Gdy los coś zabiera

shutterstock 296657669Szczęście i pech! Dwie skrajnie różne sytuacje? A może dwie strony tego samego medalu? Kiedy coś z dnia na dzień się wali, sypie się także nasze poczucie bezpieczeństwa. Możemy wtedy albo pogrążyć się w rozpaczy i żałować tego, co straciliśmy – nawet jeśli były to tylko nadzieje – albo otworzyć się na nowe.

 

Gdy los coś zabiera
Ponad chmurami zawsze świeci słońce. Jeśli więc zdołamy wznieść się ponad swoje ograniczenia; myśli, emocje, lęki i oczekiwania, i spojrzeć na wszystko z dystansu, odkryjemy, że nie ma jednoznacznie złych (i jednoznacznie dobrych) zdarzeń. Nawet to, co boli, najczęściej niesie cenną lekcję. Gdy los coś nam odbiera, może to być właśnie to, co nas ograniczało, sprawiało, że staliśmy w miejscu.

Może wcale nam nie potrzeba tego, czego uporczywie się nam odmawia. Tracisz np. dobrze płatną pracę w korporacji... Przecież nie wiesz jeszcze, czy twoim życiowym powołaniem nie jest bycie artystą albo realizowanie się, pomagając innym. Partner odszedł, mimo że tak starałaś się go zatrzymać? I całe szczęście! Przecież i tak nie byłabyś z nim szczęśliwa. A po jakimś czasie poznasz kogoś, kto okaże się twoją drugą połową, a kogo nie miałabyś szans spotkać, gdybyś nadal tkwiła w toksycznej relacji.

Dlatego, choć to niełatwe, w takich chwilach warto zaufać losowi... Że jest mądrzejszy i ma dla nas „plan". I to, co dziś wydaje się nam nieszczęściem, za jakiś czas ocenimy jako najlepszą rzecz, jaka nas w życiu spotkała.

Lekcja od Pollyanny
Pamiętacie jedną z najbardziej pozytywnych bohaterek książek z dzieciństwa, Pollyannę? Jedenastoletnia bohaterka powieści Eleanor H. Porter po śmierci rodziców trafia pod kuratelę
– bo opieką trudno to nazwać – oschłej, zgorzkniałej ciotki. Każdy by się załamał, ale Pollyanna ma szczególną cechę. We wszystkim, co ją spotyka, potrafi dostrzec jasne strony. Gdy jej ciotka, na przykład, nie wyjeżdża po nią na stację, zamiast się martwić, cieszy się, że wciąż ma przed sobą perspektywę jej poznania.

Kiedy dostaje najgorszy pokój, w którym nie ma nawet lustra, jest zadowolona, że nie musi patrzeć na swoje piegi. Nie był to żaden wrodzony dar, ale umiejętność, którą przed laty wpoił jej ojciec. Pollyanna pokazuje, że zamartwianie się jest wyborem. Swoim przykładem zmienia życie wielu ludzi, których spotyka. Czytając „Pollyannę", nieraz jej zazdrościłam. Byłam pewna, że sama tak bym nie umiała.

A tymczasem po latach, na pierwszym roku psychologii, dostałam zadanie. Mam sobie wyobrazić najgorsze tragedie i nieszczęścia, a następnie znaleźć w nich pozytywne strony i zamienić je na szczęśliwe. Po kilku próbach okazuje się, że to wcale nie takie trudne. Zawalił się mój dom? Super! Będę spać pod gwiazdami!

Dlaczego niektórzy to potrafią?
Gdyby naprawdę zawalił się mój dom, na pewno nie byłoby tak łatwo. Ale dzięki ćwiczeniu uświadomiłam sobie jedną rzecz. To, jak widzimy świat, jest efektem skupiania się na jednym tylko – pozytywnym lub negatywnym rodzaju doświadczeń, inne umykają naszej uwadze. Ale to, że czegoś nie widzimy, nie znaczy, że to nie istnieje. W pewnym amerykańskim doświadczeniu podzielono uczestników na dwie grupy, w pierwszej znaleźli się ci, którzy uważali się za optymistów, w drugiej pesymiści.

