Duchy Białego Domu

lincoln3 copyHillary Clinton, choć sama nie wierzy w duchy, przyznaje, że kiedy mieszkała w Białym Domu, kilkoro gości odmówiło nocowania w sypialni prezydenta Abrahama Lincolna. Właśnie z powodu jego ducha.

 

Szesnasty prezydent Stanów Zjednoczonych nigdy nie opuścił Białego Domu. Od 150 lat jego postać widują członkowie administracji kolejnych prezydentów. Krąży po całym budynku, ale najczęściej spotkać go można w pokoju zwanym dziś sypialnią Lincolna (za jego prezydentury służył mu za biuro). Pewnej nocy odwiedził nocującego tam premiera Wielkiej Brytanii Winstona Churchilla, a innym razem królową Holandii Wilhelminę. Królowa na widok zjawy zemdlała. Churchill zachował więcej zimnej krwi. Chociaż – jak opowiadał później swoim gospodarzom – duch odwiedził go w sytuacji nieco kłopotliwej: wychodził akurat nago z przylegającej do sypialni łazienki. Abraham Lincoln siedział spokojnie przy kominku i nie zwrócił na niego uwagi.

Zjawa Lincolna widywana bywa też w Gabinecie Owalnym. Tam zwykle stoi przy oknie i wpatruje się, ponad wodami rzeki Potomac, w rozciągające się na drugim brzegu pole bitwy z czasów wojny secesyjnej. Tak zwykł był już czynić za życia. To tam zobaczyła go kiedyś żona prezydenta Calvina Coolidge'a, co zostało odnotowane jako pierwsze pośmiertne pojawienie się Lincolna.

Czy jego duch naprawdę mieszka w Białym Domu? Większość Amerykanów zdziwiłaby się, że ktoś może w ogóle w to wątpić. Od połowy XIX wieku kolejne pokolenia słyszą o spotkaniach z nim. Relacji pochodzących od wiarygodnych osób jest tak wiele, że choć nie łatwo uwierzyć w ducha, to trudno też uznać je za całkowite brednie. Spotykali Lincolna nawet prezydenci, m.in. Harry Truman, Theodore Roosevelt oraz Dwight Eisenhower. Ukazał się on również swojemu biografowi Carlowi Sandburgowi. Być może wcale nie jest to aż tak niezwykłe – Lincoln już bowiem za życia chętnie flirtował „z tamtą stroną".

Wyższy porządek chce zniesienia niewolnictwa
O tym, że prezydent był obdarzony sporymi paranormalnymi zdolnościami, pisze m.in. John Alexander, autor „Ghosts", książki o najsłynniejszych spotkaniach z duchami w Waszyngtonie. Głośny był profetyczny sen Lincolna. Pewnej nocy przyśniły mu się szlochy – płakali ludzie nad ustawioną w Białym Domu otwartą trumną. „To zabity prezydent"– usłyszał. Zajrzał wtedy do trumny i zobaczył siebie. Potem często powtarzał, że zostanie zabity podczas pełnienia urzędu.

portrait mary todd lincoln copyI tak się też stało – zastrzelił go w niestrzeżonej loży teatralnej aktor John Wilkes Booth. Zamiłowanie do seansów spirytystycznych zawdzięczał Lincoln swojej żonie, Mary Todd. To ona była zagorzałą spirytystką i organizowała spotkania przy okrągłym stoliku w Czerwonym Pokoju. W 1862 roku zmarł jej ukochany 11-letni syn Willie. Mary nie mogła się po tym otrząsnąć. By nawiązać kontakt z dzieckiem, sprowadziła do Białego Domu medium, a później kolejne.

Prezydent się nie sprzeciwiał, widząc, że pomaga to żonie. Twierdziła, że dzięki temu rozmawia z synem. W końcu i Lincoln wziął udział w kilku seansach. Traktował je bardziej jako wydarzenia towarzyskie niż mistyczne. Bywali na nich na przykład członkowie gabinetu odpowiedzialni za sprawy wojenne. Wszystko to działo się bowiem w środku wojny secesyjnej. Zachowały się nawet przekazy, według których Lincoln miał wypytywać – z przymrużeniem oka rzecz jasna – o wskazówki, jak prowadzić działania wojenne.

Wiele lat po śmierci Lincolna Nettie Colburn, medium obdarzane przez Mary Todd największym zaufaniem, opublikowała swoje wspomnienia. Opisała w nich także seanse w Białym Domu. Jeden z nich wydaje się szczególnie interesujący. Przemawiające przez kobietę byty zaczęły zwracać się wprost do prezydenta i zachęcać go do... zniesienia niewolnictwa. Lincoln usłyszał, że to jego życiowa misja, dla której „Wyższy Porządek" wyniósł go do jego stanowiska. Byty nakłaniały go, by wykazał stanowczość w pracy nad nowym prawem. Tak, by było ono zwieńczeniem nie tylko jego prezydentury, ale i całego życia.

Na ile prezydent wziął sobie do serca te wskazówki „z góry", nie wiadomo. Faktem jest, że już rok później weszła w życie tzw. Proklamacja Emancypacji, czyli dekret prezydencki znoszący niewolnictwo na obszarze stanów należących do Konfederacji. Dwa lata później, po zakończeniu wojny secesyjnej, zostało ono zniesione w większości stanów. A Lincoln przeszedł do historii jako prezydent, który położył kres niewolnictwu. Być może to właśnie za te zasługi „Wyższy Porządek" pozwolił mu na wieczną kadencję w Białym Domu?

reklama
Źródło: Wróżka nr 10/2010
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube