Moc klątwy

Kiedy polityk Roberto Calderoli obraził minister Cécile Kyenge, sprawa nie skończyła się sądem, lecz klątwą. Śmieszne? Nie dla Calderolego...

Ta zdumiewająca historia wydarzyła się w zeszłym roku we Włoszech. Świat obiegła historia czarnoskórej minister Cécile Kyenge (obecnie europarlamentarzystki) oraz jej kolegi z najwyższych kręgów włoskiej polityki, wiceprzewodniczącego Senatu, Roberto Calderolego. Calderoli obraził Kyenge. 

Jest ona pierwszym czarnoskórym politykiem w historii, który wszedł do rządu włoskiego. Przyjechała do Włoch jako 19-latka. Skończyła tu studia medyczne i zrobiła błyskotliwą karierę. Od pracy lekarza okulisty przeszła do polityki, została parlamentarzystką, a w 2013 r. ministrem do spraw integracji. 

Nominacja ta wywołała krytykę niektórych włoskich polityków, którzy nie cofnęli się przed rasistowskimi komentarzami. Calderoli porównał panią minister do orangutana. Oczywiście spotkało się to z potępieniem, grożono mu procesem sądowym. Ale nie to okazało się najgorsze. Równolegle bowiem zaczęła działać klątwa, którą rzucił ojciec Cécile Kyenge, przywódca plemienny wciąż mieszkający w Kongo w jej rodzinnej miejscowości. 

Najpopularniejszy włoski tabloid „Oggi" ujawnił nagrany tam materiał z rytuału nakładania klątwy, w którym użyto zdjęcia Calderolego. Prowadzący ceremonię Clement Kikoko Kyenge odprawiał nad nim modły do duchów przodków, by zechciały zareagować na obrazę członkini ich plemienia. Od tej chwili włoski deputowany czuł się, jak sam to opisywał, „oblężony" przez złe moce. Niebawem zmarła jego matka, a jemu samemu zaczęły się przytrafiać dziwne wypadki.

Najpierw złamał dwa palce, potem dwa kręgi kręgosłupa. W krótkim czasie zdrowy dotąd Calderoli musiał przejść sześć operacji chirurgicznych, w tym dwie ratujące życie. Później w kuchni jego domu w Bergamo pojawił się blisko półtorametrowej długości wąż. Calderoli go zabił i do jego kłopotów doszedł jeszcze zatarg z obrońcami praw zwierząt – wąż był niejadowity, a w dodatku pod ochroną. 

Gdy przyjaciele podarowali mu amulet, który miał go chronić przed złymi mocami, ten wkrótce złamał się na pół. Tego już było politykowi za wiele. Przerażony postanowił poradzić się egzorcysty. Stwierdził on, że czuje krążące wokół polityka potężne złe siły, ale nie potrafi ich przegonić. 

Dziennikarze magazynu „Oggi" zapytali ojca pani minister, czy on, jako sprawca klątwy, może ją zdjąć. W odpowiedzi usłyszeli, że żadna klątwa nigdy nie została nałożona. Nagrani na filmie krajanie Cécile Kyenge modlili się jedynie o to, by Roberto Calderoli został uwolniony od złych, rasistowskich myśli, szczerze przeprosił Cécile i nigdy już nie głosił podobnych poglądów na temat czarnoskórych. Jeśli przeprosi szczerze, sprawa zostanie zamknięta i polityk znów będzie czuł się bezpiecznie. Jeśli jednak przeprosiny będą tylko formalne, a rasistowskie przekonania nadal pozostaną w głowie Calderolego, duchy przodków mogą się zezłościć naprawdę...  

reklama


Cała ta historia zaczęła się w 2013 r. i ciągnęła przez prawie dwa lata. Pisały o niej nawet poważne światowe media. Dziś więc także i to wśród najwyższych kręgów władzy może zdarzyć się historia z gatunku „czary i uroki", które zwykliśmy łączyć z dawno już minionymi czasami. 

Nawet jeśli bohaterowie tego zdarzenia – Cécile Kyenge i jej ojciec – twierdzą, że to nie żadna klątwa, a jedynie „modlitwa o przeciągnięcie pana Calderoli na stronę dobra". Jednak nikt, kto był blisko tej sprawy, nie miał wątpliwości, że seria nieszczęść, które spadły na włoskiego polityka w tak krótkim czasie, nie może być przypadkowa.

Klątwa: samospełniająca się przepowiednia? 

Czy zatem klątwa to coś, co rzeczywiście działa? Bo że istnieje, to nie ulega wątpliwości. Według słownikowej definicji klątwa to modlitwa lub inwokacja mająca na celu sprowadzenie krzywdy lub szkody. I istotnie – ludzie od wieków używają rozmaitych magicznych formuł, zaklęć i słów, by zaszkodzić swoim wrogom. „Złe słowo", „złe oko", urok i klątwa występują w każdej kulturze. Niemal każda społeczność miała, a wiele ma do dziś, szamana lub czarownika, który specjalizował się w nakładaniu klątw. 

Dziś, zwłaszcza w świecie Zachodu, taką rolę odgrywa Internet. Można tu znaleźć opisy rozmaitych rytuałów, a nieraz wręcz szczegółowe instruktaże, w jaki sposób rzucić klątwę. A jeśli spojrzeć na kwitnący rynek zawodowych „zdejmowaczy klątw", „odczyniaczy uroków" i egzorcystów, którym rzesze klientów na całym świecie płacą spore sumy za ich usługi – coś musi być na rzeczy.  

