Po co facetowi piersi?

shutterstock 196948385Niepotrzebne części. Czy na pewno? Naukowcy nie przestają się spierać, czy musimy mieć migdałki, wyrostek robaczkowy i kość ogonową. Zwłaszcza że mamy z nimi kłopoty.

 

Kłopot z męskimi piersiami
Kobietom piersi są niezbędne do karmienia dzieci. Ale po co natura pozostawiła je mężczyznom? Czyżby nie miała pomysłu, jak je usunąć? Dowiedziono, że przez pięć pierwszych tygodni po zapłodnieniu dziecko rozwija się tak, jakby mu było obojętne, czy będzie chłopcem, czy dziewczynką.

Dopiero w szóstym tygodniu życia u zarodków, które mają chromosomy XY, czyli kandydatów na chłopców, włącza się gen SRY, nazywany centralnym włącznikiem męskości. To właśnie dzięki niemu tworzą się jądra, które produkują testosteron, a także drugorzędne cechy płciowe, czyli nasieniowody, penis i cała reszta.


Jednym słowem, wszystko, co jest potrzebne, żeby stać się mężczyzną. Zanim jednak ten gen się włączy, rozwija się gruczoł mlekowy. W rezultacie ani gen SRY, ani produkowany wówczas testosteron nie są w stanie go zmienić. Co więcej, uczeni wykazali, że podanie mężczyznom odpowiednich specyfików może pobudzić gruczoł mlekowy do wydzielania mleka. Mogliby więc także karmić dzieci. 

Niechlujstwo natury? Pewnie tak, bo nie dość, że faceci z gruczołu mlekowego w ogóle nie korzystają, to jeszcze miewają z nim kłopoty, i to poważne. Na przykład podobnie jak kobiety chorują na raka piersi. Co prawda, nie tak często jak one – w Polsce wykrywa się go każdego roku u zaledwie stu mężczyzn i aż 16 tys. kobiet, lecz większość z nich umiera (śmiertelność wśród kobiet wynosi 25 proc.).

Mężczyźni niesłusznie uważają, że nowotwór piersi nie może im się przydarzyć. Lekceważą więc wczesne objawy choroby, nie poddają się badaniom profilaktycznym, a gdy wreszcie docierają do lekarza, zwykle jest już za późno. Na szczęście nie mają kłopotów z jeszcze jedną kobiecą częścią – z pozostałością macicy. Każdy ma ją w szczątkowej formie, w gruczole krokowym, ale nie odgrywa ona żadnej roli. Tak się przynajmniej na razie uczonym wydaje...

Wyrostek robaczkowy może się przydać
Potocznie zwany ślepą kiszką, ma zaledwie kilka centymetrów długości i jest bocznym odgałęzieniem jelita grubego. Niezwykle często dochodzi w nim do stanów zapalnych, gdy utkwi w nim treść pokarmowa. Przepływ krwi w jego wnętrzu zostaje zaburzony i wzrasta ciśnienie. Pacjent odczuwa więc silne bóle brzucha. Wyrostek trzeba usunąć, bo, niestety, może dojść do zapalenia otrzewnej, co zagraża życiu. To jeden z najczęściej przeprowadzanych w obrębie jamy brzusznej zabiegów.

reklama


Ze statystyk medycznych wynika, że w ciągu życia poddaje się mu prawie 9 proc. mężczyzn i około 7 proc. kobiet. A więc co piąty człowiek na świecie żyje – i ma się dobrze – bez wyrostka. Karol Robert Darwin już przed laty uznał, że jest nie ślepą kiszką, tylko ślepą uliczką ewolucji, która została nam po odległych przodkach homo sapiens. U nich była niezwykle potrzebna, ponieważ pozwalała trawić padlinę. Nam wyrostek pozostał może przez pomyłkę, a może przez nieuwagę matki natury. Przez lata wszyscy eksperci zgadzali się z poglądem słynnego uczonego.

Aż do niedawna, kiedy to sprawą wyrostka robaczkowego i problemów z nim związanych zajęli się naukowcy z amerykańskiego Duke University w Durham w Karolinie Północnej. Odkryli, że jest on magazynem dobroczynnych bakterii, które nam także, podobnie jak naszym przodkom, pomagają w trawieniu. Jednak nie wykorzystujemy ich na co dzień, jak oni, ale w sytuacjach awaryjnych. Na przykład gdy dojdzie do ostrej biegunki, która niemal całkowicie wyjałowi układ pokarmowy. Wtedy wyrostek robaczkowy błyskawicznie przywraca stan sprzed choroby i dostarcza nowych bakterii.

Uczeni z Duke University uważają jednak, że na tym jego rola się nie kończy. Jest bowiem powiązany z układem odpornościowym. A to sprawia, że może brać udział w procesach tworzenia leukocytów, czyli białych krwinek, które chronią nas przed bakteriami i wirusami. Czy tak jest rzeczywiście? Zdania naukowców nadal są podzielone. Wątpliwości budzi przede wszystkim to, że ludzie, którym usunięto wyrostek robaczkowy, nie mają z tego powodu żadnych problemów zdrowotnych. Ani nie chorują częściej niż pozostali, ani też nie żyją krócej.

Amerykańscy uczeni bronią swojej teorii i przytaczają jeszcze jeden argument. W badaniach genetycznych dowiedli, że niektóre ssaki, m.in. część lemurów, podczas trawienia korzystają z wyrostka robaczkowego. A nasze kłopoty z nim są jedynie wynikiem zbyt higienicznego trybu życia, jaki dziś prowadzimy. Gdy układ odpornościowy nie napotyka wokół siebie bakterii czy wirusów, z którymi mógłby walczyć, atakuje komórki własnego ciała, m.in. właśnie wyrostek robaczkowy. Uczeni zaobserwowali, że mieszkańcy krajów biednych i rozwijających się, gdzie brakuje czystej wody, rzadko cierpią na jego zapalenia.

Źródło: Wróżka nr 8/2016
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020