Następnie każdego zaproszono na indywidualne spotkanie. Ale prawdziwy eksperyment rozgrywał się jeszcze przed drzwiami – na chodniku podkładano studolarowy banknot. Ci, którzy deklarowali, że są optymistami, zazwyczaj go znajdowali. Pesymiści przechodzili obok – patrzyli, lecz nie widzieli. Gdy później odtwarzano im nagranie z kamery, nie mogli uwierzyć,
że nie zauważyli banknotu.

reklama


„Ja to zawsze mam pecha!" – podsumował jeden z uczestników. Może więc ty też „masz pecha" dlatego, że nie dostrzegasz wszystkich okazji, które los tak hojnie rzuca ci pod nogi? ...bo przecież ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy...

Planety fortuny
O tym, czy skupiamy się na negatywach, czy też umiemy dostrzec, a co za tym idzie, wykorzystać szanse, mówią w horoskopie urodzeniowym tzw. benefiki, czyli planety dobroczynne. To Jowisz, zwany Wielkim Szczęściem, i Wenus – Małe Szczęście. U optymistów są w mocnej pozycji i dobrze aspektowane. Ich zaś położenie w domu horoskopu wskazuje, w jakiej dziedzinie życia właściciel kosmogramu może liczyć na najwięcej korzystnych zbiegów okoliczności.

Nawet w dwunastym domu, uznawanym za nieszczęśliwy, obecność Jowisza lub Wenus oznacza umiejętność spadania na cztery łapy, szczęście w nieszczęściu. Skoro są dobroczynne planety, muszą istnieć i te złe. Są nimi Saturn – Wielkie Nieszczęście oraz Mars – Małe Nieszczęście. Posiadacze tych planet w trudnych układach lub kluczowych punktach horoskopu zazwyczaj widzą szklankę do połowy pustą i wyolbrzymiają znaczenie negatywnych zdarzeń. I nie przyjmują do wiadomości, że to tylko predyspozycja, nad którą można zapanować.

Jeśli tylko spróbujemy być jak Pollyanna, z czasem wejdzie to nam w nawyk. Zaczniemy wówczas doceniać każdą życiową lekcję i czerpać radość z chwili obecnej, jaka by nie była.
Bez żałowania tego, co straciliśmy lub obaw, że czegoś nie otrzymamy. A wówczas wdzięczność pojawi się naturalnie, zaś szczęście przestanie być chwilowym uczuciem, do którego dążymy, i stanie się codziennością.

Najwięksi szczęściarze
Numerologia nie uznaje żadnej wibracji za pechową – nawet trzynastki. Jest za to liczba, która przyciąga szczęście. To Trójka. Ludzie z silnym wpływem tej wibracji, a więc urodzeni 3, 12, 21 i 30 dnia miesiąca i ci, którzy mają trzy jako liczbę Drogi Życia (sumę wszystkich cyfr w dacie urodzenia), są przeważnie większymi szczęściarzami od innych. To oni wygrywają
w konkursach, zdobywają wymarzoną pracę, cieszą się popularnością.

A gdy coś idzie nie tak, mogą liczyć na pomoc innych. Mają bowiem dar wzbudzania sympatii. Jeśli jednak spytać jakąś Trójkę, czy ma szczęście, odpowie: gdzie tam! I jednym tchem wymieni wszystko, co jej zdaniem mogłoby być lepiej. Mieszkanie, owszem, duże i ładne, ale przydałby się dom z ogrodem. Pensja? Marna. Stać mnie tylko na urlop na Kanarach, a marzą mi się Karaiby. Facet może i kocha, ale nie śpiewa serenad pod oknem itp.

Cóż, szczęście trzeba umieć docenić. Trójki muszą się tego nauczyć, to jedna z ich karmicznych lekcji. Zanim ją odrobią, zazdroszczą innym. Nie wiedzą, że ci inni do wszystkiego muszą dojść sami, pokonując przeciwności, gdyż niczego nie dostają na tacy. Jak widać, mieć szczęście to nie to samo, co być szczęśliwym.

Katarzyna Owczarek
fot.shutterstock.com

Źródło: Wróżka, nr 10/2016
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020