Wielu egzorcystów twierdzi jednak, że za skuteczność klątwy nie odpowiadają żadne tajemne moce wprawiane w ruch przez wypowiedzenie konkretnych słów, lecz całkiem naturalny mechanizm psychologiczny. Przekleństwo zadziała tylko wtedy gdy w nie uwierzymy. Jan Witold Suliga, etnograf i antropolog kultury, uważa, że klątwę można porównać do „mentalnego chipa", który został wszczepiony w nasz umysł. Zasiana w świadomości obawa i oczekiwanie złego istotnie może przyciągnąć do nas niepożądane zdarzenia. Tak właśnie działa mechanizm samospełniającej się przepowiedni. 

I odwrotnie – gdy wiemy, że rzucono na nas klątwę, przypisujemy jej zdarzenia losowe, które i tak by się nam przytrafiły. Są jednak i tacy, którzy twierdzą, że istnieje wiele przykładów na to, że klątwa działa również wtedy, gdy jej ofiara nic o niej nie wie. Najlepszym przykładem jest tzw. klątwa Tutenchamona. Sprowadziła ona śmierć na niczego nieświadomych archeologów, którzy naruszyli spokój grobu faraona. Choć dziś już wiemy, że te akurat zgony znalazły swoje zupełnie niemagiczne wyjaśnienie. 

Także słynna klątwa wisząca jakoby nad rodziną prezydenta Kennedy'ego zaczęła swe działanie bez wiedzy samych zainteresowanych. Klątwa rodowa nie jest wymierzona w konkretną osobę, ale w każdego, kto urodzi się w obłożonej nią rodzinie. Choć czasem dotyka tylko niektórych członków rodu, na przykład tylko mężczyzn lub tylko kobiety. Istnieją też przeklęte miejsca, w których klątwa spada na wszystkich, którzy tam trafią, czy przedmioty, które przynoszą nieszczęście kolejnym posiadaczom. Wśród podróżników znana jest na przykład klątwa, która prześladuje ludzi zabierających kamienie z hawajskiego wulkanu Manua Loa. Zabranie ich ze sobą wywołuje ponoć gniew bogini wulkanu Pelée. A nieszczęścia kończą się dopiero wtedy, kiedy zostaną one odesłane 

Efekt klątwy: strach, który zabija 

W niektórych kulturach słowo „klątwa" jest synonimem innego pojęcia – „modlitwa śmierci". To zjawisko od lat fascynuje naukowców. Ten, kogo lokalny mag czy szaman przeklnie, nieuchronnie umiera, nieraz niemal natychmiast. 

Od wieków na Polinezji istnieje rytuał zwany „ana ana", czyli właśnie „modlitwa śmierci". Szaman wykorzystuje w nim dwa duchy, których zadaniem jest wyssać energię życiową z obłożonego klątwą człowieka. W efekcie nieszczęśnik zaczyna tracić władzę i czucie w ciele, poczynając od stóp. Umiera zaś, gdy paraliż dojdzie do klatki piersiowej. Podobny rytuał stosowany jest do dziś także na Karaibach i w północnej Afryce. 

Dr Alberto Villoldo, psycholog i antropolog, od wielu lat bada medycynę szamańską i metody uzdrawiania duchowego praktykowane przez różne ludy, w szczególności z rejonu Amazonii. Któregoś dnia był świadkiem, jak do peruwiańskiego szamana zgłosił się człowiek, który po rzuceniu na niego klątwy przez miejscowego maga za złamanie obowiązującego w wiosce tabu zaczął cierpieć na bóle głowy i mdłości. Szaman jednak stwierdził, że nic nie można już poradzić i że mężczyzna powinien przygotować się na śmierć. Nieszczęśnik istotnie zmarł w ciągu zaledwie doby od „diagnozy". Gdy badacz wypytywał szamana, dlaczego mu nie pomógł, usłyszał, że zabił go własny strach. A klątwa była prawdziwa, ponieważ mężczyzna w nią uwierzył. Gdyby ją zignorował, możliwe, że nic by mu się nie stało. 

A jednak... Były w historii klątwy, dotykające całe łańcuchy ludzi i ciągnące się przez stulecia, które trudno by wyjaśnić teorią „mentalnego chipa". Choćby gdy ludzie nie mieli pojęcia, że weszli w posiadanie czegoś, co przynosiło zgubę wcześniejszym posiadaczom. A mimo to również ginęli. Wygląda więc na to, że klątwa nie odsłoniła jeszcze wszystkich swoich tajemnic... 

Klątwa wielkiego mistrza 

„Papieżu Klemensie, królu Filipie! Nim minie rok, spotkamy się na sądzie Bożym!" – zawołał na stosie wielki mistrz zakonu templariuszy Jakub de Molay. I tak się stało. To jedna z najsłynniejszych klątw. Została rzucona w marcu 1314 roku. Papież zmarł miesiąc później, podobno z powodu dyzenterii. Król Francji Filip IV, zwany Pięknym, odszedł osiem miesięcy po nim w niewyjaśnionych do końca okolicznościach – został przypadkowo trafiony strzałą podczas polowania. 

Ale to nie koniec. Klątwa wielkiego mistrza dotknęła cały ród Kapetyngów, z którego wywodził się król Filip. Trzej synowie Filipa, którzy zasiadali kolejno na tronie Francji, umierają bardzo młodo i nie pozostawiają męskiego potomka. I tak główna królewska linia Kapetyngów wygasa. Do władzy dochodzi linia boczna, Walezjusze, w osobie Henryka II. I oto znowu trzech jego synów nie ma męskiego następcy. Klątwa wielkiego mistrza templariuszy spełnia się do końca.

Ewa Dereń 
shutterstock

Źródło: Wróżka nr 9/2015
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020