Talizman z jeziora

shutterstock 218654488Kto nie jest ciekawy przyszłości? Naprawdę niewielu. Większość ludzi chciałaby wiedzieć, co przyniesie im los, ale pozostają przy stwierdzeniu: na nic nie mam wpływu, co ma być, to będzie. Wielu jednak w taki czy inny sposób stara się poznać tajemnice jutra.



Ci właśnie są otwarci na to, czego nie da się wytłumaczyć naukowo, zdają się też wierzyć w jakieś ponadczasowe, uniwersalne prawa czy zasady, w tym w zasadę równowagi. Jeśli szczerze kochają, to podświadomie oczekują, że ich uczucie zostanie prędzej czy później odwzajemnione; jeśli dobrze pracują, to nie tracą nadziei, że w końcu zostanie to docenione i nagrodzone; jeśli pomagają, spodziewają się, że im także ktoś przyjdzie z pomocą. Czasem tylko czekają na tę wzajemność zbyt długo...

Tak było w przypadku Agnieszki. Ta młoda pani architekt przyszła do mnie pewnego deszczowego popołudnia. Z kart wynikało, i ona to potwierdziła, że jest mężatką i że... nie jest szczęśliwa. Zadawała mi mnóstwo pytań o swoją przyszłość. – W nowym roku dostanie pani propozycję pracy, o którą od dawna pani zabiegała. Wygląda na to, że wreszcie zostaną docenione pani osiągnięcia – zaczęłam od końca.

– Dostałam niedawno nagrodę w międzynarodowym konkursie za projekt sieci restauracji – pochwaliła się. – Bez związku z tą nową pracą za jakiś czas spotka pani mężczyznę, który może wiele zmienić w pani życiu. On myśli o pani równie często, jak pani o nim, chociaż się nie znacie... – W moim życiu wszystko trzeba zmienić – przerwała mi. – Tylko jak to zrobić?
– Trzeba przestać uciekać przed przeszłością – poradziłam, a zabrzmiało to jak magiczne zaklęcie.

Zdenerwowała się. Pomyślałam, że tak zakończy się spotkanie, ona jednak zdecydowała się opowiedzieć swoją historię. Po obronie dyplomu Agnieszka pojechała do swojej przyjaciółki Zośki. Mimo kiepskiej pogody dziewczyny postanowiły popływać w jeziorze. Zośka kupiła sobie bajerancki kostium i chciała go „zamoczyć". – Zrób mi w nim zdjęcie – poprosiła Agnieszkę. – Będziesz miała po mnie pamiątkę.

– Wolę ciebie na żywo – obruszyła się Agnieszka, ale zrobiła zdjęcie komórką. Od tamtego dnia, kiedy to wypłynęły zbyt daleko i nagle Zośka zniknęła pod wodą, Agnieszka nie dotknęła już swojej komórki. Nie mogłaby spojrzeć roześmianej przyjaciółce w oczy. Poczuwała się do winy, choć nikt jej nie obwiniał. Sama ledwie uszła z życiem. Na pomoc jej skoczył do wody mężczyzna, który łowił ryby nad brzegiem jeziora.

reklama


Zapamiętała jego szarozielone oczy, jego usta, kiedy robił jej sztuczne oddychanie. Potem zniknął. Po kilku dniach pobytu w szpitalu wróciła do domu. Na pogrzeb Zośki nie pojechała. Z depresji wyprowadzał ją krok po kroku Piotr, kolega ze studiów, a pół roku później... jej mąż. – Przyjedź do mnie – to były słowa Zośki kilka tygodni po jej śmierci. Zośka przyśniła się Agnieszce w tym swoim bajeranckim kostiumie. Zamoczonym.

Uśmiechała się przy tym, jakby nic się nie stało. W kolejnych snach Zośka nie tylko prosiła Agnieszkę o powrót nad jezioro, ale jeszcze obiecała jej... szczęśliwy kamyk. – Znalazłam go na samym dnie – wyjaśniła. Agnieszka zdawała się być odporna na wezwania Zośki. Za to nie mogła odgonić myśli o mężczyźnie, który nie pozwolił jej utonąć. Była pewna, że to ktoś z tego miasta, że Zośka go znała.

– Powiedz mi chociaż jego imię – odważyła się w końcu poprosić przyjaciółkę. Ale Zośka tylko się roześmiała. Śniła się Agnieszce nie tylko latem, lecz także jesienią i zimą, wtedy na ten swój kostium narzucała luźny sweter. – Przyjedź do mnie – prosiła za każdym razem. – Smutno mi tu samej – dodawała czasem. Którejś nocy Agnieszka zażądała od Zośki informacji o mężczyźnie, którego oczu i ust nie mogła zapomnieć. Przez którego – jak sądziła – nie mogła pokochać swojego męża. – Przyjedź do mnie – powtórzyła Zośka. – On cię rozpozna.

Po tym śnie, a zwłaszcza po mojej wróżbie o spotkaniu z nieznajomym mężczyzną, Agnieszka postanowiła zmierzyć się z dramatem swojego życia. Listopad był wyjątkowo słoneczny
i ciepły. Stanęła nad brzegiem szarosrebrnego jeziora. Zapaliła lampkę otoczoną wiankiem białych frezji, ulubionych kwiatów Zośki, i puściła go na wodę. Długo patrzyła za oddalającym się migającym płomieniem.

Wieczorem poszła na grób przyjaciółki. Nie chciała spotkać nikogo z jej rodziny. Wciąż czuła się winna, że to ona żyje. Na szczęście nie było nikogo. Gdy już odchodziła, podszedł do niej młody mężczyzna. Musiał ją obserwować dłuższą chwilę. Poznała go... po oczach i ustach, którymi kiedyś przywracał jej oddech. Ruszyli razem w kierunku bramy. – Dzięki, Zośka – powiedziała do siebie Agnieszka.

PS Franek, bo tak ma na imię młody mężczyzna, podarował Agnieszce kamyk z dna jeziora, który już na brzegu wypadł z dłoni Zośki. Oboje traktują go jak najcenniejszy talizman, który ich połączył. Kto wie, może na zawsze.

Anna Złotowska
fot.shutterstock.com

Źródło: Wróżka, nr 11/2016
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020