Gdy idzie za łatwo...

Czy rzeczywiście hojne dary Jowisza są tak dobre, a ostre cięcia Saturna to pech i bieda? Martyna przekonała się, że może być na odwrót... 

*          *          *       


Pamięta tamto uczucie, że świat jej sprzyja. Otwiera przed nią nowe możliwości, śle dary... Bo jak inaczej interpretować takie oto fakty: propozycja pracy padła na służbowej kolacji; prezes firmy, klient agencji reklamowej, w której dotychczas pracowała, zaproponował jej stanowisko dyrektora marketingu. A przecież właśnie o tym marzyła. Miała już dosyć zajmowania się client serwisem, bo to było dla niej mało rozwojowe. Nowemu szefowi tak bardzo na niej zależało, że do wysokiej pensji dodał luksusowy służbowy samochód, roztoczył wizje premii oraz ciekawych wyjazdów. Grzechem byłoby nie skorzystać, bo propozycja obowiązywała od zaraz.

Pierwsze trzy miesiące na nowej posadzie minęły jak w bajce. Martyna cieszyła się z wyzwań, ale przede wszystkim z prestiżu. Liczne spotkania w drogich restauracjach, jazda po mieście lexusem, piękne, komfortowe biuro, najnowszy model BlackBerry.

Postanowiła zmienić mieszkanie. Pożegnała trzy stare pokoje na obrzeżach Warszawy i przeprowadziła się do niewielkiego, ale jednak loftu w pobliżu centrum. Z kredytem nie miała problemu, okres próbny minął i podpisała umowę na czas nieokreślony. Zmiana mieszkania poszła jak z płatka.

Przekonała się, że szczęścia chodzą nie dwójkami, lecz trójkami, bo do cudownej pracy i jeszcze fajniejszego lokum dołączył adorator. Od kilku lat była singielką. Tak poświęciła się karierze w reklamie, że żadna jej relacja nie miała szans przerodzić się w trwały związek. A tu zapowiadało się coś poważnego. Adam był kolegą z pracy, i to nie byle jakim, bo dyrektorem operacyjnym. Już na pierwszym wspólnym zebraniu wpatrywał się w jej oczy i dekolt. Szybko zaczęli chodzić na lunche do firmowego bistro, potem jadać na mieście, w końcu ze sobą sypiać. I być razem.

Martynie wydawało się, że śni. Minęło ledwo pół roku, a jej życie odmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dzięki nowej pracy zyskała też nowe koleżanki: ambitne, modnie ubrane, pewne siebie. Polubiła się zwłaszcza z Blanką, managerem z działu eksportu.

reklama


Któregoś dnia Blanka zaprosiła ją na wieczornego drinka do pubu i tam dała Martynie radę – niech lepiej uważa na Adama. To znany bawidamek i niewykluczone, że nie tylko z nią się spotyka. Pierwsza rysa na wyśnionej rzeczywistości! Martyna błyskawicznie poskładała fakty: Adam często odrzucał przy niej połączenia telefoniczne, czasem rozmawiał przyciszonym głosem, a potem był zmieszany i tak naprawdę rzadko miał dla niej czas. Otwarcie mówił, że nie jest typem faceta, który się kiedykolwiek ożeni. Kiedy zażądała od niego poważniejszej deklaracji, roześmiał się i przyznał, że nie jest jedyną. Zerwała z nim, ale wcale nie miała czasu, żeby przeżywać miłosne rozczarowanie, bo zaczęły się problemy w firmie.

Prezes domagał się raportów, a z nich niezbicie wynikało, że działania marketingowe słabo przekładają się na sprzedaż. Na początku wcale się tym nie przejęła, ponieważ, jak logicznie rozumowała, przecież za krótko tam pracowała, żeby to ją pociągnięto do odpowiedzialności za sprawy sprzed jej zatrudnienia. Dlatego omal nie spadła z fotela, kiedy zobaczyła na swoim biurku wypowiedzenie.

