Alan

Młody Alan de la Roche miał wszelkie powody, żeby być zadowolonym z życia.

Los obdarzył go inteligencją, zdrowiem, talentem oratorskim oraz rodziną wystarczająco zamożną, aby zakon dominikanów bez szemrania przyjął go w swoje szeregi i zajął się jego karierą naukową. Bystry braciszek nie musiał obawiać się, że resztę swych dni spędzi, uprawiając przyklasztorny ogródek. Świat stał przed nim otworem – około 1455 roku przełożeni wysłali go na uniwersytet paryski, a Alan szybko „zrewanżował się”, robiąc spektakularne postępy w studiach filozoficznych i teologicznych. Był tak dobry, że od 1459 roku zaczął samodzielnie wykładać na kolejnych uczelniach.

I właśnie wtedy, jak na złość, dopadł go kryzys wiary. Dziś powiedzielibyśmy raczej, że przyszły błogosławiony zachorował na depresję. Na przemian dręczyły go ataki apatii, rozpaczy i wyrzutów sumienia. Często widywał szatana, który namawiał go do grzechu i podsycał jego egzystencjalne wątpliwości.

A jednak Alan postanowił się nie poddawać. Nie opuszczał wykładów ani mszy, zmuszał się do jedzenia i rozmów z ludźmi, codziennie odmawiał Psałterz Najświętszej Maryi Panny. Męczył się tak przez kilka dobrych lat, aż wreszcie jego wytrwałość została nagrodzona. I to w sposób, który musi robić wrażenie.

Jego osobistym „psychoterapeutą” została sama Matka Boska. Już w pierwszej wizji podarowała mu pierścień i uczyniła swoim „duchowym oblubieńcem” oraz pełnomocnikiem. Potem regularnie dodawała mu otuchy, udzielała mądrych rad i wyznaczyła cel życia: zgodnie z jej wolą Alan miał propagować odmawianie różańca i zakładać bractwa różańcowe.

reklama


Ma się rozumieć, że po takiej terapii wątpliwości oraz ataki apatii zniknęły. Pełen werwy profesor teologii, osobiście i regularnie instruowany przez Najświętszą Panienkę, wziął się ostro do pracy, skutkiem czego zasłynął jako wielki wykładowca, reformator i „święty człowiek”. Kiedy umarł w 1475 roku, od razu ogłoszono go błogosławionym.

Znaczenie tego dostojnie brzmiącego imienia, tak chętnie nadawanego synom średniowiecznych książąt Bretanii, nie jest do końca jasne. Jedni mówią, że powstało ze starobretońskiego wyrazu oznaczającego „mały kamień”. Inni, że pochodzi od irańskiego ludu Alanów, który do spółki z Wandalami przeniósł się (wyparty przez Hunów) do Europy pod koniec IV wieku naszej ery.

Współcześni Alanowie to wielcy indywidualiści. Od dziecka idą swoją drogą, nie ulegając wpływom i nie licząc się ze zdaniem innych. Są niezależni, niepokorni, bezkompromisowi, a uznawanie autorytetów przychodzi im z ogromnym trudem. Wielu z nich to samoucy, którzy do wszystkiego doszli na własną rękę.

Inaczej być nie może, skoro patronuje im JEDYNKA, liczba pionierów i… uparciuchów. Alanowie mierzą wysoko – chcą tworzyć, kształtować i to boże broń nie opierając się na czymś, co już było. Wielu z nich zostaje reżyserami i producentami, wielu sprawdza się jako nauczyciele, budowniczowie czy architekci.

Niestety, współpraca z nimi nie należy do łatwych. Alanowie, choć są obowiązkowi, uczciwi i bardzo rzeczowi, wydają się nie zauważać własnych błędów. Co gorsza, wykazują skłonność do tyranizowania podwładnych. Bywają surowi w obejściu, ale za to nie są łasi na pieniądze – możliwość realizowania własnych projektów jest dla nich ważniejsza niż wszystkie luksusy świata.

Alan to Baran. Do twarzy z tym imieniem będzie także Skorpionowi, Koziorożcowi, Pannie oraz Lwu (o ile utemperuje swój egocentryzm). Wodniki i Strzelce nieco złagodzą jego charakter. Za to łagodne Ryby czy kochające wygodę Byki mogą się z nim czuć bardzo nieswojo.

WERONIKA KOWALKOWSKA
Tagi:
Już w kioskach: 2019


Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube