Do kolegi z pracy

shutterstock 293009633Znamy się. Siedzimy w pracy niedaleko siebie, każde za fortecą z własnego biurka. Ja znam cię na pewno i wiem o tobie więcej, niż myślisz.



Ty, mój kolego z roboty, wielu rzeczy o mnie nie wiesz, a już na pewno, jak dużo ja wiem o tobie. Rozmawiasz przez telefon z żoną. Codziennie, czasem po kilka razy w ciągu 8 godzin. I zawsze to ona dzwoni do ciebie. Ty odpowiadasz monosylabami, słuchawkę telefoniczną trzymasz blisko przy uchu. Żeby nikt nie usłyszał. Mówisz przez telefon niemal zawsze opryskliwie, jakbyś konwersował z natrętnym owadem. Ona powinna przecież zrozumieć i poczuć, że ci przeszkadza, dzwoni w złym momencie.

Jakbym przy okazji i ja miała uwierzyć, że jesteś cholernie zawalony robotą. Domyślam się, że po powrocie do domu padasz z nóg na kanapę, bo przecież tyrałeś w robocie, to ci się należy. Ha, ale tylko ja wiem, że jesteś mało wydajnym leniem, który udaje, że pracuje, zwala zadania na innych, ściemnia przed kierownikami, bo masz trochę władzy, więc zawsze jest ktoś, kto musi coś zrobić za ciebie. Szefostwo jest ślepe, bo zmienia się szybciej niż my.

I zajęte walką o utrzymanie stołków, zresztą – kto by tam miał czas, żeby nas tak dokładnie kontrolować?! Więc dzwoni do ciebie żona i chce wiedzieć. Co zjesz po pracy na obiad? Kiedy wrócisz? Czy możesz coś załatwić w drodze powrotnej? A ty zawsze zirytowany: przecież powinna wiedzieć, co lubisz. Nie, nie wiesz, o której wrócisz. Nie, nie możesz załatwić, bo nie będzie ci po drodze. Ależ ta żona jest męcząca.

Też gdzieś pracuje, ale przecież to jasne, że musi potem gotować w domu. Dlaczego? Bo ty już wielokrotnie podkreślałeś, że nie umiesz! Ile razy już słyszałam, w czasie naszych biurowych krótkich dialogów, że ty domowej roboty nie cierpisz. No to chyba jasne, że żona jest zajęta w kuchni. Ktoś musi, prawda?

reklama


Zakupy, sprzątanie, wiadomo, to są rzeczy, których prawdziwy mężczyzna się nie tyka. Może jakieś takie typy zniewieściałe. Mamy kolegę w pokoju obok, który świetnie gotuje i się tego nie wstydzi. Ale przecież nie ty, stuprocentowy polski maczo. Nie wiem, co robisz w domu dla żony, ale widzę, czego nie robisz.

Widzę też, jak odkładasz słuchawkę i wykręcasz inny numer. No i teraz ton masz zupełnie inny. Głos modulowany, czuły, niemal aksamitny. Udajesz przede mną, że gadasz z jakimś kolegą, czasem dla zmyłki rzucasz „tak, panie dyrektorze" albo „jasne, szefie, tak, za 10 minut będę", ale ja przecież głupia nie jestem. Wiem, że ściemniasz. Tylko ty nie wiesz, że ja to wiem.  

Potem wstajesz i wychodzisz z naszego budynku. Widzę przez okno, że wychodzi też, zwykle chwilę po tobie, ta ładna blondynka z księgowości. Słyszałam, że jest samotna, ma małe dziecko, które wychowuje razem z matką. Skąd wiem? U nas w biurze wiemy o sobie więcej, niż byś przypuszczał. Idzie w tym samym kierunku co ty. Znika za tym samym rogiem. Wraca także zza tego samego, też chwilę po tobie.

Źródło: Wróżka nr 8/2016
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020