Przy ekspresie do kawy dowiedziała się od Blanki, że zatrudniono ją tylko dlatego, że był potrzebny kozioł ofiarny. Prezes w taki właśnie sposób chciał zyskać na czasie w rozmowach ze szwajcarskimi właścicielami firmy. Na drinka Blanka nie miała już czasu. Ani teraz, ani nigdy potem, kiedy Martyna siedziała sama w swoim lofcie, płacząc z bezsilności i zastanawiając się, skąd weźmie pieniądze na wysoką ratę kredytu. Wysyłane CV pozostawały bez odzewu. Długo zastanawiała się i zastanawiała, co takiego wydarzyło się w jej życiu, aż wreszcie ktoś doradził jej wizytę u astrocoacha.

Ciemna i jasna strona Jowisza
komentarz astrocoacha Aleksandry Nowakowskiej 

To Jowisz, który tak obficie obdarował Martynę nową posadą, mieszkaniem oraz kochankiem, przeszedł przez jej urodzeniowe Słońce i Merkurego w Pannie, w VII domu relacji biznesowych i miłosnych. Właśnie dlatego dzięki znajomościom pojawiła się intratna oferta pracy. Oraz Adam.

Koniunkcja Jowisza do Słońca i innych planet osobistych uchodzi za najbardziej szczęśliwą, wtedy trafiają się nam różne łuty szczęścia, spełniają marzenia. Jednak i Jowisz ma swoją ciemną stronę. Może popchnąć w stronę zbytniego optymizmu. Ponadto w określonym czasie działa na nas nie jedna, lecz więcej planet, i trzeba patrzeć również na inne wpływy.

Kiedy Jowisz rozsypał przed Martyną wór prezentów, jednocześnie na jej Słońce i Merkurego działał opozycją zwodniczy Neptun. W tym nieharmonijnym położeniu może przynieść iluzję, bo sprytnie rozmywa rzeczywistość. Tracimy wtedy czujność i nie zauważamy oczywistych faktów. Martyna była podatna na negatywne działania i Jowisza, i Neptuna z dwóch powodów. Jej urodzeniowy Jowisz znajduje się w opozycji do Księżyca w Lwie. Za sprawą tego aspektu ujawnia się w jej osobowości negatywna strona tej planety, czyli skłonność do przesady, kierowania się emocjami, wybujałe ego oraz nadmierne ambicje.

Okazuje się, że przy takich predyspozycjach Jowisz może w ostatecznym rozrachunku zadziałać niezbyt szczęśliwie. Księżyc w Lwie daje zaś tendencje do życia ponad stan i na pokaz, a także próżność. Dlatego Martyna stała się łatwą ofiarą intrygi nowego szefa, a także nieuczciwości kochanka. Dodatkowo kwadratura Neptuna do Słońca w jej horoskopie urodzeniowym sprawia, że nie jest za pan brat z ziemskimi wymaganiami, z konkretem i radzeniem sobie z materią.

Całe to zamieszanie zakończył tranzyt bezwzględnego Saturna. Tworząc kwadraturę do Słońca i Merkurego, uciął wszystko, co nieprawdziwe i zostawił Martynę z niczym, a raczej z kredytem do spłacenia. Pozbawił ją złudzeń. Saturn zawsze udziela nam lekcji – Martynę usiłuje nauczyć, żeby nie ulegała emocjom, iluzji, próżności oraz nietrwałości materii. Pozytywnie patrząc na ten tranzyt, można powiedzieć, że oczyścił jej teren pod zupełnie nowe działania. Tym razem ostrożniejsze. Bo Saturn, gdy coś przyniesie, będzie to wymagało czasu oraz wysiłku. Ale za to efekty mogą być trwałe i nader korzystne. 


WR
fot. shutterstock

Źródło: Wróżka, nr 11/2016
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020