O okresie słów kilka

shutterstock 172937447We śnie oznacza rozprawienie się z przeszłością. Menstruacja jest darem, którego wciąż się wstydzimy.

 

O ciotce w czerwonym samochodzie usłyszałam po raz pierwszy w wieku 8 lat. Miałam wtedy przyjaciółkę, z którą spędzałam mnóstwo czasu. Kiedyś zapytała, czy wiem, czemu śmietniki mają zapach zepsutej ryby?

Bo tam ląduje wata, której kobiety używają podczas okresu – sama odpowiedziała. Był dość głęboki PRL i zdobycie podpaski, zresztą grubej jak pielucha, graniczyło z cudem. Dowiedziałam się też wtedy, że okres to coś obrzydliwego, że z kobiet od czasu do czasu leje się zepsuta krew.

Słowa „okres" i „miesiączka" dziewczynkom z trudem przechodziły przez gardło, stąd menstruację nazywało się ciotką w czerwonym samochodzie lub barszczykiem. Nie lubimy jej – kojarzy się z czymś wstydliwym, brzydkim, bolesnym. Witamy ją z ulgą, kiedy się opóźnia, i boimy się, że jej brak oznacza niechcianą ciążę.

Menstruacja złości większość naszych partnerów. Jesteś jakaś wyjątkowa, bo twój okres trwa prawie miesiąc – mawiają faceci zbolałym głosem, gdy próbujemy im powiedzieć w sypialni „nie dziś". Zapobiegliwe dziewczęta, planując wyjazd z właśnie poznanym chłopakiem, starają się tak wycelować, żeby nie mieć miesiączki.

Kobiety pozostające w związkach „na dochodzonego" podpatrzyły u sports-menek patent na jej blokowanie. Dawka hormonów wyczynowym pływaczkom czy biegaczkom ściąga z głowy problem z krwawieniem nie w porę. Łykają je, bo nie po to przygotowywały się do igrzysk, żeby medal sprzątnęła im struga krwi.

reklama


A panie o statusach kochanek wyłudzają od ginekologów podobną hormonalną szprycę, żeby być gotowe przyjąć swego pana. Co z tego, że przy okazji rozwalą sobie hormonalną gospodarkę? Bywają faceci, których krew podnieca, gotowi nawet na seks oralny. Zwykle jednak najbardziej „kręcimy ich" w czasie, gdy mamy dni płodne. Jesteśmy wtedy najsłodsze w smaku i słodki jest nasz zapach.

Jakiś czas temu trafiłam na przyjęcie do eleganckiego domu młodego małżeństwa. On pediatra, ona nauczycielka języka angielskiego nie byli szczodrzy w kwestii przystawek. Pani domu dość szybko się wstawiła.

Pamiętam, jak lekko kiwając się na krześle, wypluwała z siebie, że nie jest w stanie pojąć tego całego równouprawnienia. No bo, jak wykombinowała, są zawody, od których kobiety powinny trzymać się z daleka. Nie chciałaby być na przykład operowana przez chirurga, który ma akurat napięcie przedmiesiączkowe lub jest osłabiony okresem.

Trochę mnie zmroziło, że akurat z ust wykształconej bądź co bądź osoby słyszę coś takiego. Wykluczenie miesiączkujących kobiet to przecież pomysł rodem z praktyk proponowanych przez patriarchalnych oszołomów. Brakowało mi tylko stwierdzenia, że menstruacja i towarzyszące jej bóle to kara dla Ewy za schrupanie zakazanego owocu, a więc i kara dla wszystkich kobiet. Ciekawe, czy ktoś jeszcze tak u nas myśli o okresie?

Pomysły na to, jak przypominać kobietom o ich nieczystym ciele, bywały zaprawdę szaleńcze. W „te dni" nie mogły gotować, jeść ryb, soli, patrzeć na obrządzane mięso, aby go nie popsuć, a nawet dotykać dzieci czy mówić. W średniowieczu piętnowano rudych ludzi, uważając, że są owocem brudnej miłości – seksu w czasie krwawienia kobiety.

Ortodoksyjne Żydówki, kiedy ten czas minie, poddają się oczyszczającej, rytualnej kąpieli w łaźni, by mąż ponownie wskoczył im łaskawie do łóżka. A dziewczynkę, która po raz pierwszy dostała okres, rodzice lekko uderzają w policzek, żeby odpędzić złe duchy i dać jej znak, że już pora pogadać ze swatką i rozglądać się za mężem. U Romów wykluczone jest nawet dotknięcie spódnicy miesiączkującej kobiety, ona zaś nie może dotykać mężczyzn ani przedmiotów mających kontakt z ich mężami czy braćmi.

Źródło: Wróżka nr 7/2016
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube