Dwa wesela, może trzy...

shutterstock 218927926Bogusia należała do tych kobiet, które uważają, że „życie nie staje się łatwiejsze, gdy zamknie się oczy i poczeka, aż wszystko, co złe, jakoś minie".

 

Zawsze miała oczy otwarte, ale chyba po raz pierwszy od prawie dwudziestu lat dopadły ją wątpliwości, jak postąpić, a raczej jak się zachować. Jej córka Zosia, 18-latka, niespodziewanie postanowiła wyjść za mąż za chłopaka, którego poznała, podróżując z grupą przyjaciół po Europie.

Miał na imię Jon i był od Zosi o trzy lata starszy. – To głupi pomysł – zareagowała Bogusia na zapowiedź córki. – Sama wyszłaś za mąż, mając 21 lat. – To co innego... – No tak, ja nie jestem w ciąży jak ty wtedy – wykrzyczała Zosia. – Ja Jona po prostu naprawdę kocham. – Co ty wiesz o prawdziwej miłości – powiedziała drżącym głosem matka.

Nie chciała tego, ale nagle wróciły wspomnienia. Zakochała się w Danielu od jego pierwszego zdania powiedzianego cudownie niskim głosem. Daniel także dał do zrozumienia, że odwzajemnia jej uczucia. Chociaż tego wprost nie powiedział. Nie umiał mówić takich rzeczy. Obchodziła go tylko matematyka. Dzięki niej zresztą się poznali: Daniel został przez ojca Bogusi, Ludwika, zatrudniony jako jej korepetytor.

Bogusia zdała maturę, dostała się na studia, ale najważniejszy był dla niej Daniel. Wszystko, co robiła, robiła dla niego: gotowała mu, wybierała filmy, które lubił, czytała na głos wiersze, które kochał. Zmieniła dla niego styl ubierania się. Postanowili pobrać się w sierpniu. Jednak wtedy Daniel dostał zaproszenie na dwuletnie stypendium do Seattle. Rozstanie było bardzo trudne.

Ale przecież mieli przed sobą całe życie. Wszystko skończyło się w jednej chwili: Daniel przyjechał i oznajmił, że zamierza ożenić się z kobietą, która spodziewa się, jak twierdził, jego dziecka. Ale że to nic dla niego nie znaczy! Bogusia bez słowa oddała mu zaręczynowy pierścionek z szafirem, należący niegdyś do jego babci. Daniel nigdy nie wrócił do kraju.

Tymczasem ona nadal gotowała jego ulubione potrawy, oglądała jego filmy, recytowała jego wiersze. Jednak czasem także swój Gałczyńskiego, który zaczynał się słowami: „Już kocham cię tyle lat, na przemian w mroku i śpiewie...". I wiedziała, że to się nie zmieni. Dwa lata po zerwaniu z Danielem Bogusia zaszła w ciążę. Bardzo chciała mieć dziecko.

Nikomu nie powiedziała, kto jest ojcem. – To moje dziecko — odpowiadała. Ale dała się namówić przyjacielowi z dzieciństwa, Adamowi P., na fikcyjny ślub. – Mam arystokratyczne nazwisko – przekonywał z humorem. — Odczepią się od ciebie rodzinne snoby, te twoje ciotki, wujkowie i stryjenki. I tak Zosia stała się panną Zosią P., a ona panią Adamową P. Rozwód Bogusi i Adama był jeszcze cichszy niż ślub. Większość rodziny nawet go nie odnotowała.

reklama


Uwagę od lat skupiał bowiem na sobie ojciec Bogusi, permanentny kandydat na męża. Po matce Bogusi żoną Ludwika została piękna Daria, obsesyjna malarka ptaków, potem liryczna Róża, harfistka z filharmonii, następnie Pola, aktorka alternatywna. W tym samym czasie, kiedy Zosia zakochała się w Jonie, jej dziadek Ludwik oświadczył się Luizie, ambitnej pisarce bajek dla dzieci.

Bogusię trapiły więc dwa zmartwienia, z którymi przyszła do mnie: plany matrymonialne seryjnego żonkosia, czyli jej ojca Ludwika, i zakochanej w cudzoziemcu zbyt młodej na małżeństwo córki Zosi. – Będą dwa wesela, a może trzy... – powiedziałam, patrząc w karty. – A niech to! – nie kryła rozczarowania. – Trzecie wesele to czyje? – Może pani — powiedziałam z wahaniem. 

– Żyje gdzieś na świecie mężczyzna – przyznała – za którego kiedyś bardzo chciałam wyjść za mąż. Już bym go chyba nie poznała... – dodała. – Ale nadal go pani kocha – zaryzykowałam. – Moja córka uważa, że nie wiem, co to prawdziwa miłość – uśmiechnęła się gorzko. Zanim ode mnie wyszła, powiedziałam jeszcze, dla niej pewnie wtedy trochę bez sensu: – Mówi się, że niektóre przedmioty zawsze wracają do swoich właścicieli, zwłaszcza te dla nich najcenniejsze".

Miesiąc później Bogusia bez trudu poznała Daniela. Kiedy stanął przed nią i Zosią ze swoim synem Jonem, miał taki sam wyraz twarzy jak ona: całkowite niedowierzanie pomieszane z trudną do ukrycia radością. Młodzi nie rozumieli, co się dzieje. Okazało się, że ani Bogusia córce, ani Daniel synowi nigdy nie opowiadali o swojej młodzieńczej miłości. Gdy do młodych dotarło, kim byli dla siebie ich rodzice, uznali, że to fantastic story!

Ludwik także poznał Daniela od razu. – Trochę to trwało, zanim się tu ciebie doczekaliśmy – zażartował. A potem odbyły się zaręczyny Zosi i Jona. Bogusia była pewna, że na palcu córki zobaczy pierścionek z szafirem, ten po babci. Ale nie, to był rubin. – Szafir jest twój – szepnął Daniel. – To się nigdy nie zmieniło.

PS W rezultacie odbyły się dwa wesela: najpierw Zosi, potem Bogusi! W ostatniej chwili wycofała się narzeczona Ludwika, bo niespodziewanie zadurzyła się w malarzu, który tak pięknie zilustrował jej „niezwykłe" bajki!

ANNA ZŁOTOWSKA
fot.shutterstock.com

Źródło: Wróżka nr 8/2016
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020