I wcale nie chcą i nie oczekują, żeby ich partnerki zachowywały się jak gwiazdy porno. Dlatego – jakakolwiek ta prawda by była – warto chyba przestrzegać zasady złotego środka. I oglądać pornografię tylko po to, by dodać „pieprzu" do swojego życia erotycznego... 

Bożena Stasiak 
fot.: shutterstock

Źródło: Wróżka, nr 7/2015
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 2/2019