Nalewka z geranium na wzmocnienie nerwów

Wiosną w naszej kuchni stoi doniczka z pachnącą rośliną. Kiedy robi się cieplej, wystawiamy ją na taras, aby rosła zdrowa i bujna. Przychodzący do nas goście często na jej widok reagują okrzykiem: „Ojej, pamiętam ten zapach, babcia miała taki kwiat, to się nazywa anginka, prawda?”.

Słodka, cytrynowa, oszałamiająca woń pelargonii, zwanej potocznie anginką, niejednemu z nas towarzyszyła w dzieciństwie. Starym ludowym sposobem na ból ucha było włożenie do niego liści anginki, okładami z nich łagodzono dolegliwości gardła, zaś reumatyzm rozcieraniem ich w bolącym miejscu. Anginki zakorzeniły się w kuchniach, na parapetach naszych babć i mam. Wydają się bardzo swojskie, jednak w rzeczywistości to niezwykle egzotyczne kwiaty, które w Europie znane są od pół tysiąca lat. 

W XV wieku Bartłomiej Diaz postanowił przetrzeć morską drogę do Indii i odkrył Przylądek Burz, który potem nazwano o wiele piękniej – Przylądkiem Dobrej Nadziei. Już sto lat później ten szlak morski okrzepł i na południe Afryki zaczęło docierać coraz więcej awanturników, kupców, poszukiwaczy skarbów i naukowców. Wśród cudów odległego świata któryś zauważył ciekawą roślinę, która po lekkim potarciu liści wydawała intensywny, różany zapach. W tamtych czasach właściwie każdy szanujący się odkrywca (bądź jego patron) miał ogrodnika, któremu przywoził dziwne i wyszukane sadzonki, a bogata kolekcja roślin egzotycznych była wielką chlubą właściciela. Nic więc dziwnego, że roślina szybko dotarła do Europy. 

reklama

Geranium rozmnaża się bardzo łatwo (wystarczy uszczknąć łodyżkę i włożyć ją do wody, aby ukorzeniła się po kilku tygodniach), coraz częściej zaczęło więc gościć w zwyczajnych domach. Wiktoriańska Anglia oszalała na jego punkcie.

Geranium, zwłaszcza to różane, zaczęto dodawać do deserów zarówno orientalnych, na modną wówczas turecką czy indyjską nutę, jak i tradycyjnych biszkoptów. Z różanego geranium wytwarzano syropy, pachnącymi listkami przekładano papier korespondencyjny, by nabrał aromatu. Dodawano je do potpourri (pachnących saszetek), kładziono pod poduszkę, by przywołać dobry sen. Liście geranium dodawano też do uroczych bukiecików tussie-mussie. Były to malutkie wiązanki z pachnących ziół i kwiatów, które wręczano w prezencie, często z zakodowaną wiadomością. Na przykład geranium cytrynowe symbolizowało spokój i opanowanie. Można się domyślić, że był to podarunek dla kogoś, kto nie mógł sobie poradzić ze stresującą sytuacją i potrzebował wsparcia. Później geranium zostało powoli zapomniane.

W Polsce najczęściej można jeszcze spotkać to o zapachu słodkiej cytrynki. Rzadziej zdarza się pachnące jabłuszkiem, miętą lub klasyczne – różane. Co roku obiecuję sobie, że sprowadzę do kolekcji różne pelargonie (pewien hodowca zapewnia nawet, że ma roślinę o liściach pachnących coca-colą!). Może zrobię to wreszcie tej wiosny?

 

Na ten temat

Nalewka z geranium na wzmocnienie zdrowia i nerwów:

 

• 4-5 łyżek posiekanych liści geranium
• 0,25 litra spirytusu

Wykonanie:

Drobniutko posiekane liście geranium (mogą to być także młode łodyżki) sypiemy do ciemnej butelki, zalewamy spirytusem, odstawiamy na dwa tygodnie. Codziennie wstrząsamy. 

Nalewka działa wzmacniająco, przeciwzapalnie i uspokajająco. Jest bardzo aromatyczna, dodajemy ją więc (20-30 kropli) do herbatek ziołowych albo zwykłej herbaty. Można ją także wcierać w skórę. Wylewamy 1 łyżeczkę na dłonie, rozcieramy, aż się rozgrzeją, i wcieramy w twarz, okolice serca bądź inne osłabione części ciała.

 

Klaudyna Hebda 
publicystka, blogerka, fotografka 
fot. shutterstock

Źródło: Wróżka nr 3/2017
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

Wydanie specjalne 1/2020